Kontynuacja losów Zahreda - przeklętego boga, którego skazano na wieczne odradzanie się na nowo. Czytelnik opuszcza granice Rundis, gdzie miała miejsce akcja wcześniejszej części, czyli Świątyni na bagnach i wyrusza w podróż z legendarnymi skandynawskimi wojownikami - Wikingami. Pośród nich swe miejsce odnaleźli Zahred i Mira.
Michał Gołkowski to zodiakalnie, patologiczny Wodnik z roku Stanu Wojennego. Wbrew pozorom samotnik, mizantrop i introwertyk. Z wykształcenia lingwista, z zamiłowania historyk wojskowości, z zawodu na co dzień tłumacz kabinowy angielsko-polsko-rosyjski. Obecnie stalker. Czarnobylem zafascynowany, odkąd tylko dowiedział się, po co brał wiosną ’86 ten niedobry proszek w kapsułkach z opłatka. Swoje związki ze Wschodem i stosunek do słowiańskości określa jako typowy love-hate relationship. Od zawsze rozerwany pomiędzy Skansenem w Łowiczu a Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, osiadł w końcu pod lasem niedaleko Sochaczewa. *
Trzy wężowe łodzie pełne wojowników z mroźnej, niegościnnej północy suną przez nurty wielkich rzek, aby dotrzeć ku słonecznym, piaszczystym brzegom południa. Złote miasto, powtarzają wszyscy szeptem! To tam, nad wodami mitycznego morza po drugiej stronie świata, wznosi się potężny gród, w którym z pewnością mieszkają bogowie. Ale ponad dachami Złotego Miasta gromadzą się ciemne chmury. Inne imperium, o wiele młodsze i bardziej głodne chwały, ostrzy sobie zęby, mogące bez trudu skruszyć wiekowe mury. Zbliża się oblężenie tak wielkie, że o podobnym nawet pieśniarze nie śmieli marzyć. Od wschodu nadciąga burza, a wraz z nią bitwa, która odmienić może losy całego świata. Przez skowyt wichru w olinowaniu, w trzasku przecinającej niebo błyskawicy i huku przetaczającego się ponad spienionymi falami gromu, słychać tylko jedno imię. Zahred. **
Pierwszą część trylogii Bramy ze złota czytałam w listopadzie zeszłego roku. Książka ta wywarła na mnie mieszane wrażenie - zdecydowanie była to pozycja mająca ogromny potencjał, a pomysł autora pozostawił pełne pole do popisu w kwestii kontynuacji przygód Zahreda. W pierwszej części bohater ten przypominał marionetkę w rękach ludzi niżeli boga, czy głównego bohatera. Operował wydarzeniami, lecz nie był ich wykonawcą. W Złotym mieście Zahred zdecydowanie staje się siłą sprawczą - głosem i rozkazem ludzi, którzy bardzo szybko stają mu się całkowicie podlegli. Bóg napotyka na swej drodze skandynawskich wojowników, z którymi wyrusza w podróż do Złotego Miasta - Miklagardu, legendarnego grodu ociekającego bogactwem i wszelkimi dobrami, o których wikingowie mogą tylko pomarzyć. Skuszeni wizją zdobycia dóbr doczesnych wojownicy postanawiają powierzyć swój los nieznanemu człowiekowi, który wzbudza w nich szacunek, ale i strach wymieszany z tlącym się brakiem zaufania. Czy Zahred okaże się ich zgubą?
,,Odwaga to ciągła obecność strachu i robienie tego, co trzeba, wbrew niemu. Odwaga to siła, aby pokonać samego siebie!"
Rozpoczynając lekturę drugiej części trylogii, ogromnie się ucieszyłam ponownie spotykając Mirę, bohaterkę którą poznałam we wcześniejszej części. Już wtedy córka wodza plemienia zamieszkującego Rundis wzbudziła we mnie pozytywne emocje. Mira przypomina barbarzyńską superbohaterkę, która buntuje się przeciwko tradycyjnej roli kobiety, ograniczającej się do bycia matką, żoną i gospodynią domową, całkowicie podległą swemu mężowi. Lubię silne bohaterki, które trzymają się swoich zasad i nie dają sobie pomiatać, a Mira jest jedną z nich. Nic dziwnego, że bez problemu odnalazła się ona wśród wikingów, słynących z tego, iż na polu bitwy, jak i w życiu codziennych kobieta stawała obok mężczyzny - nie za nim.
Po raz kolejny Michał Gołkowski zrobił na mnie wrażenie miejscem akcji oraz czasem, w której zostały osadzone wydarzenia. Jestem ogromną fanką serialu Wikingowie, więc miło było wyruszyć z nimi w niebezpieczną podróż niemalże w nieznane. Autor w ciekawy sposób odtworzył zwyczaje i tradycje skandynawskich wojowników, oraz potrafi tworzyć intrygujące i plastyczne opisy przyrody, a także dynamiczne sceny walki, którym nie brak realistyczności. Niestety nie polubiłam się z głównym bohaterem. Zahred to dziwna postać - według mnie stanowczo przerysowana. W dodatku Gołkowski w przypadku kreacji przeklętego boga okazał się nieco niekonsekwentny. Bohater łamał własne zasady . Nie potrafiłam zrozumieć uczuć, jakimi darzyła go Mira.
Szczęk oręża to nieodłączny element fabuły. Złote miasto wręcz ocieka od scen walk - nic dziwnego, w końcu pojawiają się tu wikingowie znani z porywczej natury, przypominającej bardziej bestię niżeli człowieka. Drugi tom spodobał mi się bardziej niż pierwszy, jednak mam wrażenie, że nie do końca są to moje klimaty - fantastykę uwielbiam, problem tylko, że chyba niekoniecznie w takim wydaniu.
* lubimy czytać
** materiały wydawcy
Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Fabryka Słów







































