Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą New Adult. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą New Adult. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 lutego 2019

203. Addicted. Podwójna namiętność, Krista & Becca Ritchie

Okładka tej książki to jedna wielka pułapka - roznegliżowany mężczyzna w połączeniu z tytułem sugeruje czytelnikowi, że czeka na niego historia pełna pasji, szalonych uniesień i gorących scen erotycznych... cóż - choć nie brak tu pikanterii, to niesie ona za sobą smutny, destruktywny przekaz. To swego rodzaju krzyk rozpaczy, nieme wołanie o pomoc. Zapraszam was na recenzję książki, od której naprawdę nietrudno się uzależnić.

Krista & Becca Ritchie to siostry bliźniaczki, które mają na koncie kilka bestsellerów. Autorki tworzą książki z gatunku New Adult oraz romans. Debiutancka powieść Addicted. Podwójna namiętność (Addicted to You) została opublikowana w czerwcu 2013 roku. Aktualnie seria Addicted składa się z pięciu części: trzech właściwych oraz dwóch, tzw. połówek. Siostry Richie napisały również serie Calloway Sisters, Like Us, Aerial Ethereal. 

Nieśmiała, drobna Lily Calloway, niepotrafiąca powiedzieć „nie”, rumieniąca się nawet w towarzystwie chłopaków, ma poważny problem – jest uzależniona od… seksu. Kolekcjonuje akcesoria erotyczne oraz filmy i praktycznie codziennie zalicza numerki w klubach nocnych. Jej przyjaciel Loren Hale to z kolei zabawny, cyniczny szkolny outsider żyjący w cieniu ojca. Chłopak szuka w alkoholu ucieczki przed problemami. Aby ukryć swoje słabości przed rodziną, Lily i Lo decydują się na fałszywy związek – oznacza to zamieszkanie razem, pójście do college’u i, co najważniejsze, odcięcie się od krewnych. Przyjaźnią się od małego, więc wspólne ukrywanie swoich niedoskonałości nie przysparza im problemów. Do czasu. *


Od momentu, w którym pierwszy i drugi tom losów Lily i Lo zjawił się na mojej półce, krążyłam koło książek niczym ćma wokół lampy - jakaś magiczna siła przyciągała mnie do tej historii. Siła, której bardzo szybko uległam, ponieważ gdy tylko zakończyłam Podniebną Pieśń, rzuciłam się na pierwszą część serii Addicted. W ekspresowym tempie uzależniłam się od losów bohaterów, którzy zabierają czytelnika w sam środek swoich dramatów.  Lily i Loren to dwójka młodych ludzi, którzy pozornie wiodą idealne życie - pochodzą z bardzo bogatych rodzin, stać ich na wszystko, a ich jedynym zmartwieniem powinny być oceny na studiach. Niestety, oboje zmagają się z demonami, które wiele lat temu przejęły nad nimi kontrolę i zmusiły do życia w kłamstwie. Loren w wieku niecałych dwudziestu-jeden lat jest alkoholikiem, a Lily... seksoholiczką. Oboje łączy prawdziwa przyjaźń i fałszywy związek, jednak w każdym kłamstwie znajduje się choćby ziarno prawdy i ten przypadek nie odbiega od reguły. Pierwsza część serii Addicted to gorący i przewrotny romans utrzymany w konwencji akademickiej. Jednak miłość nie jest tutaj cechą przewodnią, lecz ludzkie dramaty i zmagania z własnymi demonami. 

Nikt mnie nie uprzedził, że można kogoś kochać i nadal być nieszczęśliwą.

Lily Calloway i Loren Hale to destruktywni bohaterowie pełni wad. Ich decyzje i gwałtowność szokują, budzą wiele skrajnych i intensywnych emocji w czytelniku. Jeżeli szukacie lektury, która po całym dniu ciężkiej pracy ukoi wasze skołatane nerwy, to nie sięgajcie po Podwójną namiętność, gdyż jest to powieść, która rozgrzewa i podnosi ciśnienie. Ta książka przypomina sport ekstremalny - jest niebezpieczna i nieprzewidywalna, dostarcza mocnych wrażeń oraz wymaga stalowych nerwów. Bohaterowie są nieposkromieni, dzicy i zdecydowanie poza jakąkolwiek kontrolą. Lily i Lo przekroczyli granice fabularne, zerwali się z jarzma autorek. Nie wiadomo czego można się po nich spodziewać. Przyjaciele. Kłamcy. Kochankowie. Ofiary własnych słabości. Podwójna namiętność to wybór, którego na pewno nie będziecie żałować. Lily Calloway i Loren Hale zadziwiają swą dynamiką i autentycznością. To złote dzieciaki, które zeszły na złą ścieżkę. Czytając tę książkę, niejednokrotnie miałam wrażenie, że Lily i Lo są prawdziwi; że opisana historia wcale nie jest fikcją literacką. Para tworzy elitarny, dwuosobowy klub, odsuwa się od rodziny i przyjaciół, gdyż tylko Lily akceptuje uzależnienie Lorena, a Lo Lily. Jednakże, czy akceptacja jest tym, co jest im naprawdę potrzebne? 


WOW. Pierwsza część serii sióstr Ritchie powaliła mnie na kolana kreacją bohaterów i wręcz namacalną chemią pomiędzy sztandarowymi postaciami; stylem autorek, który idealnie wpasował się w moje gusta; fabułą - intensywną, wyboistą, gorącą, pełną zwrotów fabularnych; oraz - przede wszystkim - odmiennością od innych książek tego gatunku. Jest to mocna, poruszająca książka New Adult - jedna z najlepszych jaką przeczytałam. Chwile z tą książką były czystą przyjemnością. Jednakże muszę zaznaczyć w tym miejscu, że Podwójna namiętność posiada jedną z najbardziej nietrafionych okładek, gdyż naga klatka piersiowa mężczyzny w żadnym stopniu nie oddaje tak poruszającej treści. Głównym tematem tej historii jest uzależnienie - życie i walka z nim. Krista & Becca Ritchie prezentują dwa zupełnie inne przypadki - chłopaka, pochodzącego z bogatego aczkolwiek rozbitego domu, który na wzór swojego ojca zaczął sięgać po alkohol; oraz dziewczyny, wywodzącej się z troskliwej i kochającej rodziny, której problem rozpoczął się właściwie z... nudów. 

Podwójna namiętność to książka, która naprawdę uzależnia. Czas leci przy niej błyskawicznie, losy bohaterów wciągają, a strony wręcz same się przewracają. Po zakończeniu pierwszego tomu, koniecznie muszę sięgnąć po kolejny. Cóż... jest to silniejsze ode mnie. 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu W.A.B.

piątek, 28 września 2018

164. Płonący lód; Patrycja Kuczyńska, Monika Rępalska

Tegoroczny polski debiut z gatunku literatury erotycznej. Choć nie jestem fanką erotyków, to coraz częściej zdarza mi się po nie sięgać - i co więcej, odnajdywać w czytaniu swego rodzaju przyjemność, tak zwane guilty pleasure. Do tej pory czytałam książki z tego gatunku autorstwa zagranicznych pisarzy, ale postanowiłam zaryzykować i sprawdzić, jak Polska radzi sobie w tej kwestii. Zwłaszcza, że pozycja, którą przybliżę wam w dzisiejszym poście jest debiutem. 

Patrycja Kuczyńska to polska autorka pochodząca z Ostrowa Mazowieckiego. Studiowała bezpieczeństwo wewnętrzne. Do momentu publikacji debiutanckiej powieści, swoje prace publikowała w internecie, gdzie poznała Monikę Rępalską - współautorkę Płonącego lodu.  Ulubioną pisarką Kuczyńskiej jest Elle Kennedy oraz Jennifer L. Armentrout za serię Lux. Monika Rępalska to współautorka Płonącego lodu. Fanka Sharon Bolton. Obie panie połączyła pasja do pisania i czytania.

Lexi Archibald wraz z przyjaciółką przyjeżdża na renomowaną londyńską uczelnię, by rozpocząć studia. Już pierwszego dnia wchodzi w konflikt z Knoxem, pochodzącym z rodziny królewskiej chłopakiem, który jest tu uważany za nieformalnego przywódcę. Odtąd każde ich spotkanie staje się dla obojga okazją do utarczek słownych i przepychanek, podszytych skrywanym erotyzmem. Wkrótce Lexi odkrywa, że wokół niej toczy się jakaś dziwna gra, a ona mimo woli staje się jej elementem... Do czego doprowadzi starcie tych dwóch silnych osobowości? Czy Lexi zrozumie, w jak wielkim jest niebezpieczeństwie? Co się stanie, gdy dotrze do niej, że granica, jaka dzieli nienawiść od miłości, jest cieńsza, niż się jej do tej pory wydawało? *

Płonący lód to pierwsza część debiutanckiej serii polskich autorek Nieczyste zagranie. Przenosimy się na angielski kampus, gdzie śledzimy losy Lexi Archibald oraz jej najlepszej przyjaciółki, Lizzi. Obie dziewczyny właśnie rozpoczęły studia, otworzyły nowy rozdział w swoim życiu. Niestety już pierwszego dnia dowiadują się, że ich życie na uczelni wcale nie będzie takie łatwe. A zadba o to Knox Black i jego koledzy. 


Lexi Archibald i Knox Black to sztandarowa para serii Nieczyste zagranie. Ona - pełna energii studentka pierwszego roku, on - drugoroczniak sprawujący na uczelni władzę absolutną. Ich spotkanie przypomina zetknięcie się tsunami z tornadem - już od pierwszego momentu czuć iskry, niebezpieczeństwo i pasję. Autorki postawiły na dwutorową narrację, dzięki czemu możemy śledzić Lexi oraz Knoxa. Szczerze mówiąc, nie do końca owa narracja mi odpowiadała. Rozumiem zamysł autorek, chcących przedstawić wydarzenia z punktu widzenia dwóch głównych bohaterów. Dzięki czemuś takiemu można z historii wycisnąć to, co najlepsze. Aczkolwiek w tym przypadku narracja przypominała mi mecz tenisa stołowego, odbijanie piłeczki: Lexi - Knox -Lexi - Knox. W rozdziale relacjonowanym przez Lexi dochodzimy do pewnego momentu - treść kolejnego rozdziału powtarzana jest z perspektywy Knoxa plus przechodzimy trochę dalej. Robimy pięć kroków w tył, po to żeby zrobić dwa - a czasami szalone trzy w przód. Co prawda, treść zgrabnie zazębia się ze sobą, ale i tak ów zabieg budzi we mnie mieszane odczucia. Jest nieco ciekawiej i można poznać motywy działania jednej i drugiej postaci, ale wpływa to negatywnie na tempo akcji. Przejdźmy teraz do bohaterów. Dwójka studentów: jak wyżej wspomniałam, mamy studentkę pierwszego roku, Lexi, oraz Knoxa Blacka - studenta drugiego roku, kapitana drużyny hokejowej. Niestety, Knoxa dotknęła klątwa Shen (mowa o L.J. Shen, autorce serii Święci grzecznicy - Intryga, Chaos). Miał być pewny siebie pół-człowiek, pół-bóg, a wyszedł dupek z ego wielkości megalodona. Pan i władca. Arystokrata spokrewniony z rodziną królewską, urodą przypominający Adonisa. Ładna buźka, piękne ciało, oczy niczym rozgwieżdżone czerwcowe niebo, skłonność do przemocy względem kobiet, niewyparzony język i ślepe przeświadczenie o swojej władzy i pozycji. No ideał z mych snów. Ile bym dała, żeby zobaczyć go nagiego, przywiązanego do... torów w środku lasu. Albo na miejscu biednej Łajki, bezpowrotnie wystrzelonej w kosmos. 


Nie wiem jak wy, drogie panie, ale nienawidzę takiego typu mężczyzny, więc wyobraźnie sobie moją radość, gdy Lexi na każdym kroku dawała mu w kość, obrażała go, wchodziła w istne batalie słowne, wylała farbę na jego boski samochód. Ich słodko-gorzka relacja napędzana jest przez skrzące się pożądanie, niebezpieczną nienawiść i chorą walkę o pozycję. Istna relacja love-hate. Bohaterka dużo zyskała w moich oczach, zacięcie walcząc z panem Knoxem. To odważna, pewna siebie, nieprzewidywalna studentka, która nie wie, w którym momencie się zatrzymać. Gdy odkrywa podłą i niemoralną grę paczki Knoxa, jest gotowa zrobić wszystko, by wgnieść ich w podłogę. Lexi i Knox trafili na równych sobie przeciwników, dzięki czemu trudno oderwać się od lektury. Tutaj reakcją na atak jest brutalny odwet. Bohaterowie nie boją się wyprowadzić cios poniżej pasa, a tytułowe nieczyste zagranie to ich specjalność.  Bohaterami drugoplanowymi są przyjaciele sztandarowych postaci. Lizzi i Erin to typowe, puste studentki - ale z całej tej damskiej szajki, to Kim prezentuje najniższy poziom. W pamięć zapadła mi sytuacja gdzieś z początku książki, kiedy konflikt na linii Knox i Lexi dopiero powstawał. Kim wielce ostrzegała pannę Archibald przed swoim bratem, prosiła ją, aby trzymała się od niego z daleka, a bodajże rozdział dalej ciągnie Lexi na imprezę organizowaną przez Knoxa i jego bandę. Trochę brakuje tu logiki. 

,,Nie igraj z ogniem, bo się sparzysz.''

Płonący lód to książka, którą czyta się błyskawicznie. Ponad czterysta stron połknęłam w dwa dni, a wcale nie miałam dużo czasu na czytanie. Jak już zaczęłam, to trudno było mi się oderwać. Ta historia wciąga - i to mocno! Podsumowując, pomimo mankamentów, debiutancką powieść duetu Kuczyńska i Rępalska oceniam... pozytywnie! Nie ukrywam, że kreacja Knoxa Blacka bardzo mnie rozczarowała (po prostu nie jest to mój typ), gdyż przypominał mi on przerysowanych męskich bohaterów od L.J. Shen. Jednakże pierwszy tom serii Nieczyste zagranie dostarcza sporej dawki rozrywki, emocji, ciętego humoru i akcji. Lexi i Knox nie szczedzą sobie w słowach i czynach. Często brakuje im zdrowego rozsądku, co nadaje całości nieprzewidywalności i pikanterii. Nie mniej jednak, autorki powinny popracować nad warsztatem pisarskim, gdyż pod względem stylistycznym książka wypada raczej średnio. Ale potencjał tu jest, a praktyka czyni mistrza. Jeżeli jedna i druga autorka o pisarstwie myśli poważnie, to obie panie będą szlifować swoje pióro, a pozytywne efekty ich pracy ujrzymy już w kolejnej części losów Knoxa i Lexi. Płonący lód to soczyste love story utrzymane w konwencji erotyku akademickiego, pełne ciosów poniżej pasa. Kto wygra to starcie - przebiegłe studentki, czy niebezpieczni studenci? Kto skończy ze złamanym sercem? 

* opis wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Novae Res!

sobota, 2 kwietnia 2016

24. Lato koloru wiśni, Carina Bartsch

Nigdy bym nie przypuszczała, że love story może być tak fajne. A zwłaszcza love story, które wyszło spod pióra niemieckiego autora. Zawsze do wszystkiego, co niemieckie podchodziłam z ogromnym dystansem, a wręcz broniłam się przed tym. Po wielu latach nauki tego języka nie umiem prawie nic. Dopiero książka przekonała mnie, że Niemcy wcale nie oznaczają czegoś złego. A przynajmniej jeżeli chodzi o literaturę. Kwiecień przywitałam z tą książką, którą zakończyłam wczoraj. 500 stron, a nawet nie wiem kiedy to minęło. 

Czy dałabyś drugą szansę swojej pierwszej miłości? 

Mówi się, że pierwsza miłość nie rdzewieje - coś w tym jest, ale jeżeli mamy na myśli taką prawdziwą miłość, a nie pierwsze lepsze zauroczenie. Sentyment pozostaje, choćbyśmy nie wiadomo jak bardzo starali się, by tak nie było. O tym doskonale przekonuje się Emely, dwudziestotrzyletnia studentka literaturoznawstwa mieszkająca w Berlinie, gdy na jej drodze staje dawna miłość - Elyas. Emely broni się, jak może przed miłoscią z przeszłości, a jej uwagę przyciąga Luca - tajemniczy chłopak, z którym wymienia e-maile.

Proste wydania zawsze przyciągają moje spojrzenie - lubię minimalizm i uważam, że za pomocą mniej można pokazać więcej. Lato koloru wiśni to książka, która jest piękna zewnętrznie i wewnętrznie. Nie jest to typowe love story, ale pełna dobrego humoru, lekka opowieść o uczuciu, które połączyło dwójkę ludzi po raz drugi. Jeżeli chodzi o przedział wiekowy, ta książka jest idealna dla mnie. Tak samo jak bohaterowie tej historii jestem studentką i powoli wkraczam w dorosłe życie - dorosłe, takie z krwi i kości, także z przyjemnością zgłębiałam ich losy. Pozytywnym faktem, była również lokalizacja akcji - nie sądziłam, że Niemcy, Berlin mogą być tak fajnie przedstawione. Naprawdę teraz dziwię się samej sobie, że żyłam w takiej nieuzasadnionej awersji do tego kraju. Autorka okazała się być niezwykle dobra w swoim fachu, skoro przekonała mnie do Niemiec. Aż mam ochotę jej pogratulować. Poza tym, kreacja bohaterów wyszła jej genialnie. Uwielbiam ich humor, styl bycia oraz to, że każdy z nich jest inny. Co prawda, jeżeli chodzi o bohaterów drugoplanowych, ewidentnie widać, że nie poświeciła im zbyt dużej porcji uwagi, ale pierwszoplanowcy to klasa sama w sobie. Moje uczucia co do Emely, Elyasa oraz Alex zmieniały się i formowały na nowo podczas tej 500-stronicowej lektury. Jak początkowo uwielbiałam Emely i nie lubiłam Elyasa, tak przy końcu było na odwrót. Co do postaci Alex - przyjaciółki Emely i siostry Elyasa, to mam mieszane odczucia od prawie początku. Ogólnie polubiłam jej charakter, taka zabawna, pozytywna osóbka, ale jednocześnie irytował mnie fakt, iż niejednokrotnie wykorzystywała Emely, by osiągnąć własne cele. Szczególnie mnie to irytowało, gdyż z drugiej strony czegoś takiego nie było. 

- Nie jestem pesymistką - stwierdziłam - Po prostu myślę realnie.
- Czy to nie to samo?

Choć sam pomysł na powieść wydaje się być pospolity, to uwierzcie mi, że Lato koloru wiśni to coś zupełnie innego, nietypowego. Relacje Emely i Elyasa przypominały pojedynek, a nie miłosny taniec. Z przyjemnością czytałam ich potyczki słowne oraz niejednokrotnie autorce udało się mnie doprowadzić do śmiechu - a to mi się z natury nie zdarza podczas czytania. Jak już wcześniej wspominałam, humor w tej książce jest obłędny - pełen ironii, sarkazmu. Czuć chemię między głównymi bohaterami, miejscami powietrze aż szkli się od emocji.  Z pewnością po tej książce spodziewałam się czegoś całkiem innego - typowego romansidła, a tu dostałam niesamowicie pozytywną, lekką historyjkę z bohaterami obdarzonymi ciętym językiem i obłędnym poczuciem humoru - tak wiem, powtarzam się i robię to celowo. 

Carina Bartsch sprytnie poprowadziła akcję powieści, tak że zakończenie pierwszego tomu wgniotło mnie w podłogę i koniecznie muszę sięgnąć po Zimę koloru turkusu - i zapewne nie tylko ja znalazłam się w takim stanie po Lecie koloru wiśni. Zdecydowanie książkę oceniam jak najbardziej na plus i z czystym sercem mogę Wam ją polecić. Przez pierwsze sto stron nie mogłam się całkowicie przenieść do świata bohaterów, ale gdy tylko Lato koloru wiśni mnie wessało, tak do samego końca nie mogłam się oderwać od tej pozornie zwykłej historii. Po raz kolejny muszę podziękować blogosferze za zaprezentowanie mi tej książki, bo to dzięki Wam poznałam losy Emely i Elyasa.        

ocena: 9/10

środa, 2 marca 2016

18. Aż do dna, Renata Chaczko

Książkę Renaty Chaczko wygrałam w konkursie na blogu cyrysii. Już zapowiedź zwróciła moją uwagę, ale znając mnie, gdyby nie wygrana, to bym nie sięgnęła po tę pozycję. Minęło już trochę czasu od przeczytania Aż do dna - emocje opadły, można oceniać.    

,,Jak mam uwierzyć, że najważniejsze jest to, co człowieka ma w środku? Niby kto w to wierzy? Chyba tylko handlarze ludzkimi organami!"

Akcja powieści skupia się wokół dziewiętnastoletniej Roksany - powszechnie znanej jako Roxi, studentki, która nie ma żadnych hamulców, żadnych kompleksów, a jej życie to nieustanne pokonywanie granic moralnych, społecznych oraz własnych. Wydawałoby się, że jej życie to esencja studenckiej dekadencji, faza przejściowa - od imprezy do imprezy. Jednak Roxi nie bez powodu tak gwałtownie zanurza się w głębię własnego istnienia.  Jej rodzina istnieje tylko na papierku, przyjaciółki to fałszywe mendy, a życie sercowe opiera się na relacji wejściowo-wyjściowej. Poza tym, Roksana jest żywą egzemplifikacją tego, jak XXI może wywrócić człowieka do góry nogami, pozbawić go skrupułów, odrzeć z godności, przerzuć a następnie wypluć. 
Aż do dna napisane jest w formie pamiętnika, który prowadzi Roksana. Brakuje w nim dialogów, ale za to przepełniony jest przemyśleniami, spostrzeżeniami i planami głównej bohaterki. Brzmi nudnie? Nudne nie jest. Szokujące - owszem. Sama jestem studentką, nieco starszą od bohaterki powieści Renaty Chaczko, więc też co nieco wiem już o życiu - ale przez myśl mi nie przeszło żeby tak obchodzić się z własną osobą! Właściwie poprzez Roksanę odkryłam drugą, mroczną stronę życia młodych ludzi w teraźniejszym świecie.  I wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze? Realizm. Tu nie ma miejsca na upiększenia, mówienie, że życie jest piękne, a wszyscy ludzie mają złote serca. Oj, nie. Świat jest pełen ludzi, którzy chcę nas wykorzystać i oszukać. 

,,...muszę uważać, by jak Ikar nie poparzyć sobie skrzydeł, bo podleciałam zbyt blisko słońca"

Roksana to osoba, która żyje w przekonaniu, że jest szczęśliwa, że to co robi jest właściwie i nie zasługujące na krytykę. To hedonistka poszukująca przyjemności, niczym ćpun narkotyku - w końcu znajduje jej źródło i to w drugiej osobie. Czego więcej mogłaby potrzebować do szczęścia? Relacja między Roksaną a tajemniczym Donem rozpoczyna się od pożaru, który zamiast słabnąć, nabiera siły. Płonie, topiąc obawy; płonie, paląc za sobą samotność; płonie, zmuszając do ciągłego posuwania się naprzód; aż w końcu słychać syk: ledwo-słyszalny, a jednocześnie paraliżujący swym dźwiękiem. Zarzucając charakterystycznym stylem Roksany: The fire is gone. I nagle świat stracił ostrość i kolorowe barwy. Została tylko czerń i biel oraz głuche pytanie co się właściwie stało?
Aż do dna to nowoczesna powieść. Pozornie bez wartości - poznając losy dziewiętnastoletniej rozpustnicy raczej nie sądziłam, że wyciągnę z niej takie wnioski. Czytając, możemy bez trudu spostrzec przemianę głównej bohaterki. Jej pamiętnik staje się dowodem metamorfozy wewnętrznej człowieka; dowodem na to, że czasem trzeba upaść, zbliżyć się aż do dna, by móc w końcu odepchnąć się od niego  i wypłynąć na powierzchnię. Jest również dowodem na to, że często lądujemy na dnie przez to, co spotykamy na powierzchni. 

,,Przeznaczenie łączy ludzi, głupota ich dzieli"

Ta książka nie jest dla ludzi o słabych nerwach. Potrafi wstrząsnąć, zszokować, obrzydzić i wprowadzić w stan łączący wszystko poprzednio wymienione. Zakończenie jest zaskakujące i gwarantuje Wam, że nie przewidzicie tego, co autorka przygotowała w końcowych rozdziałach. Chaczko nie przebiera w słowach - wulgaryzmy, sprośne określenia i wtrącenia z obcych języków są na porządku dziennym. Ale czy to nie czyni tej książki jeszcze bardziej naszej, ludzi z drugiego milenium? Nie trudno dopatrzeć się elementów New Adult - autorka stawia przed nami bohaterkę, która wkracza w dorosłość i kompletnie nie wie co z tym fantem zrobić. Roksana to postać kontrowersyjna, ambiwalentna, wzbudzająca mieszane odczucia. Można ją polubić, można również znienawidzić - ale warto poznać. 

Aż do dna zdobyło u mnie 6/10
cytaty pochodzą z książki Renaty Chaczko, Aż do dna


niedziela, 10 stycznia 2016

8. Mara Dyer: Tajemnica, Przemiana, Zemsta; Michelle Hodkin




     Za debiutancką serię Michelle Hodkin sięgnęłam pod wpływem impulsu i wcale tego nie żałuję. Mara Dyer okazała się być niezwykle zaskakująca i choć czasem nieco mnie nużyła, to i tak brnęłam dalej pewna, że zaraz coś się wydarzy. Właściwie każdy rozdział przynosił coś nowego - coś, co na końcu trylogii okazało się być częścią skomplikowanej układanki. Seria Mara Dyer na pewno jest inna niż większość książek, które czytałam. Pełna zwrotów akcji - zwłaszcza finałowa część Zemsta; pięknych dialogów i trafnych sentencji, które można wykorzystać w życiu codziennym. Niby literatura młodzieżowa napisana prostym językiem, a jednak ma w sobie coś więcej. Tak jak wcześniej wspominałam, miejscami się nudziłam. Na początku trzeciej części wyjątkowo. Na pewno spotkaliście się z książką bądź serią, która w momencie czytania wydawała się nudna, miejscami dołująca, a odgłos przewracania stron rozlegał się znacznie rzadziej, jednak gdy (w końcu) egzemplarz wylądował na półce, zdawaliście sobie sprawę, że to była naprawdę dobra historia. Mara Dyer mniej więcej taka jest. Mniej więcej - bo w trakcie czytania odbiera się bardziej pozytywne odczucia. Chyba po raz pierwszy miałam okazję spotkać się z historią opowiedzianą z perspektywy bohatera negatywnego, bo w gruncie rzeczy Mara jest zła. Choć bardzo chciałaby być inna, to nie może. 

     Na początku warto odpowiedzieć sobie na pytanie - kim jest tytułowa Mara Dyer? To zwyczajna siedemnastolatka, której przydarza się tragedia. Jej przyjaciółka, chłopak i koleżanka giną pod gruzami starego szpitala psychiatrycznego. Mara jako jedyna wychodzi z tego żywa. Dziewczyna nie może poradzić sobie ze śmiercią przyjaciół. Wkrótce halucynacje i koszmary senne stają się jej nową rzeczywistością, a mroczne przebłyski pamięci doprowadzają nastolatkę do szaleństwa. Marze coraz trudniej oddzielić fantazję od rzeczywistości, gubi się we własnych myślach. Zdesperowani rodzice szukając rozwiązania decydują się na przeprowadzkę i pomoc specjalistów. I tak Mara ląduje w Miami ze stwierdzonym zespołem stresu pourazowego, PTSD. Jednak to wcale nie tłumaczy tego, co dzieje się z nastolatką... 

Czasami największą tajemnicę najłatwiej jest wyznać obcej osobie.
     
      Już od pierwszych stron Tajemnicy, czyli tomu rozpoczynającego serię o Marze Dyer wpadamy w sidła niezwykłego klimatu. Mocno psychodelicznego, enigmatycznego i mrocznego. Co właściwie dzieje się z Marą? Kim ona tak naprawdę jest? A może czym? W dość szybkim czasie rejestrujemy, że nie tylko główna bohaterka ma problem z rozróżnieniem fantazji od rzeczywistości, ale my, czytelnicy również. Sukcesywnie zostajemy wplątani w grę tak samo jak Mara. Powieść Michelle Hodkin to niewątpliwie powiew świeżości w literaturze młodzieżowej. Już w prologu mamy do czynienia z ciekawym zabiegiem. Mara Dyer zwraca się do każdego z nas z osobna wywołując gęsią skórkę - powierza nam tajemnicę, czyli swoją historię, którą będziemy odkrywać w trzech tomach serii. 
     

      W skomplikowanej historii pojawia się wątek miłosny. Osobiście nie jestem z niego zadowolona. Wiem, że większość osób zachwyca się miłością Mary, lecz mnie ona wcale nie urzekła. Być może jest to kwestia tego, iż potrzebuję więcej czasu na to, by dostrzec i docenić relacje, które autorka stara się przedstawić, a być może w prezencji Noah poszło coś nie tak. Zawsze irytuje mnie, gdy wybranek głównej bohaterki jest idealizowany do tego stopnia, że aż staje się niezjadliwy. Przez dwie części serii Noah wkurzał mnie niesamowicie. Zwłaszcza w Przemianie.  Ósmy cud świata. Najukochańszy chłopak pod słońcem. Spośród wszystkich przepięknych dziewcząt na wschodnim wybrzeżu wybrał akurat ją, szarą, kościstą myszkę... która w dodatku pojawiała się w jego snach. To na jego wzorzec powstała rzeźba Dawida. A gdy w końcu na tym przepięknym chłopcu pojawia się skaza, to i tak w gruncie rzeczy okazuje się być nieprawdą. W skrócie: weźciemigosprzedoczubozabiję. Szczerze mówiąc, dopiero na końcu zaczynam go lubić. Wiem, że gdybym to ja miała opisać swojego chłopaka, to też byłby pełen ochów i achów, no ale... Ogólnie rzecz biorąc, rzadko zdarza mi się shipować jakiejś parze. Może Katniss i Peeta z Igrzysk Śmierci, lub Wanda i Ian z Intruza Stephenie Meyer, ale nie Mara i Noah. Nie wiem dlaczego, jakoś nie mogę ich ze sobą... No wiecie. Jednak z drugiej strony podziwiam tą zażyłość i bolesną chęć bycia razem pomimo niesprzyjającego losu. Podoba mi się to, że Noah akceptuje Marę w każdej postaci - nawet tej, która może doprowadzić go do zguby. 

Jest powiedziane,że każdy bohater musi mieć swego łotra, każdy anioł - diabła i każdy bóg - potwora. A jednak, choć wiem, jacy jesteśmy, nie wierzę w to. Widziałem łotrów dokonujących heroicznych czynów i tych, których zwano bohaterami, gdy zachowywali się jak łotry.

      Mara to chodząca katastrofa. Jej historia Was zaskoczy, a Zemsta na pewno nie raz zostawi w stanie totalnego oniemienia. Jedno jest pewne, sięgając po Tajemnicę z pewnością nie będziecie spodziewać się tego, co czeka na Was w Zemście. Nawet Przemiana nie przygotuje czytelnika na to, co tak naprawdę kryje się w tej powieści. I to jest wystarczająco duży powód, by móc Wam polecić tę książkę - a raczej tym, którzy jej nie przeczytali, bo Mara Dyer nie jest nowością wydawniczą. Seria zebrała różne opinie. Zarówno negatywne, jak i pozytywne. Ja oceniam ją na plus. I to całkiem duży plus.

       Seria Mara Dyer zawitała na polskim rynku dzięki wydawnictwu YA! w 2014 roku w przepięknych, ale to naprawdę PRZEPIĘKNYCH okładkach:


Seria zdobywa u mnie 8/10 punktów.



Witam wszystkich po bardzo długiej przerwie spowodowanej po trochu lenistwem, po trochu brakiem czasu. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie. Pozdrawiam!

niedziela, 29 czerwca 2014

4. Hopeless, Colleen Hoover


Choć rzadko kiedy zdarza mi się biegać za popularnymi nowościami, to tym razem wszechobecny zachwyt skusił również i mnie. Dorwałam w empiku, zakupiłam, wróciłam do domu i jak tylko przyszła kolei zaczęłam czytać. No i co ja mam teraz powiedzieć o tej książce? Tak jakby brak mi słów… wordless. Chwilka na zebranie myśli - dobra.
Przede wszystkim zacznę od tego, że chyba ostatnią książką, która wzbudziła we mnie tak silne uczucia była trylogia Suzanne Collins „Igrzyska Śmierci” - choć ta seria ma się do „Hopeless” jak piernik do wiatraka. Już sama okładka wniosła do mojego serca kilka uczuć; przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa. Dean Holder to chłopak, w którym mogłabym się zakochać. Pełen sprzeczności, a zarazem pasujących do siebie cech. Zacznijmy jednak od głównej bohaterki, czyli siedemnastoletniej Sky. Poznajemy ją jako pewną siebie, silną i otwartą na związki dziewczynę (nie potrafiącą niestety poczuć zupełnie nic podczas kontaktów z chłopakami), żegnamy zniszczoną przez prawdę, którą poznała. Została ona adoptowana przez kobietę imieniem Karen - ze swojego dzieciństwa nie pamięta nic. Karen ma dosyć specyficzne poglądy na wychowanie. Sky nie może mieć telewizora, telefonu, Internetu, a naukę pobiera w domu. Żyje pod kloszem, odizolowana od prawdziwego świata. W końcu udaje jej się przekonać matkę i idzie do publicznej szkoły - to właśnie w tym momencie pojawia się pierwsza rysa na wcześniej wspomnianym kloszu. Sky poznaje tajemniczego chłopaka o magnetycznym spojrzeniu - Deana Holdera i jeszcze bardziej interesującym tatuażu na przedramieniu, napisie hopeless. Sam wzrok chłopaka budzi w niej zupełnie nieznane uczucia - a może właśnie bardzo znane? Od tego momentu życie dziewczyny gwałtownie przyśpiesza, odkryte zostają fakty z mętnej przeszłości Sky, które prawie ją niszczą.

,,Czasem możesz wybierać tylko spośród samych złych opcji. Musisz zdecydować, która z nich jest najmniej zła."

Nie będę kłamać - do książki podeszłam z ogromnym dystansem. Nie chciałam się po prostu przejechać na wybujałym opisie, no i właściwie nie wiedziałam co mogę się spodziewać zarówno po autorce, jak i gatunku. Prolog nieco mnie rozbawił. Nie miałam zielonego pojęcia, co mogło aż tak rozgniewać nastolatkę, jednak już po przeczytaniu pierwszego rozdziału byłam zachwycona! Colleen Hoover ma naprawdę dobry styl pisania, przez co lekturę czytało mi się naprawdę bardzo, ale to bardzo przyjemnie. Zarówno postać Sky jak i Holdera została niezwykle wyraźnie naszkicowana - niemalże widziałam ich przed oczami. Nie łatwo mnie wzruszyć, a jednak przy „Hopeless” prawie że uroniłam łzę. Prawie - a w moim przypadku to nie mały sukces. Ale żeby nie było aż tak miło, w książce nie spodobało mi się kilka rzeczy: po pierwsze, jest stanowczo za krótka (kurde, dalej jest miło!), no i w pewnym momencie miałam dosyć postaci Holdera, jak i całego tego wątku miłosnego, na którym opiera się… - ba! - stoi cała fabuła. Dean to złoty chłopak, naprawdę cudowny, jednak czasem jego pantoflowatość mnie irytowała. Czasem. W dalszym ciągu uważam, że mogłabym się w nim zakochać. Żałuję również, że nie dane nam było poznać bliżej Six, cóż za ciekawa osóbka. Ogólnie rzecz biorąc, „Hopeless” dogłębnie mnie poruszyło. Ta książka to kawał dobrej roboty. Autorka poruszyła ciężkie tematy, nie tylko związane z dobrymi aspektami miłości, ale przede wszystkim tymi toksycznymi, beznadziejnymi. To piękna historia o tym, że miłość potrafi być środkiem leczniczym, że to właśnie dzięki temu uczuciu człowiek jest w stanie podnieść się po największym upadku, że brak nadziei może łatwo przerodzić się w nadzieję, a beznadziejny chłopiec niekoniecznie musi być beznadziejny.
Nie przypuszczałam, że ta książka będzie aż tak dobra - musiałam po niej odetchnąć. Oczywiście, w pozytywnym sensie. Ciężko przejść obojętnie obok tak wstrząsającej historii pełnej bólu, żalu i strachu. W fabule kompletnie się zatraciłam, ciężko było mi się oderwać od lektury, ze smutkiem chowałam książkę pod poduszkę, by móc po przebudzeniu od razu po nią sięgnąć. Coś wspaniałego. Oby więcej takich książek! Wiem, że ta historia szybko mnie nie opuści i właśnie to w czytaniu kocham najbardziej. Za tą piękną okładką kryje się coś wielkiego, po co powinien sięgnąć każdy z nas. Emocje gwarantowane! Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że „Hopeless” stoi na jednej z moich półek, bo na pewno nie był to ostatni raz, kiedy sięgnęłam po tę książkę.

książce przyznaję 9/10