Drugą książką jaką przeczytałam w listopadzie był pierwszy tom trylogii amerykańskiej autorki książek dla młodych dorosłych, a mianowicie Dziewięć żyć Chloe King: Upadła, w wersji oryginalnej Fallen. Kupiłam tę książkę dobrych kilka lat temu, lecz dopiero teraz udało mi się ją ukończyć - wcześniej zatrzymałam się na sześćdziesiątej stronie. Ważną informacją dotyczącą tej serii jest ekranizacja losów tytułowej Chloe King w formie serialu, którego premiera była w 2011 roku.
Chloe King do czasu swoich szesnastych urodzin wiodła normalne życie zwykłej nastolatki: chłopaki, imprezy, przyjaciele - wokół tego krążyły jej myśli. Nagle wszystko się zmienia, wywracając życie dziewczyny do góry nogami. Począwszy od upadku z Coit Tower, który (o dziwo!) nie zakończył się śmiercią bądź trwałym kalectwem, poprzez tajemniczego prześladowcę, kończąc na relacjach z Paulem i Amy, którzy... zostają parą, zostawiając Chloe za sobą. Na szczęście, słodka szesnastka przynosi też kilka dobrym przełomów: Chloe w końcu udaje się zwrócić na siebie uwagę szkolnego przystojniaka, a co więcej, poznaje w pracy niezwykle miłego Briana. Dziewczyna staje się odważniejsza, pewna siebie i swoich atutów oraz zdecydowanie... zwinniejsza.
,,Mam tajemnicę. I to nie jedną z tych przyjemnych.''
Nie mogę powiedzieć, że Upadła to książka, która porwała mnie swoją fabułą - chętnie sięgałam po lekturę, aczkolwiek bez większych emocji. Tematyka całkiem oryginalna, nie czytałam chyba jeszcze żadnej książki, w której pojawiałyby się ludzie posiadający kocie umiejętności. No ale pomysł to nie wszystko. Ogólnie rzecz biorąc, choć w książce pojawia się wiele rozruszników akcji, to jak dla mnie część była, niestety, zbędna, wepchnięta na siłę. Sama akcja przypominała zbyt mocno rozciągnięte ciasto do pizzy - w niektórych miejscach nie trzymała się całości. Start był trudny do przebrnięcia. Autorka raz częstowała nas szybką akcją, by po chwili popaść w stagnację. By polubić Chloe potrzebowałam wielu stron, w swoim zachowaniu przypominała mi irracjonalne dziecko. Co do postaci Aleka... jejku, nie znoszę takich facetów. Czy ktoś z Was polubił tego bohatera? Bo ja nie potrafiłam odczuć choć szczypty sympatii do tego zadufanego w sobie blondasa i dlatego też od początku kibicowałam Chloe i Brianowi. Bractwo Dziesiątego Ostrza to ciekawie wykreowana organizacja, o której w pierwszym tomie bardzo mało się dowiadujemy.
Wiodącą zagadką książki jest pochodzenie Chloe King. Z lektury dowiadujemy się, iż urodziła się w Rosji, a następnie została adoptowana przez państwo King. Właściwie przez cały pierwszy tom, nie jest powiedziane wprost kim (a może raczej czym) jest Chloe King. Chloe sprawia wrażenie zadufanej w sobie nastolatki, lecz tak naprawdę czuje się bardzo samotna odkąd dwójka jej najlepszych przyjaciół staje się dla siebie kimś więcej. Jej matka przez większość czasu traktuje ją oschle i dopiero po pewnym czasie można dostrzec w jej osobie rodzica. Ojciec, który był najbliższą osobą Chloe, zniknął wiele lat temu, zostawiając po sobie mnóstwo pytań i niedokończonych odpowiedzi. Dziewczyna spostrzega w sobie zmiany, które w żadnym stopniu nie dotyczą okresu dojrzewania. Coś dzieje się z Chloe, a ona nie ma koło siebie ani jednej osoby, z którą mogłaby porozmawiać. Choć to zwykła młodzieżówka, można się doszukać drugiego dna. Gdy człowiek zostaje sam ze swoimi problemami, podejmuje wiele nieprzemyślanych i przede wszystkim głupich decyzji. Pojawiają się tutaj elementy mitologii egipskiej a przede wszystkim ich kult kotów. Fajnie, że autorka sięgnęła po mitologię inną niż klasyczna.
Choć pierwszy tom trylogii Dziewięć żyć Chloe King posiada kilka słabych stron, to wciąż jest książką z gatunku fantastyki młodzieżowej, którą warto przeczytać. Przede wszystkim osoby w młodszym wieku na pewno odnajdą radość podczas zaznajamiania się z Chloe King, dziewczyną z nie tylko przysłowiowym pazurem.


