Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia/autobiografia/pamiętnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biografia/autobiografia/pamiętnik. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 4 lutego 2020

279. Aryjskie papiery, Jerzy Dynin

Poruszająca historia człowieka, który podczas II Wojny Światowej oszukał przeznaczenie, przyjmując fałszywą tożsamość. Aryjskie papiery to przeżycia jednej osoby wypowiadającej się za tysiące cierpiących i prześladowanych ludzi. Głos poległych, wspomnienie strachu, bólu i głodu. Książka ta została doceniona przez poprzedniego prezydenta Stanów Zjednoczonych, Baracka Obamę. 

Jerzy Dynin urodził się w 1925 roku w Łodzi. W czasie wojny, wraz z matką, współdziałał z Armią Krajową i polskim państwem podziemnym, za co w 2019 r. został uhonorowany medalem Pro Patria, przyznawanym za zasługi w kultywowaniu pamięci o walce o niepodległość Rzeczypospolitej Polskiej. Po wojnie wyjechał najpierw do Palestyny, a potem do USA, gdzie przez większość życia zajmował się biznesem. Mieszka z rodziną w Athens, w stanie Georgia. *

Ile rodzin jest w stanie jeść z jednego talerza? Jak uniknąć obowiązkowego korzystania z miejskiej łaźni? Czy miłość da się ukryć tak jak pochodzenie? Czy rodzinna biżuteria zagwarantuje przetrwanie? Dlaczego, walcząc o swoje życie, ratować również kogoś obcego? We wrześniu 1939 roku Dyninowie, zamożna łódzka rodzina żydowska, uciekają najpierw do Wilna, a potem na Kresy. Czternastoletni wtedy Jerzy razem z matką i siostrą trafia pod opiekę rodziny Plater-Zyberków, która zmienia im jedną literę w nazwisku i przedstawia jako swych krewnych. **


Jerzy Dynin rozpoczyna swą opowieść od opisu jego jeszcze normalnego, przedwojennego życia. Poznajemy go jako zdolnego chłopca należącego do szanowanej rodziny Żydowskiej, ucznia  łódzkiego gimnazjum społecznego, aktualnie VIII LO im. A. Asnyka. Autor przybliża czytelnikowi swoją osobę, pisze o swojej rodzinie, miejscu zamieszkania. Dyninowie mieszkali w Łodzi, którą opuścili we wrześniu 1939 roku, zostawiając za sobą rodzinę, dom, przyjaciół i sporą część majątku. Wtedy jeszcze nie wiedzieli, co ich czeka - jak wiele stracą, ile nocy spędzą sparaliżowani strachem o siebie i swoich bliskich. 

W ostatnich latach sporo mówi się o II Wojnie Światowej, a niektóre teorie i prawdy potrafią zadziwić i przerazić. Wystarczy przytoczyć tu przemowę Władysława Putina z okazji 75. rocznicy wyzwolenia obozu Auschwitz, by zdać sobie sprawę, jak elastyczna potrafi być owa prawda. Aryjskie papiery to książka przypominająca swego rodzaju świadectwo Jerzego Dynina, który nie tyle co widział, ile doświadczył na własnej skórze okrucieństwa i czystego, chorego zła wyrządzonego mu przez drugiego człowieka. Człowieka, który podobno został stworzony na podobieństwo Boga, lecz patrząc wstecz coraz częściej zastanawiam się, o jakim bogu była mowa, bo chyba nie o tym, w którego ja osobiście wierzę. 

Jerzy Dynin zmieniając jedną literkę w swoim nazwisku (Dunin) przyjął tożsamość polskiego arystokraty, unikając tym śmierci z rąk wyznawców Hitlera i jego ideologii o czystości rasowej. Podczas sześciu lat wojny Dyninowie wielokrotnie zmieniali miejsce zamieszkania, niejeden raz przekraczając przy tym granice państw Europejskich. Początkowo poruszali się na wschód, odwiedzając po drodze, między innymi, Warszawę, by zatrzymać się w Wilnie. Dyninowie spędzili tam dwa lata, żyjąc podobnie jak w rodzinnej Łodzi. Wojna tak naprawdę dopadła ich w 1941 roku. Na swej drodze spotkali wielu złych, ale także i dobrych ludzi, którzy ryzykując własne życie, ratowali ich. Na szczególną uwagę zasługuje rodzina Plater-Zyberków - szczególnie przejęta losem rodziny Jerzego. Autor Aryjskich papierów pisze, że bez ich pomocy nie przetrwaliby wojny. 


Jerzy Dynin w swych wspomnieniach, pisanych w 1946 roku, a zebranych w całość w 2002, opisuje szczególnie sytuację społeczną Polski i Litwy, oraz głównie koncentruje się na losach Żydów. To właśnie tam Dyninowie przeżywają najmroczniejsze chwile swojego życia - jednakże nie da się ukryć, że los Jerzego, jego mamy oraz siostry jest lepszy od wielu innych ludzi obciążonych w trakcie wojny żydowskim pochodzeniem. Dyninowie unikają ghetta, lecz głowa rodziny zostaje skazany na wywózkę w nieznane. Jerzy musi przejąć rolę ojca, zadbać o mamę i malutką wówczas siostrzyczkę. 

Dzwonię. Drzwi otwiera starsza kobieta. "Czy jest pan Głowiński?", pytam na wpół przytomnie. "A któż to taki?", odpowiada. Łzy się cisną do oczu...

Czytelnik zostaje przytłoczony opisem cierpienia i okrucieństwa. Nawet po lekturze nie jestem w stanie wyobrazić sobie, jak wiele przeszli Ci ludzie, ile zupełnie niewinnych ludzi straciło życie w imię jakiejś chorej idei. W szczególności niczemu winnych dzieci, które urodziły się w złym miejscu i złym czasie. W moje serce wyjątkowo mocno trafiły reprodukcje rodzinnych zdjęć Jerzego, a w szczególności portrecik Maji, kuzynki Jerzego, która mając zaledwie kilka latek została zamordowana wraz ze swoją babcią w obozie Treblinka w 1942 roku. 

Aryjskie papiery to poruszające i niezwykle szczere wspomnienia człowieka, któremu udało się przeżyć II Wojnę Światową nawet z bezustannie ciążącym wyrokiem śmierci - pochodzeniem żydowskim. Książkę warto przeczytać dla samego siebie - oraz dla prawdy i pamięci o tych, którzy polegli. 

* Lubimy czytać
** materiały wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka!

piątek, 17 sierpnia 2018

152. Pod szkarłatnym niebem, Mark Sullivan

Wciągająca historia oparta na faktach, przedstawiająca burzliwe losy zapomnianego bohatera II Wojny Światowej. Mark Sullivan w swej powieści Pod szkarłatnym niebem przenosi czytelników do Włoch pod rządami znienawidzonego dyktatora Benito Mussoliniego. Do słonecznego państwa wkracza bezwzględna armia Hitlera. 

Mark Sullivan jest uznanym autorem osiemnastu powieści, między innymi bestsellerowej serii Private, współtworzonej z Jamesem Pattersonem. Zdobył wiele nagród, między innymi WHSmith Fresh Talent Award, a jego książki wyróżniono tytułami Notable Book (The New York Timesoraz Best Book of the Year (The Los Angeles Times). Jest zapalonym narciarzem i poszukiwaczem przygód. Mieszka wraz z żoną w Bozeman w Montanie i pozostaje wdzięczny za cud w każdej chwili. (Edipresse)

Oparta na wydarzeniach z życia zapomnianego bohatera bestsellerowa powieść Pod szkarłatnym niebem to triumfalna historia niezwykłej odwagi i wytrzymałości pewnego młodego człowieka w jednym z najmroczniejszych okresów historii. Pino Lella nie chce mieć nic wspólnego z wojną czy nazistami. Jest zwyczajnym włoskim nastolatkiem, którego myśli krążą wokół muzyki, jedzenia i dziewcząt – lecz dni jego niewinności są policzone. Gdy mieszkanie rodziny Lellów w Mediolanie zostaje zniszczone podczas alianckiego bombardowania, Pino przyłącza się do kolei podziemnej pomagającej Żydom w ucieczce przez Alpy i zakochuje w Annie, starszej od niego o sześć lat pięknej wdowie.Rodzice Pina, chcąc zapewnić mu bezpieczeństwo, zmuszają go, by zaciągnął się do niemieckiej armii. Sądzą, że to posunięcie uchroni go przed walką. Jednak gdy młody Pino zostaje ranny, po wyjściu ze szpitala zostaje zwerbowany na osobistego kierowcy lewej ręki Adolfa Hitlera we Włoszech, generała Hansa Leyersa, jednego z najbardziej tajemniczych i potężnych dowódców Trzeciej Rzeszy. Dzięki temu zyskuje możliwość prowadzenia działalności szpiegowskiej dla aliantów wewnątrz niemieckiego Głównego Dowództwa. Pino przeżywa horrory wojny i nazistowską okupację walcząc w sekrecie, a jego odwagę podtrzymuje miłość do Anny i marzenia o wspólnej przyszłości. (Edipresse)


Głównym bohaterem powieści Marka Sullivana jest Pino Lella - włoski nastolatek, który został zmuszony do rezygnacji z przywilejów młodego wieku na rzecz strachu i przemocy. Jego młodość zostaje brutalnie przerwana przez wojnę, której Pino nie miał zamiaru biernie się przyglądać. Pomimo zaledwie osiemnastu lat, chłopak odnajduje w sobie odwagę i determinację, by pomóc uciemiężonym. Wyszedł na przeciw uchodźcom i rodakom, ryzykując własne życie na rzecz życia obcych mu ludzi. Nie da się ukryć, że postawa głównego bohatera jest wprost niesamowita, nierealna. W obliczu tak przerażającego zjawiska, jakim jest wojna, młody Lella pozostał człowiekiem wrażliwym na krzywdę niewinnych ludzi, nieważne jakiej narodowości byli, nieważne kim byli przed wojną. Tematyka powieści Pod szkarłatnym niebem była dla mnie nie małym zaskoczeniem. Widziałam tę powieść na kilku stronach z recenzjami, ale z tego względu, że książka czekała na mnie na półce, opis starałam się ominąć, by nie psuć sobie rozrywki. Jak widać - opłaciło się.

,,Dobro. Zło. To wszystko kwestia perspektywy, prawda?"

Wciąż jestem pod ogromnym wrażeniem pomysłowości i odwagi ludzi, którzy postanowili pomóc żydowskim uchodźcom. Słyszałam o wielu sposobach niesienia pomocy Żydom podczas brutalnej i bezwzględnej eksterminacji tego narodu, lecz przeprowadzaniu ludności przez niebezpieczne pasma górskie, prowadzące do sąsiednich państw kompletnie mnie zaskoczyło. Nie sądziłam, że ktoś mógłby podjąć się czegoś tak brawurowego, ale i szalonego zarazem. Giuseppe Lella nie jest kolejnym wykreowanym przez autora bohaterem - to człowiek z krwi i kości, który zachował w sobie człowieczeństwo i wiarę nawet w najmroczniejszym dla ludzkości czasie. Początkowo poznajemy go jako zwykłego nastolatka, interesującego się dziewczynami i muzyką, planującego swoje życie raczej w pozytywnych barwach, nie w szkarłacie i szarości, niczym ubiór włoskich niewolników stawiających niemieckie fortyfikacje. Sullivan nie kreuje go na super-bohatera nieznającego strachu, bólu i smutku, bowiem Lella jest pełen tych uczuć i emocji. Jest wręcz do bólu ludzki. Popełnia błędy, działa impulsywnie, cierpi. Nie rodzi się odważnym, silnym i zdeterminowanym - zyskuje to z czasem; każde kolejne wstrząsające przeżycie buduje jego osobę, dokłada kolejną cegiełkę do stania się bohaterem. W walce przeciwko monstrualnemu wrogowi Lelli pomagała miłość do rodziny, przyjaciół, Anny i państwa. To ona była siłą napędową jego odwagi, wytrzymałości i niezłomności. 


Pod szkarłatnym niebem to obszerna powieść napisana przez życie, licząca sobie 560 stron, jednakże emocjonujące wspomnienia głównego bohatera wciągają na tyle, że książkę czyta się niesamowicie szybko i sprawnie. Autor posługuje się lekkim piórem, choć wydarzenia potrafią wstrząsnąć czytelnikiem. Powieść przedstawia historię Włoch w trakcie II Wojny Światowej, prezentując piękne, ale i brutalne oblicze człowieka. Książka budzi w czytelniku nadzieję; uzmysławia, że nawet w najmroczniejszych czasach ludzie potrafili wykrzesać w sobie iskrę dobroci, która potrzebującym wskazała drogę ku wolności, bezpieczeństwu, życiu. 

,,Jeśli stracimy miłość, stracimy wszystko."

Czytając powieść, z łatwością można dostrzec szacunek autora do głównego bohatera. Pod szkarłatnym niebem, jak sam twórca zaznacza, nie należy do literatury faktu - to powieść historyczna, biograficzna, bowiem historia Lelli została stworzona z wspomnień samego bohatera. Polecam. 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Edipresse Książki!
 

piątek, 6 lipca 2018

141. Ja, Bona; Janina Lesiak

Czekałam, czekałam i się doczekałam! Piąty portret literacki autorstwa niezwykle cenionej przeze mnie łódzkiej pisarki Janiny Lesiak, której piórem delektuję się od 2016 roku. Cecylia Renata, Anna Jagiellonka, Dobrawa, Królowa Jadwiga, teraz - Bona Sforza. To kolejna kobieta, która przegoniła swoje czasy, nie zmieściła się w ramy epoki. Pozostawiła po sobie niesmak i złe wspomnienia, ale czy faktycznie zasłużyła sobie na złą sławę? Czyż nie jest ona efektem ubocznym jej działań na rzecz osób, które obdarzyła miłością silniejszą niż granice moralne? 

,,I pamiętajcie: nie warto być zbyt piękną, mądrą, zdolną ani bogatą, bo wtedy się wyrasta ponad innych, a świat nie lubi zadzierać głowy!''

Janina Lesiak urodziła się, dorastała i studiowała w Łodzi. Od kilku lat mieszka na Złocieńcu. W 2016 roku debiutowała książką Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej, w której opisała trzy ostatnie dni życia Cecylii Renaty Habsburżanki. Zamierzeniem autorki było i jest stworzenie szeregu portretów literackich kobiet, które zapisały się na kartach historii jako władczynie, królowe, towarzyszki życia znamienitych królów. W tym samym roku na polski rynek trafiła Miłosna kareta Anny J., a niecały rok później Dobrawa pisze CV. W październiku 2018 roku ukazał się kolejny portret literacki kobiety, o której słyszał każdy - Jadwigi z Andegawenów, króla-królowej. W tym roku Lesiak postanowiła przybliżyć nam postać Bony Sforzy. 

Bona Sforza di Aragona, żona króla Zygmunta Starego i matka Zygmunta Augusta - ostatniego z dynastii Jagiellonów idzie przez życie kierując się dwoma drogowskazami: słowem "chcę - voglio" i "muszę - must". Jest niezwykła. Nie mieści się w swoich czasach, przerasta sobie współczesnych, triumfuje i ponosi klęskę. Nie da się jej zamknąć w żadnych ramach, ocenić i pojąć, bo należy do kobiet nieujarzmionych i nieokiełznanych w swym pragnieniu osiągnięcia wszystkiego, co służy państwu i dynastii. Taka byłam - mówi - posłuchajcie, może uda się wam uniknąć moich błędów.


Janina Lesiak to jedna z nielicznych autorek, po której książki sięgam z ogromnym zaufaniem i przeświadczeniem, że oto w moje ręce wpadło kolejne dzieło, przy którym spędzę niesamowite chwile. Książka, o której dzisiaj będę pisać w swojej recenzji jest piątą jej autorstwa - piątą, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie; piątą, która sprawiła, że miałam ochotę na chwilę się zatrzymać, potrwać w jej świecie, zamknąć się niczym w bańce mydlanej. Historię Bony Sforzy przeczytałam w ciągu jednego dnia, wprost nie mogąc się oderwać od jej historii - ba, od pióra Lesiak! Właściwie we wszystkich recenzjach jej książek wspominałam o tym, że warsztat pisarski pani Lesiak wprost zwala mnie z nóg. Autorka operuje niezwykle eleganckim piórem, które aktualnie jest rzadko spotykane wśród współczesnych pisarek.

,,Nadmiar nie popłaca, jeśli masz tylko tyle, ile zdołasz schować, jesteś bezpieczna. Masz więcej - strzeż się.''


Za każdym razem autorka zaskakuje mnie formą. Choć temat, w obrębie którego się porusza jest jednolity, to wykonanie odmienne. Bona Sforza to kolejna nietuzinkowa bohaterka kart historii. Królowa Polski, wielka księżna litewska, księżna Rusi, Prus i Mazowsza, księżna Bari i Rosano. Żona Zygmunta Starego, matka Zygmunta Augusta i Anny Jagiellonki. Najbogatsza królowa Polski, propagatorka włoskiej kuchni, kochająca się w klejnotach, pięknych roślinach, kolekcjonująca antyczne wazy. Prócz tego: trucicielka, intrygantka, chciwa przekupka. Janina Lesiak w swej książce Ja, Bona pragnie zrozumieć motywy postępowania tej sławetnej kobiety. Zła, czy dobra? Jak widać, ocena Bony Sforzy wcale nie jest tak łatwa i nigdy nie będzie zharmonizowana, gdyż bohaterka piątego portretu literackiego zawiera w sobie wiele odcieni charakteru. Bona Sforza di Aragona, Smoczyca z Wawelu była kobietą, która powinna zamilknąć, powinna była nie robić nic - niczym posąg z marmuru przyglądać się działaniom męża a później syna, lecz nie chciała być bezczynna, nie chciała być niema. I nie była. Spośród pięciorga swych dzieci wybrała to jedno, które miało być wielkie. To właśnie w jedynym synu pokładała wielkie nadzieje, a który okazał się być zaledwie marną karykaturą wyobrażeń matki. Lecz która matka potrafi trzeźwo ocenić własne dziecko? 

,,I nigdy nikomu ani niczemu nie oddawaj całej siebie. Zostaw choć kawałek na własność, żebyś miała do czego doszywać, jak ci resztę wyszarpią. Ta rada dotyczy głównie serca..."


Do lektury tej książki, jak i czterech poprzednich portretów literackich gorąco zachęcam. Ja, Bona to kolejna zbeletryzowana biografia nietuzinkowej kobiety, zawierająca opis sytuacji politycznej i społecznej, zapakowana w piękną szatę graficzną i porządne wydanie. Janina Lesiak postawiła przed sobą trudne zadanie - przedstawiła czytelnikom postać szkalowaną, oskarżaną o upadek dynastii Jagiellonów, znienawidzoną - pragnąc, by jej poczynania zostały choć trochę zrozumiane. Bona na cel swojego życia obrała wyniesienie swego syna na piedestały. Niestety, Zygmunt August okazał się być człowiekiem bez serca, bez talentu do władania, a uczynienie go kimś wielkim zaledwie mrzonką. Ja, Bona to pięknie napisana książka, za którą autorce należą się brawa. 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu MG!


niedziela, 3 czerwca 2018

128. Przybysz, Piotr Tymiński

Czasami wcale nie trzeba używać wyobraźni, by stworzyć powieść wywołującą dreszczyk, historię o przerażającym miejscu i bezlitosnych ludziach - mordercach, gwałcicielach, potworach. Czasami... wystarczy spojrzeć wstecz, zagłębić się w nie tak dalekie czasy, w których granice między dobrem a złem przestały istnieć. Wojna. Piotr Tymiński, autor powieści opartej na faktach Wołyń. Bez litości po raz drugi cofa się w czasie, przywołując wstrząsające wydarzenia, które wydarzyły się naprawdę.   

Piotr Tymiński - polski autor, z wykształcenia magister historii, specjalista w dziedzinie mniejszości etnicznych w Polsce. Urodził się 29 czerwca 1969 roku. Debiutował w 2017 roku powieścią Wołyń. Bez litości, przybliżającą czytelnikowi dramat rzezi wołyńskiej. W swej najnowszej książce Tymiński opisał wspomnienia z dzieciństwa Bronisława Przybysza, któremu udało się uciec z transportu do III Rzeszy. 

,,Wojna... czy to słowo mnie przerażało? Chyba nie. Początkowo pewno nawet nie bardzo je rozumiałem.''

Dwunastoletni Bronek Dzidek Przybysz urodził się w czasach, w których dzieci nie miały czasu być dziećmi - w czasach II wojny światowej. Pewnego dnia chłopiec zostaje złapany przez wrogie wojsko i wysłany transportem na ciężkie prace do III Rzeczy, jednakże dwunastolatek nie ma zamiaru się poddać. Wraz z innym nastolatkiem podejmuje ucieczkę. Czy uda im się wrócić do domu?

Z piórem Piotra Tymińskiego miałam do czynienia dokładnie rok temu. Wtedy to czytałam jego debiutancką powieść Wołyń. Bez litości, w której zaprezentował swój warsztat pisarski, wyróżniający się lekkim piórem, potrafiącym przedstawić brutalne wydarzenia, autentycznością opowieści oraz dokładnością w przedstawieniu czasu, zdarzeń oraz bohaterów. Nic więc dziwnego, że podjęłam się zrecenzowania jego drugiej książki z przyjemnością. Wiem już na co stać autora, ale czy Przybysz spełnił moje oczekiwania? 


Autor wrzucił czytelnika w naprawdę mroczne czasy, których my nigdy w pełni nie zrozumiemy, choćbyśmy przeczytali wszystkie dostępne książki, bowiem nie widzieliśmy tego wszystkiego na własne oczy, nie uczestniczyliśmy w tych wstrząsających wydarzeniach - dzięki Bogu. II wojnę światową znam z opowieści mojego nieżyjącego już dziadka oraz lektur szkolnych. Mój rocznik powoli staje się jednym z tych ostatnich, które mają na tyle szczęścia, by móc wysłuchać świadectwa osób, które doświadczyły efektów działań wojennych. Z każdym rokiem przed nauczycielami staje coraz to trudniejsze zadanie: jak sprawić, by uczeń zrozumiał sytuację Polski i Polaków w czasie II wojny światowej? Cóż... Piotr Tymiński znalazł na to rozwiązanie. Postawić przed nim bohatera, będącego jego rówieśnikiem. Dwunastolatka - syna, brata, kolegę z klasy, który z dnia na dzień musi zostawić za sobą dzieciństwo i wyruszyć w podróż przez piekło, po to by wrócić do domu. 

Spośród wielu tego typu powieści o II wojnie światowej, Przybysz wyróżnia się tym, że jest to spisane wspomnienie człowieka, któremu udało się przetrwać. Bronisław Przybysz nie jest kolejną postacią fikcyjną, lecz żyjącym do dziś uczestnikiem i świadkiem brutalnych wydarzeń. Na oczach czytelnika Bronek z dziecka staje się więźniem, a później uciekinierem. Zostaje brutalnie oderwany od matczynej spódnicy i wrzucony w sam środek piekła. Musi radzić sobie sam. Musi przebić się przez warstwy strachu, bezsilności i swych granic możliwości. Podobnie jak w debiucie, Tymiński przeplata wstrząsające wydarzenia z opisami przyrody. Raz jesteśmy na polu bitwy, innym razem w świecie z Lata leśnych ludzi RodziewiczównyNarratorem powieści jest tytułowy Przybysz, który wspomina swą przeszłość.  


Ta niewielka powieść kryje w sobie niesamowitą historię, która nie tylko opisuje czasy II wojny światowej, ale zaznacza jak ważna jest przyjaźń - zwłaszcza w tak mrocznych czasach. Po przeczytaniu świadectwa Bronisława Przybysza, powróciłam do dedykacji: Jurkowi opowieść tę poświęcam. Sława te nabrały dla mnie ogromnego znaczenia, zdałam sobie sprawę z tego, jak istotna w przetrwaniu jest  możliwość polegania na drugim człowieku. Mężczyzna po tak wielu latach nie zapomniał o swym kompanie, których połączył i rozdzielił przewroty los i brutalność drugiego człowieka.  

Uwierzcie mi, że nie sądziłam, że ta książka aż tak bardzo do mnie trafi. Myślałam, że przeczytam ją, chwilę się zastanowię nad treścią i odłożę na półkę. Tymczasem stało się zupełnie inaczej. Ciągle myślę o opisanych wydarzeniach i nie potrafię zrozumieć, jak to możliwe, że człowiek potrafi zgotować bliźniemu takie piekło. Jednakże pomimo trudniej tematyki, w Przybyszu znajdziemy wiele piękna - piękna tkwiącego w przyjaźni, miłości, wsparciu oraz naturze, która niczym druga matka, osłania, daje życie. Bez dwóch zdań, powieść ta powinna trafić na listę lektur szkolnych. Do przeczytania zachęcam wszystkich bez wyjątku! 

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję Autorowi oraz wydawnictwu Novae Res!

poniedziałek, 4 grudnia 2017

79. Seryjne zabójczynie, Tori Telfer

Całkiem niedawno w moje ręce trafiła nowość wydawnicza Poradni K. Jest to książka autorstwa Tori Telfer pod tytułem Seryjne zabójczynie. Tytuł w tym przypadku mówi bardzo wiele, bowiem w książce znajdziemy czternaście krwawych historii opartych na faktach, popartych imponujących researchem autorki. Każda historia opowiada czytelnikowi o mordercy w spódnicy (bądź sukni) i udowadnia, że kobiety wcale nie są delikatniejsze od mężczyzn - a nawet wręcz przeciwnie. 

,,Nie ma kogoś takiego jak seryjna zabójczyni"

Zazwyczaj gdy posługujemy się terminem seryjny zabójca mamy na myśli mężczyznę.  Drogi czytelniku, czy potrafisz wymienić więcej niż jednego seryjnego mordercę? Kuba Rozpruwacz, Zodiak, Wampir z Zagłębia, Ted Bundy. A teraz pomyślmy o seryjnych zabójczyniach. Zanim przeczytałam książkę Teri Telfer z ręką na sercu potrafiłam wymienić jedną kobietę, która spełniała te kryteria. Elżbieta Batory. Dlaczego o kobietach, które przelewały krew z chorym uśmiechem na twarzy tak łatwo społeczeństwo zapomina? Dlaczego każda kolejna seryjna morderczyni jest określana mianem pierwszej, bądź najgorszej. Seryjnych morderczyń jest wiele na kartach historii. Morderstwa przez nie dokonywany nie były ani mniej krwawe, ani wyszukane, brutalne czy sprytne niż te zaplanowane przez mężczyzn. 

Czytając książkę Telfer można wiele się dowiedzieć zarówno o sławnych seryjnych morderczyniach sprzed wielu lat, dekad, stuleci oraz odkryć prawdopodobne motywy dokonywanych przez nie zbrodni. Autorka dokładnie analizuje zebrany na drodze badań materiał, dorzucając swoje odczucia i przemyślenia; prezentuje portery śmiercionośnych kobiet z wielu zakątków świata, odrębnych czasów, środowisk i klas społecznych. I tak też poznajemy Nanny Doss - uśmiechniętą babcię z przedmieścia, którą niejedna rodzina z chęcią najęłaby do opieki nad dziećmi; siostry Rayę i Sakinę, właścicielki nielegalnego burdelu w Aleksandrii, których zbrodnie wstrząsnęły Egiptem. Okrytą mroczną sławą Elżbietę Batory, rzekomo kąpiącą się w krwi dziewic, by zachować swą piękną urodę. Niektóre śmierć przynosiły całkiem subtelnie - za pomocą arszeniku, dusząc swe ofiary. Inne czerpały przyjemność z zadawanego bólu, pastwiły się nad swą ofiarą, wyrywały palce, odcinały kończyny, tłukły na śmierć. Jedne zabijały najbliższe swemu sercu osoby: mężów, matki, siostry, własne dzieci. Drugie na swe ofiary wybierały przypadkowych ludzi. Zabijały z wielu powodów, lecz zawsze łączyła je jedna cecha - bezwzględność. 

Seryjne zabójczynie czytało się nadzwyczajnie szybko. Książka wciągnęła mnie już od samego wstępu. Wzbudziła nie tylko moje zainteresowanie, ale i osób z mojego otoczenia. Dużym plusem dzieła Telfer jest to, iż historie kobiet wcale nie trzeba czytać po kolei. Możemy swobodnie skakać po rozdziałach, ponieważ każdy z nich opowiada zupełnie inną, mroczną historię kobiet, którym śmierć nieustannie towarzyszyła. Treść tej książki naprawdę mnie zszokowała. Zachwiała moim przekonaniem, że kobiety z natury mają łagodniejsze usposobienie niż mężczyźni. Tymczasem autorka przedstawia nam kobietę (Mary Ann Cotton), która bez skrupułów zabijała swe niedawno narodzone dziecko, a kilka lat później kolejnemu dziecku nadawała imię wcześniej zamordowanego. 

Seryjne zabójczynie to mocna lektura dla ludzi o silnych nerwach. Autorka w powstanie książki włożyła wiele pracy, której wyniki poparła wieloma źródłami. Imponująca, brutalna, prawdziwa -  zdecydowanie godna polecenia.

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Poradnia K! 

czwartek, 16 listopada 2017

75. Unorthodox. Jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów, Deborah Feldman

Książka, którą przed chwilą odłożyłam na półkę to jedno z najciekawszych doświadczeń literackich tego roku. Nie przypuszczałam, że ta lektura aż tak przypadnie mi do gustu, aż tak mnie wciągnie i aż tak mną wstrząśnie. Jak to jest, że my - ludzie zwykli, którym nie brakuje wolności, jedzenia, dachu nad głową, miłości ze strony bliskich nam osób, wciąż narzekamy jaki to los jest okrutny? Przecież mamy pełną władzę nad własnym życiem - władzę, która dla niektórych osób jest tak obca i przez to niezrozumiała, iż nie potrafią wyobrazić sobie funkcjonowania w ten sposób. 

Dewojre urodziła się w rodzinie ortodoksyjnych Żydów. Od samego początku musiała podporządkować się pod zakazy i nakazy, całkowicie oddać się religii, tradycji oraz powierzyć swój los krewnym. Nigdy nie mogła mieć swojego zdania, nigdy nie mogła robić to, co chciała. Przez całe dzieciństwo pilnie się uczyła, by uzyskać choć jedną pochwałę od dziadków, ciepłe spojrzenie... daremnie. Jej ojciec okazał się być człowiekiem chorym psychicznie, matka porzuciła ją i stała się gojką, czyli nie-Żydówką. Wydaje się, iż jej osoba już od samego początku została naznaczona przez okrutny los. Jednakże lata życia w zupełnej szarości nie złamały ducha tej kobiety. 

,, Zajde upiera się, bym mówiła w jidysz, języku moich przodków, który Bóg pochwala; Zajde o tym nie wie, że ja już nawet nie myślę w jidysz."

Unorthodox. Jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów to wstrząsająca lektura, przenosząca czytelnika w świat, który dla większości jest niedostępny. Autorka i jednocześnie narratorka-główna bohaterka na wiele godzin pozwoliła czytelnikowi wejść do niego, poznać jego strukturę i wręcz chore zasady. Przedstawiła kulturę i tradycję chasydzkiej społeczności za pomocą swoich wspomnień. Wydanie zdobią fotografie z życia Feldman. Niezwykle ciężko jest mi uwierzyć w to, że tak hermetyczne i rygorystyczne społeczności wciąż funkcjonują tuż obok nas. Dlaczego coś takiego ma miejsce? Czy to jest faktyczny cel religii - ubezwłasnowolnić jednostkę? 


Z każdą kolejną stroną docierało do mnie to, co przeżywała autorka powieści. Była zamknięta,  całkiem sama. Nikt z bliskich nie mógł jej pomóc, ponieważ to właśnie jej rodzina wrzuciła ją w otchłań chorych zasad. Ucieczką miało być zamążpójście - oczywiście w pełni zaaranżowane przez krewnych. Autorka sądziła, że dzięki temu ucieknie od swojej rygorystycznej rodziny, zniknie im z oczu... jednakże wpadła w sidła kolejnego ortodoksyjnego rodu, w którym była tylko kobietą, marną istotą, której zadaniem było tylko rodzenie kolejnych dzieci.  

Unorthodox. Jak porzuciłam świat ortodoksyjnych Żydów to wspaniała książka dla każdego dojrzałego czytelnika, który jest otwarty na nowe doświadczenia. Traktuje o potrzebie wolności, ważności kierowania własnym losem, szacunku i miłości. Miejscami przerażająca, wzruszająca, jednakże całościowo piękna i jedyna w swoim rodzaju. Serdecznie polecam. 


Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Poradnia K! 

wtorek, 24 października 2017

72. Lab girl, Hope Jahren

"Ta książka będzie wspaniała" - to była moja pierwsza myśl po przeczytaniu zaledwie wstępu Lab girl, dzieła amerykańskiej autorki, Hope Jahren - wielokrotnie nagradzanej biolożki, prowadzącej badania w dziedzinie paleontologii. Jej pierwszym dokonaniem w nauce było odkrycie tego, że minerałem wzmacniającym każde nasionko wiązowca jest opal. Choć Jahren głównie określa siebie jako naukowca, to jej książka-autobiografia osiągnęła status międzynarodowego bestsellera. 

Lab girl składa się z trzech zasadniczych części: Korzenie i liście, Drewno i sęki oraz Kwiaty i owoce. Każda wymieniona część ma dualistyczny charakter - odnosi się do cyklu życia rośliny, jak i życia autorki książki, Hope Jahren, która skrupulatnie przedstawia swoje życie czytelnikowi. Opisuje swoje dzieciństwo, młodzieńczy wiek, studia oraz dorosłość nie starając się nic zatuszować.

Ludzie są jak rośliny: rosną w stronę światła.

Korzenie i liście przedstawiają przede wszystkim dzieciństwo, młodzieńczy wiek oraz studia Hope. Autorka skupia się tu na swoich korzeniach oraz liściach - efektach, które się pojawiły. Jak dowiadujemy się z części pierwszej, Jahren wychowała się w laboratorium, które prowadził jej ojciec. To właśnie dzięki niemu pokochała naukę. Choć jej rodzina mieszka w stanie Minnesota w USA, to jej przodkowie przybyli do Stanów w czasie masowych emigracji z Norwegii. Hope wychowała się w rodzinie, w której wyrażanie sobie uczuć nie było na porządku dziennym, przez co jej usposobienie było raczej powściągliwe. Można powiedzieć, że warunki rodzinne sprzyjały jej rozwojowi w stronę nauk ścisłych. Już na studiach dało się zauważyć determinację Hope. Kobieta zostawiła za sobą wszystko - rodzinę, przyjaciół, dom, by móc spełniać swoje marzenia - niczym roślina rosnąć w stronę światła. Studentka pracowała w wielu miejscach - między innymi w szpitalu, gdzie pełniła rolę najpierw gońca transportującego mieszanki leków pomiędzy dołem (apteką, w której dana mieszanka powstawała) a górą (oddziałem szpitalnym, gdzie na mieszanki czekali pacjenci), a później osoby, która te mieszanki tworzyła. W uniwersyteckim laboratorium dokonała swojego pierwszego, niezwykle ważnego odkrycia, które utwierdziło ją w przekonaniu, że droga którą idzie jest odpowiednia. Podczas studiów Hope Jahren odkryła nie tylko wiedzę z zakresu geologii czy medycyny, ale nauczyła się również, że rozwój człowieka jest niezwykle powolny, zajmuje dużo czasu zanim ujrzy się pierwsze efekty naszej pracy; że sukces (nawet ten najdrobniejszy) kosztuje wiele wysiłku, samodyscypliny oraz determinacji - oraz tego, jak ważna jest przyjaźń. Autorka opisując swoje życie dyskretnie wplata do fabuły ciekawostki dotyczące świata roślin - tego, jak niezwykłą rolę pełni nawet najmniejsza roślinka, czy korzonek. 


W części Drewno i sęki autorka opisuje czasy, w których budowała swoje pierwsze laboratorium. Wraz ze swoim przyjacielem z czasów studenckich stawiała swoje pierwsze, nieco niepewne kroki w roli naukowca. Jako duet pracowniczy sprawdzali się doskonale. Po raz kolejny zostawiła za sobą wszystko co znała - miejsce, w którym czuła się bezpiecznie, po to by móc się rozwijać. Hope Jahren była już pewna swojego powołania - to, czym się zajmowała, było jej pasją, a laboratorium jej prawdziwym domem - w jego budowę włożyła całe swoje serce, wysiłek i intelekt. Niestety, autorka dostrzegła również i wady zajmowania się nauką - ograniczony budżet, permanentne obawy o fundusze przeznaczone na badania. Jahren sprawdziła się w roli pedagoga, naprowadzała studentów na dobrą drogę i pragnęła przekazać im choćby cząstkę jej miłości do nauki. Po raz kolejny Hope Jahren zaprezentowała upór godny pozazdroszczenia. Szła niczym burza, potykając się i niejednokrotnie zarywając noce przez zmartwienia. Pomimo trudności nie zrezygnowała z tego co kocha - ba! Była jeszcze bardziej przekonana w słuszność swojej pasji. 

Najbardziej ryzykowny moment to uświadomienie sobie, kim jest prawdziwy naukowiec, a następnie postawienie pierwszych niepewnych kroków na ścieżce, która stanie się drogą, która stanie się autostradą, która pewnego dnia zaprowadzi nas do domu.

Ostatnia część nosi tytuł Kwiaty i owoce - to właśnie tutaj Hope Jahren opisuje efekty swojej pracy oraz życia - tego co udało jej się osiągnąć na drodze zawodowej, jak i w życiu prywatnym. Jahren zbiera tytułowe owoce swoich dokonań - satysfakcję zawodową, miłość oraz spełnione marzenia. Trud, upór, samodyscyplina oraz determinacja w połączeniu z talentem do nauk ścisłych doprowadziły kobietę do punktu, o którym nawet nie śniła. Autorka udowodniła, że zdobyty tytuł naukowca nie przypadł jej przypadkowo - jest w pełni uzasadniony i zasłużony. Lab girl to historia wzbudzająca do refleksji, ucząca tego, że nic co dobre nie przychodzi łatwo. Treść wzbogacona jest o niezwykłe traktaty o życiu roślin, które nie nudzą - a wręcz przeciwnie, są niezwykle ciekawe. Nie jest to książka obdarzona wartką akcją, raczej odprężająca historia pewnej kobiety, która stała się wyjątkowa. Idealna na spokojne, jesienne wieczory.  


Szczerze mówiąc, po kobiecie obdarzonej umysłem ścisłym nie spodziewałam się wspaniałego warsztatu pisarskiego, jednakże Hope Jahren nie mam w tej kwestii nic do zarzucenia. Pióro autorki jest przyjemne, pomimo naukowego wydźwięku historia jest łatwa w odbiorze. W roli prozaika Jahren sprawdziła się dobrze, ale na pewno nie lepiej niż w roli naukowca. Dokonania tej kobiety są naprawdę imponujące. Lab girl okazała się być książką bardzo dobrą, prezentującą wspaniała osobę. 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece! 

sobota, 14 października 2017

70. Jadwiga z Andegawenów Jagiełłowa: Album Rodzinny, Janina Lesiak

Już niebawem na polskim rynku ukaże się najnowszy portret historyczny autorstwa łódzkiej pisarki, Janiny Lesiak. Dzięki uprzejmości wydawnictwa MG miałam okazję przedpremierowo zapoznać się  z jej dziełem. Ci, którzy śledzą moje poczynania czytelnicze wiedzą, że twórczość tej Pani bardzo mocno cenię, a wszystkie poprzednie powieściowe portrety wywarły na mnie pozytywne wrażenie. Janina Lesiak do tej pory wydała trzy takie powieści, a mianowicie: 


Choć każdy portret powieściowy porusza losy zapomnianych polskich królowych, to ich budowa różni się od siebie - wszystkie dzieła są wyjątkowe na swój sposób. Autorka z gracją, kurtuazją i specyficznym stylem opisuje życie każdej z kobiet. Tym razem Lesiak postanowiła opisać losy Jadwigi Andegaweńskiej, królowej polski, która w 1384 została koronowana na króla. Lesiak stawia przed nami sztandarową postać historii Polski. Król-królowa, heres Polonie, heres Russie, heres Ungarie - dziedziczka Polski, dziedziczka Rusi, dziedziczka Węgier. 

Janina Lesiak za każdym razem zaskakuje czytelnika. Tym razem autorka postanowiła sportretować Jadwigę Andegaweńską za pomocą najbliższych jej osób. I tym też sposobem przy okazji poznajemy matkę Elżbietę Bośniaczkę i starszą siostrę Hedwig, Marię Andegaweńską, Wilhelma Habsburga, z którym jako trzynastolatka zawarła ślub, oraz Władysława Jagiełłę, który przyjął chrzest po informacji, że piękna Jadwiga zgodziła się wziąć go na męża. Przy tworzeniu portretu władczyni również brał udział Stanisław ze Skarbimierza, postulator procesu kanonizacyjnego.

,,Najkrwawsze i najokrutniejsze wojny, jakie zna świat, toczone są w rodzinach i to w imię miłości."

Autorka za pomocą pióra kreuje nad wyraz rzeczywisty obraz przeszłości - czaruje czytelnika swoimi umiejętnościami pisarskimi. Lesiak potrafi zadziwić swym talentem, bowiem nie znam drugiej współczesnej pisarki potrafiącej tak zgrabnie posługiwać się piórem. Jadwiga z Andegawenów Jagiełłowa: Album Rodzinny to jej kolejne dzieło, które kompletnie mnie oczarowało, a przy lekturze całkowicie odleciałam. Na osobowość Jadwigi ogromny wpływ miała jej rodzina - piękna i silna intrygantka, gwałtowna niczym wzburzony ocean jej matka, Elżbieta Bośniaczka. Jadwiga nigdy nie zaznała matczynego uczucia, ponieważ - jak trafnie zauważyła autorka - miłość matki do córki, i córki do matki, była ostatnią rzeczą uczoną w królewskich rodach. Dlaczego? Ponieważ uczucie to tylko utrudniłoby dopełnienia przeznaczenia księżniczek - ich zadaniem było wyjść za mąż w imię pokoju, powiększenia władzy i majątku - niestety, najczęściej wiązało się to z poślubieniem furiata, psychopaty, czy schorowanego a czasem i nawet gnijącego od chorób wenerycznych mężczyzny. Czy kochająca matka pozwoliłaby swej córce poślubić taką partię?  

Maria Andegaweńska, starsza siostra Jadwigi, była równie intrygującą personą, co jej siostra. Swą wrażliwością i umiłowaniem do spokoju diametralnie różniła się od swej matki, czy samej Hedwig. W głębi duszy podziwiała swą siostrę, zazdrościła jej odwagi i siły, z jaką stąpała po ziemi. Postacie Marii i Jadwigi tworzą wspaniały kontrast - jednolity obraz, w którym przyjemne ciepło spotyka się z piekielnym żarem.  

,,Nie bać się - myśli. - To wszystko co teraz mogę zrobić dla ich pamięci"

W recenzjach poprzednich książek cyklu powieściowych portretów polskich królowych wspominałam, że ich lektura to niezwykle ciekawa lekcja historii, z której można wiele wynieść bez żadnego wysiłku. Janina Lesiak nie tylko skupia się na postaciach królowych, ale również opisuje sytuacje polityczną i społeczną państwa, wspomina o tradycjach i obyczajach, osobach, które faktycznie pojawiają się na kartach historii. W przypadku powieści Jadwiga z Andegawenów Jagiełłowa: Album Rodzinny możemy poznać historię Klary Zach, córki węgierskiego magnata, która umarła w męczarniach zgotowanych jej przez Elżbietę Łokietkównę, teściową Elżbietę Bośniaczki. Prócz tego, autorka po raz kolejny udowadnia, że królowe rzadko kiedy były szczęśliwymi kobietami, najczęściej kończyły jako ofiary władzy, polityki oraz miłości - która w tamtych czasach naprawdę niewiele znaczyła.     

Lektura książki Jadwiga z Andegawenów Jagiełłowa: Album Rodzinny była wspaniałą przygodą. Premiera najnowszego dzieła Lesiak zaplanowana jest na 25 października. Polecam również poprzednie części cyklu. I uwierzcie mi na słowo - wcale nie trzeba być fanem historii, by pokochać te książki! 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu MG!

sobota, 15 kwietnia 2017

50. Dobrawa pisze CV, Janina Lesiak

Ponad rok temu Janina Lesiak za pośrednictwem wydawnictwa MG wydała swoją pierwszą książkę: portret polskiej królowej, Cecylii Renaty Habsburżanki. Autorka obrała sobie cel: stworzenie serii portretów literackich polskich królowych, zapomnianych władczyń, pustych nazwisk. W swej kolejnej książce opisała losy Anny Jagielonki. Zarówno pierwszy jak i drugi portret niesamowicie przypadły mi do gustu, i tak samo jak na drugi tom, na trzeci czekałam z niecierpliwością. Tym razem autorka odkopała z kart historii Dobrawę Przemyślidkę - księżniczkę czeską, księżną polski, żonę Mieszka I, pierwszego historycznego władcę Polan. Janina Lesiak postawiła sobie wysoką poprzeczkę - postać, o której jest zaledwie kilka wzmianek w kartach historii; osobę, która żyła ponad tysiąc lat temu. 

Autorka powieści na podstawie kilku strzępków informacji usnuła historię, która mogła się zdarzyć. Prawdziwości tej opowieści, niestety sprawdzić nie możemy, a Dobrawa Przemyślidka wciąż pozostanie jedną wielką zagadką. Janina Lesiak potrafi pięknie pisać. Jej warsztat literacki od samego początku trzyma wysoki poziom, który z książki na książkę ani się nie pogarsza, ani też nie polepsza. Podoba mi się fakt, iż autorka w ciekawy sposób zmienia budowę przedstawianych historii. We Wspomnieniu o Cecylii, smutnej królowej Lesiak podzieliła opowieść na ostatnie trzy dni życia bohaterki. W Miłosnej Karecie Anny J. kolor karty symbolizował rozdział, teraz z kolei mamy czas: było, jest, będzie. Choć to tylko drobiazg, to i tak świadczy on o niezwykłej pomysłowości autorki. Pierwszy rozdział (Było) opisuje życie Dobrawy jeszcze w ojczyźnie - Czechach, dwa kolejne (Jest, Będzie) mają miejsce na ziemiach polskich. 

Dobrawa pisze CV to  portret kochającej matki, dobrej córki, mądrej żony, kobiety, która wniosła Boga do Polski. Miłość macierzyńska wysuwa się tu na pierwszy plan. Nie poznajemy Dobrawy jako księżną, czy księżniczkę, ale przede wszystkim jako matkę. Kochającą, troskliwą, zawsze gotową by pomóc i doradzić, nad którą tyka okrutny zegar, odmierzający niemiłosiernie uciekający czas, zbliżający ją do rozstania z synem. Bolesław, jako syn władcy, przebywał przez pierwsze kilka lat z matką, a następnie przechodził pod kuratelę ojca, by zmężniał i wyrósł na mądrego króla. Dobrawa to również kobieta swojej epoki - znikająca w cieniu mężczyzn. 

Christianissma, benedicta, sancta. 

Chrześcijanka, błogosławiona, święta. Kobieta wykształcona, inteligenta, wierząca - rzucona między pogan, obiecana na żonę  ich przywódcy w celu nawiązania porozumienia polsko-czeskiego. Nie wyobrażam sobie, co musiała czuć Dobrawa dowiedziawszy się, że ma wyjść za mąż za Mieszka I. Przerażenie, zwątpienie? Autorka literackich portretów trafnie zobrazowała uczucia księżnej. Pióro Lesiak jest spokojne, pewne, sentymentalno-nostalgiczne, kameralne. Odpręża i wciąga. Daje wiele do myślenia. Uczy! Za każdym razem, gdy piszę o dziełach pani Janiny, wspominam, że są one lepsze od lekcji historii. Tak też było i tym razem - autorka pobudziła moją ciekawość historią Polski. Bardzo podoba mi się fakt, iż Lesiak promuje historię, zachęca do odkrywania zakurzonych kart historii.   


Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu MG! 

~*~

poniedziałek, 19 września 2016

42. Miłosna kareta Anny J.,Janina Lesiak

Z piórem pani Janiny Lesiak miałam okazję zetknąć się na początku tego roku podczas lektury pierwszego portretu literackiego dawnej królowej polski Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej.  Jej debiutancka książka całkowicie mnie urzekła i zmusiła do niespokojnego oczekiwania na kolejny portret - i w końcu się doczekałam! Przyznam już na początku recenzji drugiej książki Lesiak, delektowałam się każdą stroną

Bycie królową zawsze kojarzyło się z ogromnymi profitami, miłością poddanych, szacunkiem dworu, mężu królu - dla którego królowa stanowiła ostoję, źródło dobrych rad - niestety, okazywało się to być zwykłym mirażem. Królowa służyła głównie do tego, by urodzić męskiego potomka oraz by utrzymać pokój między państwami lub przyjazne stosunki pomiędzy rodami. Poniżana, pomijana, pojmana przez piętno pochodzenia. Piękna i zdrowa - wydana, by rodzić przyszłych królów, brzydka i  (lub) schorowana - podsadzona królowi, by przerwać dynastię. Kto by pomyślał, że intrygi towarzyszą gatunkowi ludzkiemu od tak dawna. Autorka odkrywa przez nami kolejne kłamstwa, machinacje i manipulacje. 


Miłosna kareta Anny J. przybliża nam postać Anny Jagiellonki, córki Zygmunta I Starego i Bony Sforzy, królowa Polski, ostatni polski monarcha z dynastii Jagiellonów. Umarła bezdzietnie, wcześniej osadzając na tronie swojego siostrzeńca Zygmunta III Wazę. Autorka zdecydowanie zrobiła poprawiła swój i tak bardzo dobry warsztat pisarski. Po niezwykle klimatycznym Wspomnieniu o Cecylii, smutnej królowej przyszedł czas na najbardziej znaną dynastię sprawującą władzę w Polsce - Jagiellonowie. Lesiak stawia przed nami kobietę obarczoną tytułem królowej Polski, która przez całe swoje życie prawie w ogóle nie zaznała miłości. Wydaje się, że brak miłości to jeden ze stałych elementów związany z byciem królową lub królewną. Poruszała się gdzieś w tle - najpierw obok swojego ojca, potem brata (Zygmunta II Augusta), męża a na końcu siostrzeńca. Jako o władczyni wiemy o Annie dużo - wystarczy wejść na Wikipedię, bądź udać się do biblioteki, ale czy jako kobieta jest nam równie dobrze znana?  

,,Miały rodzić dzieci, nie wtrącać się do męskich spraw, stać na boku, ale przede wszystkim służyć: ojcu, braciom, mężowi, synowi... Miały iść przez życie bezszelestnie i ustąpić, kiedy zrobią swoje." 

Janina Lesiak jest w trakcie tworzenia czegoś wyjątkowego - wręcz niepowtarzalnego. Stawia przed nami dawno zapomniane nazwiska i  wciska w nie duszę. Podczas czytania Miłosnej karety Anny J. w połowie lektury poczułam, jakbym osobiście znała Annę Jagiellonkę. Tak bliską stała się osobą. Autorka posługuje się przepięknym językiem - nie piszę tego tylko tutaj, ale mówię to za każdym razem, gdy ktoś pytał mnie co to za książkę mam w torebce, bądź w ręce. Nie zalewa czytelnika historycznymi faktami, przedstawia je w sposób bezinwazyjny - ta seria jest znacznie lepsza od lekcji historii!  Miłosna kareta Anny J. podzielona jest na cztery rozdziały - pierwszy poświęcony Zygmuntowi II Augustowi, którego Anna uwielbiała i podziwiała; drugi Henrykowi Walezemu (chyba mój ulubiony); trzeci Stefanowi Batoremu; czwarty Zygmuntowi III Wazie. W każdym rozdziale Anna była w tle, lecz dla czytelnika wysuwała się na pierwszy plan. 

Miłosna kareta Anny J. wylądowała na honorowym miejscu w mojej biblioteczce tuż obok jej poprzedniczki (Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej). A ja znowu czekam - tym razem na trzeci portret literacki królowej polski. Której? Nie wiadomo. Wiem za to, że jeżeli nie będzie równie dobry, co ten - to jeszcze lepszy. 



Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu MG.


~*~
Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej ~ Miłosna kareta Anny J. 

sobota, 12 marca 2016

19. Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej; Janina Lesiak

Piękne, uwielbiane, szanowane przez poddanych, a za zimnymi murami zamku poniżane, nieistotne, zmuszane do milczenia, znoszenia upokorzeń i cierpienia z uśmiechem na twarzy. Często żyjące z kochanicami swych mężów - królów, pod jednym dachem, świadome ich niewierności, niekochane. Kobiety, które nie brały ślubu z miłości, lecz powinności - nie zaręczane, lecz sprzedawane. Królowa - jak marnie to teraz brzmi. Gdzieś pomiędzy stronami Wspomnień o Cecylii, smutnej królowej, zgubił się ten majestat, który do tej pory kojarzył mi się z tym tytułem. Cóż przy takich okolicznościach znaczy pięknie zdobiona suknia, klejnoty i korona? W rzeczywistości korona jest ciężarem, klejnoty kajdanami a suknia więzieniem. 

,,Wiesz, jak gryzie zazdrość o niewiernego męża, kiedy nie ma się komu pożalić, bo cię nie lubią w obcym kraju, dokuczają ci, dopiekają obmową i kpiną... Strasznie się boisz trucizny, przekleństwa i czarów, więc umierasz z lęku... powiedz, znasz takie chwile?"

Jeżeli ślub królewski kojarzy Wam się z młodą, zakochaną po uszy parą idącą w stronę ołtarza: piękną księżniczką i młodym księciem z błyskiem w oku (niczym z Disneyowskich bajek), to nie możecie być bardziej w błędzie. Tu miłość nie miała żadnego znaczenia. Liczył się dobrze ubity interes i korzyści osobiste: zachowanie przyjaznych stosunków między państwami bądź rodami, osiągnięcie wyższego stopnia w hierarchii, przejęcie pokaźnego posagu. Zdanie księcia, czy księżniczki nie miało żadnego znaczenia. Księżniczki rozpaczały po nocach, bojąc się tego, co je czeka - opuszczenie swojego państwa, wkroczenie na obce salony, małżeństwo z obcym, często znacznie starszym mężczyzną. Przy ołtarzu nie czekał na nie młody, prężny książę, lecz często podstarzały, przygruby mężczyzna z gnijącymi zębami, który w rzeczywistości marzył o całkiem innej małżonce. Po ślubie królowe, pomimo swojego statusu były podległe swemu królowi, a ich obowiązkiem było rodzenie dzieci, zachowanie rodu. Prowadziły często samotne, smutne, pozbawione miłości życie. Pojawiały się na zamku, snuły po korytarzach niczym cienie, umierały (zdarzało się, że powodem były choroby weneryczne złapane od królów) i zostawały zapomniane - zastąpione przez kolejną królową. 

Janina Lesiak postanowiła stworzyć serię literackich portretów królowych, które zostały zapomniane i często są pomijane przez historię, ponieważ nie wykazały się niczym szczególnym - charakterystyczną cechą charakteru, skandalicznymi zachowaniami bądź nawykami. Były, tzw. szarymi myszkami, które w rzeczywistości wcale szare nie były. Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej to jej debiut i zarazem pierwszy portret, który stworzyła. Stanowi on opis trzech ostatnich dni życia Cecylii Renaty Habsburżanki - żony Władysława IV z dynastii Wazów. Na 125 stronach pojawią się tylko trzy rozdziały - każdy przeznaczony na kolejny dzień. Część książki utrzymana jest w konwencji snu, bądź majaczeń spowodowanych chorobą. Do królowej przychodzą poprzednie władczynie, znajome kobiety. Cecylia Renata powoli odchodzi z tego świata. Miejscami ciężko się zorientować, co jest prawdą, a co halucynacją. 

,,Kobieta wiele zniesie, ale głośny rechot z tego, co powinno być ciche, boli najbardziej"

Autorka prezentuje portret władczyni, żony, kochającej matki, milczącej buntowniczki, ofiary dynastii, filaru wizerunku rodziny królewskiej - lecz przede wszystkim kobiety, która chce być kochana, uwielbiana, zauważana przez swojego męża. A w rzeczywistości nie dostaje nawet ochłapów małżeńskiej miłości. Bo nosi skazę rodu Habsburgów, przez co nie jest piękna (nienaturalnie wysunięta szczęka), bo nie jest wymarzoną żoną króla Władysława IV, bo kazała wyrzucić jego kochanicę z zamku, bo jej rodzina nie okazuje należytego szacunku władcy polskiemu, bo... dzieci, które rodzi są martwe.  

Wspomnienie o Cecylii, smutnej królowej to książka, która nie wymaga wiedzy historycznej, a tylko ją przybliża w zbeletryzowanej formie, znacznie przyjemniejszej w odbiorze od tych suchych faktów, które często otrzymujemy choćby w szkole. Janina Lesiak z precyzją sztukasa opisuje modę, bogato zdobione stroje, dodatki - wprowadza nas za mury zamku. Napisanie dobrego, ciekawego portretu historycznego to nie lada wyzwanie. Historia z natury wydaje się być nudna. Jednak Janina Lesiak udowadnia, że historia i nuda wcale nie muszą iść w parze. Z tej niewielkiej książeczki dowiedziałam się więcej niż z lekcji historii z czasów technikum. 

Premiera Wspomnień o Cecylii, smutnej królowej miała miejsce 2 marca i wydaje mi się, że powinniście sięgnąć po tę książkę. Nie jest ona wymagająca i czasochłonna - można ją spokojnie przeczytać w jeden dzień, wieczór. Zawiera wiele cennych informacji i naprawdę przyjemnie się ją czyta. Co prawda, nie ma tu zwrotów akcji (jak i ogólnie akcji), ale pojawia się tu coś, co przyciąga. Polecam osobą, które nie tylko lubią literaturę historyczną. 

Ocena: 7,5/10

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu MG

środa, 25 czerwca 2014

3. Między Niebem a Ziemią, James F. Twyman

tytuł oryginalny: The Barn Dance autor: James F. Twyman rok wydania: 2010 liczba stron: 244  wydawnictwo: Illuminatio


         „Między Niebem a Ziemią”  to autentyczna opowieść będąca zapisem doświadczeń samego autora - Jamesa F. Twymana, którego była żona Linda została brutalnie zamordowana w jej własnym mieszkaniu, podczas gdy on spędzał święta z ich córką w Minneapolis w Oregonie. To było moje pierwsze spotkanie z tym autorem, jednak czy było pozytywne? Przekonajmy się!            
         Książkę zaczęłam czytać dzień przed drugą częścią (tym razem praktyczną) egzaminu i pomimo presji ciągle zerkałam i czytałam po kilka stron. Historia Jamesa naprawdę do mnie trafiła - choć czasami gubiłam się i sama już nie byłam pewna, co jest prawdą, a co nie, to i tak z fascynacją przemierzałam kolejne kartki. Przyłapałam się również na wpatrywaniu się w zdjęcie rodziny Twymanów, które wydawnictwo umieściło na skrzydełku. Chcąc sprawdzić ową autentyczność historii opowiedzianej w książce, przeszukałam skrawek Internetu i znalazłam informację na temat faktycznego morderstwa Lindy Twyman - tak jak pisało w książce, została ona zamordowana w jej mieszkaniu w Evanston.               
         Podczas lektury „Między Niebem a Ziemią”  dostrzegłam jak ogromną tragedię potrafią wyrządzić nam całkiem obcy ludzie - ludzie, z którymi nie mamy żadnej styczności, którym nic nie zrobiliśmy, którzy nie zastanowią się co będzie przeżywać rodzina tej osoby. W Angeli znalazłam cząstkę siebie - tak samo jak ona mam prawie dwadzieścia lat i w sytuacji kryzysowej doznaję paraliżu emocjonalnego, lub jak ładnie określił to autor: emocjonalną śpiączkę, zanik uczuć. Właśnie to jej postawa uderzyła mnie najmocniej. Potrafiłam postawić się na jej miejscu. Zaczęłam zadawać sobie pytania a co gdyby to mojej mamie ktoś zrobił coś tak okropnego? Jakbym się zachowała, gdybym się o tym dowiedziała, jakbym funkcjonowała? Pewnie tak samo jak Angela Twyman, bo zachowała się zupełnie naturalnie. Nie zanosiła się teatralnymi łzami, nie rozpaczała na każdym kroku. Była po prostu smutna, a ów smutek był tak wielki, że wsiąknął w jej mięśnie - a przede wszystkim w serce, wywołując wcześniej wspomnianą emocjonalną śpiączkę. James i Angela przeżyli prawdziwe piekło składające się z tęsknoty, niezrozumienia i zagubienia. Pomimo rozwodu Jamesa i Lindę łączyło silne, dojrzałe, bo dwudziestoletnie uczucie, którego nie zdążyli uformować.               
          „Między Niebem a Ziemią” jest swoistą spowiedzią autora, który przyznaje przed samym sobą oraz już zmarłą żoną, że popełnił błąd, doprowadził ich małżeństwo do rozpadu, czego do dziś żałuje. Choć historia przez niego została mocno zakropiona elementami fantastyki, to i tak wydaje się zupełnie rzeczywista (do pewnego momentu, ale o tym zaraz). James F. Twyman stworzył świat, w którym nic nigdy tak naprawdę nie umiera - rzeczywistość, w której można zawisnąć pomiędzy dwoma światami, jednocześnie nie należąc do żadnego z nich, tak jak się nam wydaje. Niestety! Autor w pewnym momencie zaczyna… brzydko mówiąc, fanzolić. Fantastyka przerosła rzeczywistość powieści, przez co zgubiła ona tą autentyczność. Kilka razy zadałam sobie pytanie, co James F. Twyman brał podczas pisania tej książki? Rozumiem. Chciał pokazać jak ważne jest przebaczenie, by móc odzyskać spokój - przede wszystkim własnej - duszy. Jednak co za dużo, to niezdrowo. Miejscami książka była właśnie niezdrowa, a wypowiedzi głównego bohatera zbyt sztywne - jakby wygłaszał poemat na temat pokoju na świecie i mocy miłości do bliźnich. Wątpię, by człowiek, któremu zamordowano brutalnie żonę powiedział do morderców coś w stylu  „kocham i wybaczam”. Sama postać Lindy, początkowo zwykłej kobiety (gdzie zwykłość rozumiem jako bycie człowiekiem, którym targają uczucia - niekoniecznie dobre i zgodne z dekalogiem) nagle zostaje tak cholernie wyidealizowana, że aż mam jej dosyć. To chyba największy minus tej książki. Nie zmienia to jednak faktu, że książkę czytało mi się naprawdę dobrze i zajęło mi to dwa dni. Była to miła, lekka lektura - można nawet ją nazwać swego rodzaju odmóżdżaczem. Historia Jamesa, Lindy i Angeli na pewno jest wstrząsająca. Pomimo elementów fantastyki mamy tu do czynienia z prawdziwym morderstwem, rzeczywistą tragedią jaka dotknęła rodzinę Twymanów. No i miłość. Co byśmy bez niej zrobili? Miłość jaką główny bohater darzy swoją byłą żonę jest co najmniej wzruszająca, ale właściwie nie wiem, czy faktycznie James darzył Lindę takim uczuciem cały czas, i czy to aby nie śmierć kobiety wywołała tak nagły skok miłości. Jednak, któż to wie? Chyba tylko sam autor. Spodobało mi się to, iż tytuł utworu (oczywiście oryginalny, The Barn Dance) coś znaczył. Nie był tak o wybrany - jak w większości powieści. Od początku lektury ciekawiła mnie jego symbolika i w końcu się doczekałam znaczenia. Niestety sam motyw tej wiejskiej zabawy wydał mi się niestety banalny i do gustu mi nie przypadł. Przyznaję, że na początku książka ogromnie mi się podobała, jednak w pewnym momencie miarka się przebrała i bach. Już nie było tak fajnie. A szkoda, bo widać, że autor ma potencjał.  
         Tak jak pisałam na początku, było to moje pierwsze spotkanie z tym autorem i właściwie oceniam je nijako. Ani dobrze, ani źle. Może i sięgnęłabym po kolejną jego książkę, tyle że „Między Niebem a Ziemią” wydaje się być jedynym jego dziełem, które mogłoby mnie w jakimś stopniu zainteresować. Nie jestem pewna, czy mogę wam polecić tę książkę z czystym sumieniem, jednak warto sprawdzić samemu. Może komuś przypadnie bardziej do gustu i odnajdzie w lekturze znacznie więcej ode mnie.

Książce przyznaję 4/10


„Między Niebem a Ziemią” miałam możliwość przeczytać dzięki Wydawnictwu Illuminatio.



a tymczasem zabijcie mnie, bo znowu coś kupiłam:


ktoś czytał Czas Żniw? Jak wrażenia?