Czerwona Królowa, wspaniały debiut, książka roku według portalu lubimyczytać.pl, masa fanów i ogromna liczba pozytywnych recenzji w blogosferze. W końcu i ja musiałam sprawdzić, o co tyle hałasu. A raczej o kogo. Oczywiście negatywnych opinii nie mogło braknąć: kiepska, plagiat, zlepek motywów z innych książek. Czy kiepska? Jak dla mnie, nie. Plagiat? Na to pytanie powinna odpowiedzieć sama autorka. Czy zawiera motywy z innych książek? Owszem, zawiera.
Nie będę ukrywać, że Czerwona Królowa okazała się być dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Do lektury tej książki podeszłam z całkowitym dystansem, a nawet pewnego rodzaju uprzedzeniami, bo choć zdobyła ona masę plusowych opinii, to i tych minusowych wcale mało nie było. Autorce zarzucano schematyzm, przewidywalność, ściągnięcie wątków z innych książek oraz... plagiat. Tak jak wcześniej wspomniałam, w Czerwonej Królowej pewne wątki faktycznie nakładają się z wątkami innych książek tego typu. Można dopatrzeć się podobieństwa do Igrzysk Śmierci, Niezgodnej, może i nawet Zmierzchu, X-Menów. Ale ja czytałam dla przyjemności, a nie po to, by wyliczać, gdzie, jak i do czego jest podobna w danym momencie. Prawda jest taka, że Victoria Aveyard stworzyła niesamowite uniwersum, w którym kolor krwi stanowi WSZYSTKO. Co wywarło na mnie największe wrażenie? Nie bohaterowie, ich umiejętności, lecz właśnie świat - Norta, po którym poruszaliśmy się wraz z główną bohaterką. Plastyczne opisy Summerton, Archeon oraz Szarego Miasta całkowicie przekonały mnie do Czerwonej Królowej.
,,Taka jest nasza natura - powiedział Julian. - Niszczymy. To cecha charakterystyczna ludzkiego rodzaju. Niezależnie od koloru krwi, zawsze upadamy."
Bohaterowie Czerwonej Królowej Aveyard prócz klasycznego podziału (Srebrni i Czerwoni; Srebrni i ich umiejętności) dzielą się również na trzy rodzaje: złych, dobrych oraz tych, którzy ukrywają swoją prawdziwą naturę. Miejscami fabuła powieści jest ekstremalnie zawiła i potrafi wbić człowieka w stan osłupienia. Sama dałam się nabrać - a słowa, które napisałam w poprzednim poście stanowią tego świetny dowód. Czerwona Królowa to potężna dawka emocji: szoku, rozczarowań, współczucia. Autorka bezwzględnie brnie przez historię, nie boi się zostawić po sobie ofiar. Relacje między bohaterami formują się, ulegają drastycznym zmianą. Główka bohaterka nie jest postacią jednoznaczną, wywołującą tylko pozytywne odczucia. Jest jak najbardziej ludzka - egoistyczna, kieruje się swoimi odczuciami i nie raz ktoś na tym cierpi. Postaci drugoplanowe choć nieco pominięte, stanowią dobre tło powieści. Mam nadzieję, że w Szklanym Mieczu Aveyard zwróciła większą uwagę na Elarę Merandus, czyli matkę Mavena. Jak dla mnie, pod względem kreacji bohaterów, jest ona największym sukcesem autorki. Samą swoją osobą potrafi wzbudzić wiele emocji. Jak dla mnie, stanowi ona odpowiednik okropnego Joffreya Baratheon z Gry o Tron. Prócz tego, kolejną świetną postacią drugoplanową jest Julian. Postać wielowarstwowa, mająca wiele do zaoferowania fabule. Wątki miłosne stanowią plus Czerwonej Królowej. Nie są tak mdłe i schematyczne, jakby można było się spodziewać. Oczywiście, mamy tutaj coś w rodzaju trójkąta, miejscami czworokąta (jak się tak dokładniej przyjrzeć), ale jest to zrobione w przyjemny sposób. Autorka nie wciska nam na siłę miłości - choć muszę przyznać, że wątek między Mare, a tym lepszym księciem wziął się jakby znikąd, po prostu zbyt szybko. Jeżeli autorka nie sknoci czegoś po drodze, to czeka nas naprawdę niesamowita historia.
Victoria Aveyard zaprosiła czytelników do bezwzględnego świata, gdzie każdy może zdradzić każdego. Miejscami czytanie Czerwonej Królowej przypominało bezwiedne spadanie ze wzgórza, połączone z przewrotkami i siniakami. Autorka sukcesywnie buduje klimat, by w końcu uderzyć z siłą huraganu. Początek tej historii jest jak najbardziej udany. Pomimo podobieństw mogę śmiało powiedzieć, że jest to oryginalna historia. Szczerze mówiąc, boję się czytać drugiej części - obawiam się, że się zawiodę, bo Czerwona Królowa okazała się być świetna! Aveyard postawiła sobie naprawdę wysoką poprzeczkę, co może skończyć się źle.
ocena: 9/10

