Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lawrence Block. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lawrence Block. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 5 lipca 2016

33. Krocząc wśród cieni, Lawrence Block

Zazwyczaj, gdy decyduję się na zakup książki ze słynnego (taniego) kosza w hipermarkecie, to trafiam na literaturę denną. Świetnym przykładem było zakupienie książki Joanny Wrońskiej pod tytułem Fanaberie (nie polecam, bardzo nie polecam!). Ale zdarzyło się też kilka całkiem udanych zakupów (Matylda Savitch, Między książkami) oraz... Krocząc wśród cieni spod pióra niejakiego Lawrence Blocka ze słynnym Liamem Neesonem na okładce. 

Lawrence Block to amerykański pisarz, autor powieści i opowiadań kryminalnych, najbardziej znany z serii książek o takich postaciach, jak walczący z alkoholizmem prywatny detektyw Matthew Scudder, sympatyczny włamywacz Bernie Rhodenbarr i poszukiwacz przygód Evan Tanner. (źródło: wikipedia.org)

Krocząc wśród cieni to rasowy przedstawiciel mieszanki kryminału, thrilleru i sensacji. Jest to dziesiąty tom cyklu o prywatnym detektywie. Świeżo po zakupie chciałam zaznajomić się ze stylem nieznanego mi do tej pory autora, więc otwarłam książkę z zamiarem przeczytania kilku stron - z kilku zrobiło się pięćdziesiąt. Szybko wgryzłam się w fabułę i bez trudu przywykłam do specyficznego stylu Blocka. Właściwie ciężko mi określić czym jest ów specyficzność. Niewątpliwie pióro autora zakrapiane jest wyraźną nutką klasy. Zdecydowanie zgadzam się ze stwierdzeniem Publishers Weekly: Proza Blocka ma szlachetny smak starej whisky.  Od pierwszych stron odniosłam wrażenie, że nie mam do czynienia z debiutantem, świeżakiem. Lawrence Block w literaturze tego typu siedzi nie od dziś. Oto w moje łapki wpadło dzieło prawdziwego znawcy gatunku, który przeniósł mnie w mroczny świat zbrodni, ciemnych uliczek oraz ludzi, o których zazwyczaj się nie mówi. Jak początek był świetny, tak środek powieści średni, a im bliżej końca tym lepiej. 

,,Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy."

Pewnego ranka młoda kobieta postanawia jechać na zakupy - nic w tym dziwnego. Zwykła, codzienna sytuacja. Bierze więc kluczyki, wyjeżdża z garażu i nim spostrzeżesz już chodzi między półkami, przeglądając dostępny asortyment. Tak opuszcza jeden sklep i przechodzi do kolejnego. Tuż za nią porusza się tajemnicza furgonetka, w której siedzi dwójka mężczyzn. Tymczasem jej mąż siedzi w domu, czeka na nią. Mijają godziny, a jej wciąż nie ma. Wtem rozlega się dźwięk telefonu i odgłos podniesionej słuchawki. Czas diametralnie zwalnia, gdy mężczyzna informuje, że jego żona została porwana a jej życie zostało wycenione na milion dolarów. W tym momencie zapewne część z Was pomyślała sobie ale nuda, to już było - ale uwaga. Mężem jest boss narkotykowy, a jego żona wkrótce wraca do domu. Tyle że w kawałkach. Matthew Scudder, wcześniej policjant, teraz prywatny  detektyw zmagający się z alkoholizmem, ponownie wkracza do akcji (już po raz dziesiąty). Tym razem czeka go sprawa, w której na pierwszy niezbyt można dostrzec punkt zaczepienia. Wszystko zostało dobrze zaplanowane i przebiegło po myśli porywaczy.  

Na głównego bohatera czeka nie lada wyzwanie. Swoje śledztwo zaczyna od zera. Nie ma nic. Śladów, dowodów, nazwisk - nic, od czego można byłoby rozpocząć tropienie morderców. Powoli, bardzo drobnymi i  mniej drobnymi kroczkami odkrywa kolejne fakty, wykopuje z przeszłości cenne informacje.    
  
Postać głównego bohatera będącego jednocześnie narratorem powieści owiana jest tajemnicą. Detektyw zachowuje ewidentny dystans zarówno do postaci występujących w książce, jak i czytelnika. Nie mówi o sobie prawie nic, większość informacji dotyczących jego osoby pochodzą z ust osób trzecich, resztę możemy wywnioskować sami. Zmaga się on z własnymi demonami oraz próbuje odgonić cudze. Wydaje się być całkiem sympatycznym gościem, który przede wszystkim się nie poddaje; pomimo wielu trudności kroczy przed siebie. Matthew Scudder z dziennikarską dokładnością spisuje nam wydarzenia mające miejsce po porwaniu żony handlarza narkotyków. Ma to swoje plusy i minusy. Plusem na pewno jest tajemniczość, a minusem właśnie to zdystansowanie - miejscami odniosłam silne wrażenie, że stoję gdzieś tam daleko, za żółtą taśmą i właśnie z tego punktu obserwuję bieg zdarzeń. 

Lawrence Block wprowadza nas w wiele środowisk - dzieci ulicy, hakerów, policjantów, ludzi zmagających się z uzależnieniami, oraz tymi, którzy zarabiają właśnie na nich. Autor prezentuje nam prawdziwą mozaikę kulturową Nowego Jorku, istny magiel, a pośrodku tego zdystansowany, cichy detektyw. 

Nie będę ukrywać, że mnie do tej książki głównie przyciągnęła informacja zamieszczona na okładce - w kinach (mistrzowski) thriller oparty na podstawie tej powieści z Liamem Neesonem (wydanie z 2014 roku) . Ten aktor kojarzy mi się z dobrymi filmami, trzymającymi w napięciu, także nie było mi żal tych dziesięciu złotych. Lawrence Block to autor prawie nieznany w Polsce i naprawdę bardzo żałuję, że tak jest, bo jak dla mnie, jest dobry! Krocząc wśród cieni szczególnie polecam osobą, które w kryminałach/thrillerach poszukują wyrazistości, tajemniczości, ostrości i brutalności - bo właśnie to wszystko znajdziecie w tej książce. Niektóre opisy potrafiły mnie naprawdę przerazić. Ale żeby nie było tak słodko, czegoś mi tutaj zabrakło. Choć ogólnie Krocząc wśród cieni dobrze mi się czytało, to jednak ten słaby środek powieści bardzo mnie zawiódł. Po tak mocnym początku spodziewałam się czegoś wystrzałowego, a tu takie jakieś nijakie... dobrze, że chociaż pod koniec zostałam na nowo wciśnięta w fotel. 



TYTUŁ: Krocząc wśród cieni
TYTUŁ ORYGINAŁU: A Walk Among the Tombstones
AUTOR: Lawrence Block
TŁUMACZENIE: Krzysztof Bednarek, Tomasz Wyżyński
WYDAWNICTWO: Świat Książki
DATA WYDANIA: 8 października 2014
ISBN: 9788379438976
LICZBA STRON: 352