Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kryminał. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 marca 2020

291. Oddaj albo giń, Olga Rudnicka

Biblioteka. Miejsce, w którym każdy szmer jest traktowany jak zbrodnia, a jedyne zagrożenie, jakie może spotkać czytelnika, to spadająca z półki tysiącstronicowa powieść lub kara pieniężna za nieoddanie książki w terminie. Kto by spodziewał, że pewnego ranka pracownicy biblioteki znajdą w środku trupa i... nieprzytomnego dyrektora. Olga Rudnicka, poczytna autorka komedii kryminalnych powraca z kolejną historią, która przyśpieszy proces powstawania zmarszczek na waszej twarzy - ale pamiętajcie, śmiech to zdrowie. 

Olga Rudnicka to absolwentka Pedagogiki w Wyższej Szkole Komunikacji i Zarządzania w Poznaniu, autorka wielu powieści powieści kryminalnych, między innymi: Martwe Jezioro, Czy ten rudy kot to pies?, Zacisze 13 i Zacisze 13: Powrót. Pracuje jako asystentka osób niepełnosprawnych w Polskim Komitecie Pomocy Społecznej w Śremie. Kocha jazdę konną i rytmy latynoamerykańskie, zwłaszcza salsę. Namiętnie czyta Joannę Chmielewską, Stephena Kinga, Joe Hilla, Tess Gerritsen i Jeffery'ego Deavera. *

A podobno nie ma nic nudniejszego niż praca w bibliotece! Takie spostrzeżenie pojawiło się w głowie Matyldy Dominiczak, gdy stała nad leżącym w archiwum trupem jednego z czytelników, o którym mogła powiedzieć tylko tyle, że zazwyczaj nie zwracał książek w terminie. Jeszcze tego ranka niewinna bibliotekarka staje się główną podejrzaną w sprawie o zabójstwo. Matylda nie zwykła pozostawiać w rękach innych osób tego, co da radę zrobić sama. Wbrew przeciwnościom losu, protestom męża, zakazom naczelnika policji i niechęci dyrektora biblioteki postanawia odkryć prawdę, a przynajmniej oczyścić się z zarzutów i podsunąć śledczym innego podejrzanego. **


Choć Olga Rudnicka od dłuższego czasu intensywnie działa na rynku książkowym, to do tej pory nie miałam okazji przeczytać żadnej z jej książek. Nie świadczy to jednak o tym, że o tej pani nigdy wcześniej nie słyszałam - bo słyszałam i to całkiem sporo, zwłaszcza pozytywnych opinii. Oddaj albo giń to jej najnowsza powieść, którą wydawnictwo Prószyński i -ska wypuściło na rynek 10 marca. To ponad czterystustronicowa historia nietuzinkowej bibliotekarki, trzydziestodwuletniej Matyldy Dominiczak - domorosłej pani detektyw, fanki Agathy Christie oraz teorii spiskowych, która odnajduje w swym jakże spokojnym miejscu pracy ciało nieżywego mężczyzny. Od tego momentu na każdym kroku wpada pod nogi policjanta pragnącego wyjaśnić, co tak naprawdę zdarzyło się w bibliotece. Z kolei Matylda... cóż, ona tylko chce odmienić swoje nudne życie - bibliotekarki, żony flegmatycznego Romana i matki dziesięcioletniej Moniki. Jednak czy zaplątanie się w sprawę morderstwa jest dobrym sposobem na to, by dodać swojemu życiu nieco emocji? 

,,Nie wiem, czy nie pamiętam, czy po prostu nie wiem, kto mnie uderzył, ale jakie znaczenie ma to, czy nie wiem, czy też nie pamiętam, skoro i tak nic nie pamiętam...''.

Matylda to dziwaczka i podglądaczka, a przy tym jedyna w swoim rodzaju komediantka i królowa pecha. Główną bohaterkę najnowszej powieści Olgi Rudnickiej z łatwością można polubić, jednak jej dziwactwa potrafią wielokrotnie zadziwić czytelnika - przede wszystkim skłonność do mówienia do samej siebie, zwłaszcza w miejscach publicznych; a jak nie mówienia, to żywego gestykulowania w takt pędzących myśli. Można byłoby pomyśleć, że Matylda Dominiczak cierpi na biegunkę słowną, gdyż jej usta praktycznie nigdy się nie zamykają. Dodatkowo wścibstwo kobiety wpakowało ją w niemałe kłopoty, a że nasza bohaterka ma tendencję do podejmowania złych decyzji, to zakopała się w nich po uszy. Drugim głównym bohaterem powieści jest niejaki Antoni Marecki, policjant, który potrafi wyłowić z wypowiedzi Matyldy kluczowe fakty, a nawet doszukać się w nich logiki. Wspólnymi siłami, warstwa po warstwie, odkrywają prawdę. 

Właściwie każdy bohater powieści Oddaj albo giń ma w sobie coś zabawnego - coś, co sprawi, że wasze kąciki ust mimowolnie się uniosą i nawet w tych trudnych i jakże stresujących czasach będziecie w stanie beztrosko się uśmiechnąć. Nie mogłabym nie wspomnieć o trzech panach występujących w tejże historii - panu Pawlickim, dyrektorze biblioteki, który niejednokrotnie mnie rozbawił swą pompatyczną postawą człowieka na stanowisku; panu Stanisławie Tomczaku, komisarzu w wieku przedemerytalnym i jego przesłuchaniach godnych Złotej Maliny; a także Romanie Dominiczaku, małżonku naszej Matyldy, który pomimo swojego flegmatycznego usposobienia potrafi pokazać pazur - co prawda, w tempie godnym leniwca, ale jednak. 


Jeżeli chodzi o wątek kryminalny, to nie do końca mnie on do siebie przekonał i wciągnął na tyle, by czytać do samego końca tylko po to, by dowiedzieć się, kto stoi za biblioteczną zbrodnią. Czytałam dla głównych bohaterów - dla zabawnych monologów Matyldy, potyczek słownych, luźnego tonu historii i pozytywnej energii płynącej z kart tej powieści. W wolnej chwili można przeczytać. 

* Lubimy Czytać
** materiały wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka!

piątek, 20 marca 2020

289. Czyjaś córka, David Bell

Zawrotna pozycja literacka przedstawiająca dwanaście godzin niełatwego śledztwa w sprawie zaginięcia dziesięcioletniej dziewczynki. Tutaj każdy szczegół i każda osoba z otoczenia nieletniej ma ogromne znaczenie, jednak najważniejszym czynnikiem oddziałującym na finał poszukiwań jest nieubłaganie upływający czas. Czy dwójka policjantów prowadzących sprawę odkryje prawdę zanim wskazówka na zegarze życia Felicity bezwzględnie się zatrzyma? 

David Bell jest autorem bestsellerowych powieści, które zostały przetłumaczone na wiele języków. Urodził się w Cincinnati, w Ohio, a obecnie prowadzi warsztaty pisarskie na Western Kentucky University. W wolnym czasie ogląda filmy albo spaceruje po znajdującym się w pobliżu jego domu cmentarzu. Jest zapalonym fanem amerykańskiego footballu. Jego żoną jest pisarka Molly McCaffrey. * 

Michael Frazier ma wszystko - świetną pracę, piękny dom, kochającą żonę. Do pełni szczęścia brakuje mu tylko dziecka. Kiedy pewnego dnia w drzwiach niespodziewanie pojawia się jego ex, może oznaczać to tylko kłopoty. I faktycznie - była żona prosi go o pomoc w szukaniu swojej zaginionej córki, Felicity. Twierdzi, że dziewczynka została porwana, a jej ojcem jest… Michael. Mężczyzna nie ma pewności, czy to prawda, ale niepokojąc się o los dziewczynki, rusza z Ericą na poszukiwanie dziecka, którego zawsze pragnął, a o którego istnieniu nie miał pojęcia. Tymczasem Angela, obecna żona Michaela, odkrywa szokujące fakty z życia Eriki i zaczyna się obawiać o bezpieczeństwo męża i zaginionego dziecka… **

Czyjaś córka to książka, która wciągnie każdego czytelnika już od pierwszego rozdziału. David Bell rozciąga nad odbiorcą sieć kłamstw, intryg i znaczących zaszłości z życia bohaterów, które powodują uczucie zagubienia i dezorientacji. Michael, główny bohater powieści, przeżywa gwałtowne spotkanie z bolesną przeszłością, z kolei jego żona wydobywa na światło dzienne sekrety, które jej idealny mężczyzna głęboko przed nią ukrywał. W tej pozycji literackiej tylko jeden fakt jest pewny - będzie bolało. 


Sięgając po tę książkę, nie spodziewałam się, że jej lektura będzie aż tak porywająca i ekscytująca. Tę czterystustronicową nowość od Wydawnictwa Prószyński i -ska przeczytałam w zaledwie dwa wieczory z wypiekami na twarzy. Śledztwo w sprawie zaginięcia dziesięcioletniej Felicity komplikuje się z każdym rozdziałem, a im dalej w las - tym więcej podejrzanych i kłamstw, które wypływają niczym oczka na rosole. Czytelnik ma podgląd w poczynania dwójki policjantów, matki i  rzekomego ojca dziewczynki, a także jego żony i teściowej. Każdy z nich odkrywa kolejne elementy fabuły, a mnogość wydarzeń z życia Eriki powodują gwałtowny zwrot  w śledztwie. Fabuła powoli zaczyna składać się w spójną całość, która zaszokuje niejednego czytelnika. Odmienne perspektywy, fale emocji i niepewności kreślą zawiły obraz sytuacji, która zamienia się w niebezpieczną grę o życie niewinnego dziecka. 

David Bell zaskoczył mnie nietuzinkowym pomysłem na fabułę, przekonał niezwykle przekonującymi i różnorodnymi profilami postaci występującymi w tej niestety jednotomowej historii.  Autor trzyma czytelnika w szachu już od pierwszej strony! Zdecydowanie jest to książka warta waszej uwagi, która przeniesie was w miejsce, gdzie czas ma kluczowe znaczenie a policjanci muszą zmierzyć się z wieloma niewiadomymi, a także sprawami z przeszłości, które wcale nie ułatwią śledztwa. Kryminalna zagadka wcale nie jest tak oczywista, jak wydaje się to na pierwszy rzut oka - nabiera mocy z każdym kolejnym faktem i każdą osobą, która wstępuje w sprawę zaginięcia. Autor wprawnie posługuje się piórem, tworząc plastyczny obraz wydarzeń, całość posypuje olbrzymią dawką wartkiej akcji. Jego warsztat literacki jest uniwersalny, a jednocześnie intrygujący. Z łatwością przypadnie do gustu każdemu czytelnikowi. Co więcej - David Bell bawi się z odbiorcą co rusz podsuwając mu poszlaki, prowadząc w ślepe uliczki. Czytelnik musi ograniczyć swe zaufanie względem bohaterów a także wysuniętym przez siebie przypuszczeniom.


Emocje. Kłamstwa. Pokręcone umysły. Który czytelnik kryminałów nie oczekuje tych elementów? Czyjaś córka oferuje to wszystko, a nawet o wiele więcej. W tym momencie jest to jedna z lepszych książek, które przeczytałam w tym roku i zdecydowanie mam ochotę na więcej takich historii. David Bell całkowicie przekonał mnie do siebie tą jedną książką. Naprawdę wciągająca!

* Lubimy Czytać
** materiały wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka!

piątek, 28 lutego 2020

284. Poryw, Kinga Wójcik

Tegoroczny debiut będący rozpoczęciem kryminalnej serii o komisarz Lenie Rudnickiej. Książka, zgodnie z tytułem, porywa już od pierwszych stron, a silni i charakterystyczni bohaterowie z łatwością zapiszą się w pamięci czytelnika - Poryw autorstwa Kingi Wójcik swoją premierę miał lekko ponad miesiąc temu, więc czym prędzej zabierajcie się za lekturę! Zwłaszcza, że w przygotowaniu kolejny tom serii. 

Kinga Wójcik urodziła się w 1994 roku w Tomaszowie Mazowieckim. Z wykształcenia jest politologiem. Ukończyła Wydział Studiów Międzynarodowych i Politologicznych Uniwersytetu Łódzkiego. Pochodzi z rodziny policyjnej. Prywatnie fanka buldogów francuskich i filmów z serii Transformers. *

Klemens Chmielny, sumienny księgowy, wzorowy syn i mąż pada ofiarą morderstwa. Żona, przyjaciel, pracownicy hotelu, w którym pracował, oraz zagadkowa kobieta ze zdjęcia, a nawet matka i ojciec ofiary - każde z nich mogło mieć motyw, aby pozbyć się Klemensa. Wszystko wskazuje na to, że ten niepozorny mężczyzna wiódł podwójne życie… Śledztwo prowadzi nowy tandem śledczy łódzkiej komendy - bezkompromisowa i ekscentryczna komisarz Lena Rudnicka wraz z nieśmiałym nowicjuszem, sierżantem Marcelem Wolskim. **


Debiutancka powieść Kingi Wójcik porywa czytelnika już od pierwszych stron. Pozornie błahe zniknięcie mężczyzny rozpoczyna lawinę nieprzewidywalnych zdarzeń, oraz otwiera drzwi do życia człowieka zaplątanego we własne tajemnice. Niestety sprawca afery nie może pomóc młodemu tandemowi łódzkiej policji, gdyż znajduje się w jednej z szarych lodówek w lokalnym Zakładzie Medycyny Sądowej. Autorka powołała do życia autentycznych i charakternych bohaterów: bezkompromisową i wyzutą z emocji komisarz Lenę Rudnicką, oraz Marcela Wolskiego, młodego sierżanta będącego przeciwieństwem swojej starszej koleżanki a zarazem partnerki. Para poznaje się w dosyć nietypowych okolicznościach, które drastycznie wpłyną na ich współpracę. 

Lena Rudnicka to flagowa bohaterka nowej serii kryminalnej debiutującej autorki. Seria ta zarówno pod względem tematyki, jak i oprawy graficznej bardzo przypomina mi sagę o Lipowie Katarzyny Puzyńskiej, jednak wcale mi to nie przeszkadza. Podoba mi się swego rodzaju minimalizm królujący na okładce oraz dynamiczne przygody łódzkich gliniarzy, które aż kipią od emocji, tajemnic i podejrzanych. W tej książce naprawdę dużo się dzieje, a przystępne pióro Kingi Wójcik sprawia, że można czytać właściwie bez przerwy! Komisarz Rudnicka kandydatką do otrzymania orderu uśmiechu zdecydowanie nie jest. Lena to wulgarna, chamska, bezwzględna, ale wyjątkowo skuteczna młoda pani komisarz, która wiele ukrywa zarówno przed bliskimi sobie osobami, jak i czytelnikiem. Komisarz skrywa swoje prawdziwe oblicze za fasadą obcesowości, arogancji i gruboskórności, i nawet po niemalże 500-stronicowym pierwszym tomie nie jestem w stanie stwierdzić, kim tak naprawdę jest Lena Rudnicka. Ta bohaterka jeszcze nieraz nas zaskoczy - i to nie tylko barwnymi hasłami i ripostami. Marcel Wolski to drugi główny bohater, syn komendanta, który wcześniej pracował w Warszawie. W przeciwieństwie do Leny, mężczyzna budzi pozytywne emocje w czytelniku. To dobry człowiek mający twardy kręgosłup moralny. Zapewne ta postać zostanie z nami na dłużej, z czego bardzo się cieszę, gdyż Marcela nie sposób nie polubić. Oczywiście fabuła nie kręci się tylko i wyłącznie wokół tej dwójki. Mamy szereg postaci drugoplanowych oraz epizodycznych - a także intrygujący wątek kryminalny pełen niejasności, ślepych uliczek i podejrzanych. 

Kinga Wójcik głównie skupia się na losach policjantów oraz śledztwa z ich punktu widzenia, ale raz za czas mamy okazję przyjrzeć się z bliższa podejrzanym lub osobom zamieszanym w sprawę. Pojawiają się również treści związane z życiem prywatnym głównych postaci. Dzięki takiemu sposobowi relacjonowania zdarzeń czytelnik nie nudzi się nawet przez moment - autorka co rusz częstuje nas szokującymi faktami z życia ofiary, które w mniejszym bądź większym stopniu rzutują na sprawę kryminalną. Prawda została głęboko zasypana sekretami i kłamstwami. Zarówno Klemensa Chmielnego, jak i innych osób. 


Pierwszy tom serii o komisarz Lenie Rudnickiej zrobił na mnie jak najbardziej pozytywne wrażenie. Autorka umie przyciągnąć i utrzymać uwagę czytelnika - dodatkowo udało jej się wykreować dynamicznych i nieprzewidywalnych bohaterów, o których chce się czytać - co prawda, główna bohaterka miejscami już przesadza ze swą wszechobecnymi bluzgami, ale potrafi również rozśmieszyć. co do prokuratora Nawrockiego - barwna i niełatwa postać; mało brakowało, a sama dałabym się nabrać. Więcej zdradzać nie będę, a Ci którzy książkę przeczytali, powinni wiedzieć, o co mi chodzi. 

Zachęcam Was do sięgnięcia po debiut Kingi Wójcik, zwłaszcza że drugi tom serii o komisarz Lenie Rudnickiej pod tytułem Spektakl już jest w przygotowaniu. Sądzę, że przygody młodego tandemu łódzkiego zespołu policjantów przypadną Wam do gustu równie mocno co mnie. 

* materiały wydawcy
** materiały wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka!

czwartek, 16 stycznia 2020

274. Czynnik diabła, Craig Russell

Książka tak dobra, że wprost nie mogłam się od niej oderwać, a gdy już to zrobiłam, odczuwałam dziwny niepokój rozbudzony przez treść historii psychiatry Viktora Kosárka, policyjnego śledczego Lukáša Smoláka, a także zła, które czai się głęboko w nas. Czynnik diabła to rewelacyjna pozycja, która trafi w gusta najbardziej wybrednego czytelnika - inteligenta, mroczna, zwieńczona fenomenalnym zakończeniem. Jedna z najciekawszych pozycji, jakie przeczytałam. 

Craig Russell to szkocki autor powieści kryminalnych. Zanim zdecydował się na podjęcie kariery zawodowego powieściopisarza był funkcjonariuszem policji oraz zajmował się reklamą jako m.in. copywriter. Płynnie mówi po niemiecku i bardzo interesuje się powojenną historią Niemiec, dlatego akcję wielu powieści osadził w Hamburgu. Zadebiutował w 2005 książką Krwawy orzeł (ang. Blood Eagle), w której pojawił się główny bohater cyklu jego książek, hamburski detektyw Jan Fabel. Powieści z Fablem zdobyły w Europie dużą popularność i zostały przełożone na ponad 20 języków. Drugi tor w twórczości Russella tworzą kryminały, których akcja rozgrywa się w latach 50. XX wieku w Glasgow. Ich bohaterem jest szkocki prywatny detektyw Lennox. *

Praga, rok 1935. Młody psychiatra Viktor Kosárek, były student Carla Gustava Junga, przybywa do otoczonego mroczną sławą zakładu dla obłąkanych Hrad Orlu. Wyposażona w nowoczesny sprzęt placówka znajduje się w zamku przez wieki obrosłym ponurymi legendami. Zamknięto tam sześcioro najokrutniejszych morderców w kraju: Drwala, Klauna, Kolekcjonera Szkła, Wegetariankę, Skiomantę i Demona. Kosárek zamierza wykorzystać najnowsze osiągnięcia techniki, aby wyizolować u nich archetypiczny składnik osobowości odpowiedzialny za czynienie zła - tak zwany czynnik diabła. Gdy tylko zaczyna odkrywać ich zdumiewające tajemnice, natrafia na łączący całą szóstkę zatrważający wspólny element. **


Czynnik diabła już od pierwszych stron obezwładnia czytelnika mrocznym klimatem, który budzi silny niepokój - złowieszcze, duszące przeczucie, że wkrótce wydarzy się coś bardzo niedobrego. Russell prowadzi akcję dwutorowo - z finezją i niezwykłą wprawą żongluje nią pomiędzy Viktorem Kosárkiem - psychiatrą pracującym w okrytym złą, wręcz diaboliczną sławą zamku Hrad Orlu, a policyjnym śledczym, Lukášem Smolákiem, zajmującym się sprawą Skórzanego Fartucha, okrutnie brutalnego seryjnego mordercy. W tle Czechosłowacja w cieniu II Wojny Światowej, a tak właściwie duszna Praga. Russell Craig plastycznie obrazuje biedę, zepsucie, pijaństwo i choroby toczące mieszkańców stolicy. Rzeczywistość ukazana jest w wyjątkowo ponurych epizodach zwieńczonych obrzydliwymi, bestialskimi mordami nieuchwytnego mordercy. Praga jest miastem smutnym, odstręczającym i sparaliżowanym strachem przed Skórzanym Fartuchem. 

Craig Russell wnikliwie szkicuje portrety psychologiczne bohaterów pierwszo- oraz drugoplanowych. Z brutalną dokładnością wnika w spaczone umysły Szóstki Diabła, najokrutniejszych morderców i psychopatów będących pacjentami zakładu dla obłąkanych, w którym Viktor rozpoczyna swą pracę. Najpierw czytelnik poznaje Wegetariankę - kobietę kanibala, Klauna - mężczyznę, który w okropny sposób pozbawiał życia dzieci; Drwala, który z wyjątkowym okrucieństwem zabił swą żonę, córeczkę i syna; Kolekcjonera Szkła - opętańca poszukującego twarzy w szkle, Skiomatę - naukowca wierzącego w inne wymiary; Demona - człowieka, który uwielbia chować swe oblicze za czyjąś twarzą. 

- Diabeł, ten jasny anioł, był z panią przez cały dzień? - zapytał Viktor
- Tak. Czasami jego jasność raniła mnie w oczy. Kiedy indziej poświata wokół niego zmieniała kolor, ale zawsze był piękny. 

Viktor Kosárek znany jest z nowoczesnych metod terapeutycznych, które nie przez wszystkich są uznawane i akceptowane. Były student Junga stosuje neurosyntezę, a w swej pracy wykorzystuje koktajle medyczne, za pomocą których stara się uwolnić id, mroczny element głębokiej podświadomości każdego człowieka - nieprzewidywalne, gwałtowne i skłonne do przemocy. Viktor jest przekonany, iż właśnie w obrębie owego itd znajduje się część, w której następuje połączenie indywidualnych, a także zbiorowych idei zła. Efekty pracy psychiatry przerażają go do głębi, zmieniają jego postrzeganie świata, jak i kwestii dobra i zła.  

Z łatwością można dostrzec profesjonalizm Craiga Russella, który z dokładnością godną podziwu odtworzył miejsce oraz czas akcji. Czytając, można doświadczyć wrażenie podróży w czasie! W trakcie lektury nie sposób zatracić się w rzeczywistości autora, odczuć realny strach i głębię negatywnych emocji. Czynnik diabła czytałam głównie do poduszki, a gdy zgasiłam światło w pokoju z zamiarem pójścia spać, czułam się... dziwnie nieswojo. Ta historia potrafi mocno wpłynąć na psychikę czytelnika.

Czynnik diabła łączy w sobie elementy kryminału, thrillera psychologicznego oraz horroru. Wątek kryminalny toczy się w drugiej części historii, czyli podczas śledztwa w sprawie seryjnego mordercy, niejakiego Skórzanego Fartucha. Główny bohater - Viktor Kosárek, ustępuje wtedy miejsca drugiemu sztandarowemu bohaterowi, Lukášowi Smolákowi, a zło przyjmuje fizyczną formę. 


Tak dobra pozycja przeczytana już na początku roku, podnosi poprzeczkę następnym lekturom. Od Czynnika diabła nie mogłam się oderwać praktycznie od początku książki, lecz najpierw musiałam oswoić się z chłodną narracją Russella. Autor nie koloryzuje, nie upiększa - uderza w czytelnika zepsutą rzeczywistością, a biorąc pod uwagę czas akcji powieści, rzeczywistość ta jest wyjątkowo beznadziejna i depresyjna. Zbliża się II Wojna Światowa, czas cierpienia, śmierci i potworów w ludzkiej skórze. Zakończenie tej historii zaskakuje. Autor wywraca akcję do góry nogami - sprawia, że wszystko w co wierzyliśmy, okazuje się kłamstwem, podłym żartem diabła. 

Podsumowując, Czynnik diabła to wspaniała, lecz niełatwa powieść poruszająca tematykę dobra i zła, duchowości i fizyczności, zaglądająca w mroczne umysły, w których zagnieździł się sam diabeł. W tle II Wojna Światowa zbliżająca się wielkimi, ciemnymi krokami. Prócz tego, czytelnik odnajdzie tutaj wątki sytuacji politycznej Czechosłowacji przed wojną oraz sytuację Żydów. Gorąco polecam. 

* wikipedia.org
** materiały wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka!

wtorek, 12 listopada 2019

263. Pokrzyk, Katarzyna Puzyńska

Kryminalno-obyczajowej sagi o Lipowie autorstwa Katarzyny Puzyńskiej nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Aktualnie jedenastotomowa historia policjantów z północnej Polski ma sporą grupę fanów, a każda kolejna część wywołuje falę emocji wśród czytelników. Z piórem Puzyńskiej po raz pierwszy miałam okazję zapoznać się w 2016 roku, czyli dwa lata po premierze Motylka, jej debiutanckiej książki, będącej pierwszą częścią sagi o Lipowie (Prószyński i S-ka, 2014). Historia stworzona przez Katarzynę Puzyńską zrobiła na mnie piorunujące wrażenie i okazała się być stanowczo zbyt dobra na debiut! Po prawie czterech latach w moje łapki wpadła najnowsza część sagi i wiecie co? Już po pierwszym rozdziale byłam stracona.

Katarzyna Puzyńska to polska pisarka, z wykształcenia psycholog. Przez kilka lat pracowała jako nauczyciel akademicki na wydziale psychologii. Teraz całkowicie skupiła się na realizowaniu swojej największej pasji, czyli pisaniu. W wolnych chwilach biega, spaceruje z psem, zajmuje się kotem i jeździ konno. Uwielbia Skandynawię i Hiszpanię. Zadebiutowała doskonale przyjętą książką „Motylek”, która rozpoczyna sagę kryminalną o policjantach z niewielkiej wsi Lipowo. Seria o Lipowie to nie tylko trzymające w napięciu klasyczne kryminały psychologiczne, ale także powieści z rozbudowanym wątkiem społecznym i obyczajowym, które porównywane są do książek Agathy Christie i szwedzkiej królowej gatunku, Camilli Läckberg. Prawa do publikacji książek Puzyńskiej sprzedano do ponad dwudziestu krajów. Książka Katarzyny Puzyńskiej „Trzydziesta pierwsza” została nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii kryminał sensacja thriller. * Najprawdopodobniej najbardziej wytatuowana polska pisarka. 

We Wnykach wszyscy wierzą, że jak ktoś odwiedzi stary dwór pod lasem, to umrze. Klątwa jest nieubłagana. Dotknie każdego, kto przekroczy próg. Weronika Podgórska trafia tam zupełnym przypadkiem. Wkrótce okazuje się, że będzie musiała wrócić, i to w towarzystwie osoby, której nienawidzi. W tym samym czasie niedaleko umiera pewna staruszka. Przy jej ciele przyłapano emerytowaną komisarz Klementynę Kopp. Kopp podejrzana jest już o jedno morderstwo. Aspirat Daniel Podgórski nie wierzy w jej winę, mimo że dawna koleżanka sama przyznała mu się do wszystkiego. Policjant rozpoczyna śledztwo na własną rękę, ryzykując oskarżenie o przekroczenie uprawnień służbowych. **


Choć mam za sobą tylko pierwszą część serii, w fabułę wgryzłam się bez żadnego problemu. Jak wyżej wspomniałam, Motylek zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, także do lektury jedenastej części podeszłam z ogromnym entuzjazmem. Szczerze mówiąc, gdy paczka (i to jaka paczka! Ogromne pudło z tajemniczym napisem) do mnie dotarła, miałam ochotę skakać z radości. Ostatni raz takie podekscytowanie dopadło mnie kilka miesięcy temu, kiedy otrzymałam od wydawnictwa Uroboros trzecią część mojej ukochanej serii Czarny Mag. Już od pierwszych stron czytelnik zostaje wciągnięty w wir akcji będącej efektem wcześniejszych wydarzeń, decyzji bohaterów oraz kaprysów losu. Katarzyna Puzyńska w charakterystyczny dla siebie sposób wprowadza odbiorcę w stan ciągłej gotowości - autorka już wielokrotnie udowodniła, że potrafi być bezwzględna dla swych bohaterów, jak i czytelników. Nasi ukochani bohaterowie, którzy na przestrzeni jedenastu tomów przeżyli wiele wzlotów i upadków, po raz kolejny powracają a autorka ponownie zaprasza nas w spaczony umysł tajemniczego mordercy - obszar wypełniony bezdusznością, okrutnością, ale także swego rodzaju otępieniem po dokonanej zbrodni. Zło czyni spustoszenie gdziekolwiek się nie pojawi. Zatruwa, niszczy, pochłania. 

Niedaleko Lipowa w miejscowości Wnyki znajduje się dworek owiany złą sławą - tamtejsi mieszkańcy wierzą, że ciąży na nim klątwa: ktokolwiek tam wejdzie, umrze. Kilkadziesiąt lat temu w stodole obok posiadłości zginął tragiczną śmiercią młody chłopak - spalił się żywcem i ponoć czasami w środku ciemnej nocy można ujrzeć jego płonącą postać na okolicznych polach. Co więcej - niektórzy ludzie twierdzą, że śmierć chłopaka nie była wynikiem nieszczęśliwego wypadku, lecz efektem działań osób trzecich. 

Pióro Katarzyny Puzyńskiej potrafi pochłonąć czytelnika na dobrych kilka godzin. To jedna z tych pisarek, która kojarzy mi się z dobrymi książkami. Wystarczy jej nazwisko na okładce i już wiem, że jako czytelnik będę w pełni usatysfakcjonowana. W jej książkach odpowiada mi klimat klasycznych kryminałów, a także szeroko rozbudowana warstwa obyczajowa, która w równie intensywny sposób oddziałuje na odbiór historii. Inteligentnie skonstruowana psychika bohaterów to kolejny niewątpliwy walor serii o Lipowie. Autorka stawia przed nami postaci niełatwe, pełne sprzeczności i autentyczności. Wśród nich znajdziemy takich, których z miejsca polubimy - ale i takich, których nie będziemy w stanie znieść. Nie ma co doszukiwać się tu dychotomicznego podziału bohaterów, gdyż każdy z nich ma w sobie trochę zła i dobra. Zupełnie jak w rzeczywistości.

Daniel Podgórski, Emilia Strzałkowska, Weronika Podgórska i Klementyna Kopp to postaci, które towarzyszą czytelnikowi od początku serii, a ich decyzje wciąż potrafią zaskoczyć i wytrącić z równowagi. Warto jednak pamiętać, że prawda nie zawsze jest taka, jak ktoś usilnie stara się nam wmówić, a zakończenie Pokrzyku jest tego wspaniałym dowodem.  


Śledztwo toczy się wielotorowo. Mamy tu kilku podejrzanych, kilka ofiar, całą masę wskazówek z przeszłości i teraźniejszości, a także więcej niż jedną osobę, która pragnie odkryć prawdę. Puzyńska w zaskakujący sposób łączy wątki, miesza przeszłość z teraźniejszością. Pojawiają się kluczowe nawiązania do poprzednich tomów. Warstwa kryminalna ekstremalnie napędza fabułę, a otoczka obyczajowa nie pozwala opaść emocjom. Co więcej - mroczna tajemnica dworku, dziwaczne upodobania jego wcześniejszych właścicieli i brutalne zbrodnie wywołują gęsią skórkę. Nie da się również pominąć postaci demonicznego klauna, który raz za czas przewija się gdzieś w tle. Zakończenie to spektakularny cliffhanger, po którym czytelnicy będą prosić autorkę o kolejny tom. 

Jestem ogromnie szczęśliwa, że udało mi się powrócić do Lipowa. Puzyńska zrobiła na mnie równie piorunujące wrażenie, co za pierwszym razem, a jedenasty tom uświadomił mi, że mam naprawdę wiele do nadrobienia. Do tej historii warto wrócić. Pokrzyk przeczytałam w ekspresowym tempie, a podczas lektury bawiłam się wprost wybornie! 

* lubimy czytać
** materiały wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Prószyński i S-ka!



wtorek, 20 sierpnia 2019

245. Zbrodnia po irlandzku, Aleksandra Rumin

Najnowsza powieść Aleksandry Rumin to wyjątkowo udane połączenie błyskotliwej komedii z krwawym kryminałem - w tle branża turystyczna i klimatyczna Irlandia. Autorka Zbrodni i karasia od samego początku wystawia na próbę przeponę czytelnika, nie szczędząc mu powodów do śmiechu. Elementy humorystyczne są niemalże wszędzie, a absurd goni absurd.

Aleksandra Rumin to warszawianka, absolwentka Wydziału Nauk Historycznych i Społecznych Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego oraz autorka komedii kryminalnej Zbrodnia i karaś. Zbrodnia po irlandzku to jej druga książka, również wydana na łamach wydawnictwa Initium. 

Egzotyczne wycieczki to niebezpieczne hobby. Co roku kilkuset spragnionych wrażeń Polaków ginie podczas wakacyjnych wojaży. Dlatego nikogo nie dziwi, że nieszczęścia dotykają również uczestników wyprawy do Irlandii z biurem podróży „Hej Wakacje”. Nikogo poza pilotem wycieczki, którego męczy przeczucie, że coś tu nie gra. Tomasz Waciak nie ma jednak czasu na dochodzenia, bo musi się użerać z irlandzką pogodą, roszczeniową starszą panią, ciągłymi zmianami programu, zatruciami pokarmowymi i nieprzepartą ochotą, żeby strzelić sobie drinka. Albo trzy. *

Szmaragdowa Przygoda - ekskluzywna wycieczka objazdowa po Irlandii - mająca okazać się spełnieniem marzeń turystów, szybko zamienia się w koszmar na jawie. Plan wycieczki a rzeczywistość to dwie różne rzeczy; wydaje się, że cała Irlandia zmówiła się przeciwko turystom. Każdy kolejny dzień wycieczki to walka z pechem, a nasi bohaterowie ewidentnie przegrywają.  Jednak urlopowicze to nie ludzie z pierwszej łapanki i nie mają zamiaru się tak łatwo poddać. Nie straszna im okrutna pogoda, rozlatujący się środek transportu, a nawet zgony współuczestników Szmaragdowej Przygody. Skoro jest to darmowa wycieczka, to trzeba korzystać, choćby nie wiem co! Jakby to powiedziała Baronowa Raszpla, dają do brać! W zęby koniowi nie patrzeć! W końcu bycie Polakiem do czegoś zobowiązuje - a już tym bardziej bycie polskim turystą. 


Aleksandra Rumin zyskała całkiem sporą popularność wśród polskich czytelników dzięki swojej debiutanckiej komedii kryminalnej Zbrodnia i karaś. Od tego czasu nazwisko autorki zachowałam w pamięci, licząc na to, że prędzej czy później sięgnę po jakąś jej książkę. Padło na drugą, aktualnie najnowszą - Zbrodnię po irlandzku. Powieść ta wciągnęła mnie od samego początku. Wartka akcja, pozornie lekka i prostolinijna kreacja bohaterów podparta stereotypami bawi i sprytnie odciąga uwagę odbiorcy, nie pozwalając mu dostrzec inteligentnie uplecionej intrygi. Spośród całej gamy barwnych postaci dwie z nich szczególnie przyciągają uwagę czytelnika - Tomasz Waciak, pechowy pilot turystyczny mający problem z alkoholem, oraz Maria Downar-Wiśniowiecka mając problem ze wszystkim. Kobieta jest znana również pod jakże sympatycznym i pieszczotliwym pseudonimem Baronowa Raszpla. 

,,Kto nigdy nie spojrzał w oczy rozszalałego turysty, który chce zrobić zdjęcie, nie ma pojęcia, czym jest prawdziwy strach."

Aleksandrze Rumin udało się zachować równowagę pomiędzy komedią a kryminałem. W obu gatunkach odniosła sukces - stworzyła historię oraz bohaterów, którzy bawią i wywołują na twarzy czytelnika prawdziwy uśmiech. Warstwa kryminalna z kolei wciąga i poraża swą błyskotliwością. Zakończenie tej książki zaskakuje. Uwierzcie mi, że takiego obrotu spraw zupełnie się nie spodziewałam, dzięki czemu autorka ogromnie zyskała w moich oczach. Na pewno  będę musiała sięgnąć po jej wcześniejszą książkę, ponieważ przy tej bawiłam się naprawdę bardzo dobrze. Była to lekka i odprężająca lektura, podczas której czas mijał w ekspresowym tempie. Jako że od dawna interesuje się państwami anglojęzycznymi, to literacka wycieczka po Irlandii bardzo mi się podobała. Zwłaszcza że udało mi się co nieco dowiedzieć na temat tego państwa - choćby jak powinna wyglądać prawdziwa Irish coffee. Autorka z żartem podchodzi do stereotypów dotyczących polskich turystów. Niestety w błyskotliwych uwagach Rumin na temat polaków cebulaków nie trudno doszukać się prawdy. Jednak warto zauważyć, że książka właśnie przez te prawdziwe elementy jest podwójnie zabawna. 


Zbrodnia po irlandzku potwierdza lekkie pióro i talent autorki do tworzenia komedii kryminalnych. Fabuła przypomina ciętą satyrę na Polaków - zwłaszcza tych, którzy postanawiają opuścić granice kraju w celach turystycznych. To również intrygujący przewodnik turystyczny, z którego można się naprawdę sporo dowiedzieć na temat Irlandii. Po tak udanej lekturze z pewnością będę wypatrywała kolejnych książek autorki, bowiem dostrzegam w niej naprawdę ogromny potencjał. Polecam!

* materiały wydawcy


Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Initium!


poniedziałek, 12 sierpnia 2019

244. Znikający stopień, Maureen Johnson

Znikający stopień to druga część kryminalnej trylogii młodzieżowej, która zdobyła serca młodych czytelników za granicą oraz także już w Polsce. Mroczna tajemnica, krwawy sekret sprzed lat powraca w równie niebezpiecznej odsłonie. Czy Stevie Bell rozwiąże kryminalną układankę? W pierwszym tomie amerykańska autorka zarzuciła czytelnika całą gamą pytań, na które nie raczyła odpowiedzieć - drugi tom w pewien sposób jest podobny: otrzymujemy sporą dawkę zagwozdek i kilka odpowiedzi. A zakończenie? Zaraz wam wszystko opowiem. 

Maureen Johnson urodziła się 1973 roku w stanie Pensylwania (USA). To amerykańska pisarka, autorka kilku powieści młodzieżowych, m.in. Trzynaście małych błękitnych kopertLove Hurts, serii Shades of London (The Name of The Star, The Madness Underneath, The Shadow Cabinet). Jej nazwisko możemy również znaleźć na okładkach książek z serii o Nocnych Łowcach. Nieodgadniony to pierwsza część kryminalnej serii młodzieżowej - oryginalny tytuł brzmi Truly Devious. Kolejna część nosi tytuł Znikający stopień. Tytuł ostatniej części to Tha Hand on the Wall a jej zagraniczna premiera przewidywana jest na 31 stycznia 2020 roku. 

Największym pragnieniem Stevie Bell jest rozwiązanie zagadki kryminalnej z przeszłości: w 1936 roku zaginęły żona i córka Alberta Ellinghama, a jedynym śladem w sprawie był tajemniczy list-zagadka od Nieodgadnionego. Stevie, uczennica pierwszego roku Akademii Ellinghama, zamiast odpowiedzi znajduje kolegę z roku – martwego. Przejęci rodzice zabierają ją do domu. W drugim tomie Stevie powraca do Vermontu – za namową znienawidzonego Edwarda Kinga. Polityk jest w trakcie kampanii prezydenckiej i nie na rękę są mu wybryki syna, Davida. King proponuje układ: Stevie będzie kontynuować naukę, a w zamian dopilnuje, żeby David, z którym łączy ją coś więcej niż tylko znajomość, nie sprawiał problemów. Stawka jest jednak znacznie wyższa. Kim jest morderca? Jakie znaczenie ma zagadka pozostawiona przed laty przez Alberta Ellinghama? Co kryje się w sprawie Nieodgadnionego? Zdarzenia sprzed dziesięcioleci mają wpływ na to, co dzieje się tu i teraz… *

Pierwszą część przygód Stevie Bell czytałam ponad rok temu i gdy w końcu udało mi się sięgnąć po Znikający stopień to z Nieodgadnionego nie pamiętałam prawie... nic. Właściwie nawet główne elementy fabuły gdzieś mi umknęły, a o szczegółach nie było mowy. Początkowo czułam się jak dziecko we mgle. Wskoczyłam w sam środek burzliwych wydarzeń bezpośrednio połączonych z tymi, które miały miejsce w tomie pierwszym. Odnalezienie się w drugi tomie zajęło mi ponad sto stron, czyli całkiem sporo i przyznam, że całe to odnajdywanie się wcale do najmilszych nie należało. Ale jak w końcu się udało, to emocje towarzyszące mi podczas lektury diametralnie się zmieniły.


Akcja pierwszego tomu niemal całkowicie skupiała się w szkole z internatem - Akademii Elinghama, do której uczęszczały dzieci i młodzież ponadprzeciętna, wyróżniająca się na tle rówieśników umiejętnościami i zainteresowaniami. Pasją Stevie Bell jest kryminalistyka, a nastolatka marzy o tym, by w przyszłości zostać światowej sławy detektywem. Dawno temu za murami Akademii Ellinghama doszło do wstrząsających zdarzeń, które do dziś nie zostały wytłumaczone. Stevie postanawia odkryć tajemnicę morderstwa i porwań, jednak w trakcie jej pobytu w szkole z internatem mają miejsce kolejne skandale i krwawe tragedie. Śmierć ucznia i zaginięcie uczennicy wstrząsają lokalną społecznością i rodzicami. Ludzie domagają się odpowiedzi na nurtujące pytania oraz ukarania winnego - a Stevie postanawia im tego dostarczyć. Nastolatka zatraca się w tajemnicy Nieodgadnionego. Staje się ona jej pasją, ale i obsesją. 

W drugim tomie poznajemy okolicę szkoły. Pojawiają się nowi bohaterowie, którzy odegrają znaczącą rolę w trylogii. Nie brakuje (no prawie nie brakuje) również tych, których czytelnik miał okazję poznać w Nieodgadnionym, czyli oprócz głównej bohaterki - sympatyczny Nate, pełna energii złota rączka Janelle, oraz ekscentryczny David. O ile resztę szybko obdarzyłam wtórną sympatią, tak w przypadku Davida miałam problem. David był irytujący i kąśliwy niczym jamnika sąsiada. Jednocześnie przypominał piekący odcisk na stopie, który co chwile daje znać o swojej jakże niechcianej obecności. Niejednokrotnie zastanawiałam się, co autorka miała na myśli wprowadzając jego osobę do tej historii, choć przyznam, że w pierwszym tomie David sprawiał wrażenie nieco dziwacznego przystojniaka, który na łamach powieści otworzy się i pokaże prawdziwe, fajne ja. To taki zbuntowany Chuck Bass z Plotkary w drodze do autodestrukcji, postanawiający odegrać się na wszystkich za swoje mentalne skrzywienie. Tyle że Chuck miał w sobie to coś, a David... już nie. Niemniej jednak jego osoba wzbudziła we mnie wiele emocji. Głównie tych negatywnych. 


Maureen Johnson zgrabnie połączyła dwie osie czasowe - rok 1936, w którym to miały miejsce krwawe wydarzenia, oraz teraźniejszość. Sprytnie dawkowała napięcie poprzez stopniowe unoszenie rąbka tajemnicy. Zbrodnia sprzed lat odnajduje swe odzwierciedlenie w teraźniejszości. Sekret wciąż jest żywy i wciąż niebezpieczny. Otrzymujemy kilka odpowiedzi, jednak potrafią one zaskoczyć. Oczywiście autorka nie byłaby sobą, gdyby nie zarzuciła czytelnika kolejnymi pytaniami, na które odpowie nam dopiero w ostatnim tomie trylogii. Zakończenie to podręcznikowy cliffhanger. Zaskakuje, potęguje napięcie, zmusza do sięgnięcia po kontynuację. Nie wiem jak wy, ale ja na pewno przeczytam zakończenie tej intrygującej trylogii. 

* materiały wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Poradnia K! 

poniedziałek, 4 marca 2019

207. Furia, Sandra Brown

Ceniona amerykańska autorka powraca na polski rynek z gorącym kryminałem kipiącym suspensem i pasją pomiędzy dwójką głównych bohaterów. Wciąż niewyjaśniona sprawa zamachu terrorystycznego sprzed dwudziestu-pięciu lat uderza z siłą kuli armatniej, łącząc losy zupełnie obcych sobie ludzi. A to dopiero początek sieci spisków zbudowanej z kłamstw i grzechów. 


Sandra Brown (ur. 12 marca 1948) – amerykańska pisarka, autorka głównie romansów przeznaczonych dla kobiet, a także powieści kryminalnych i historycznych. Ukończyła anglistykę na Texas Christian University. początkowo pracowała jako modelka i prezenterka telewizyjna. Karierę literacką rozpoczęła pisując krótkie romanse i powieści historyczne. Używała kilku pseudonimów m.in. jako Laura Jordan i Rachel Ryan. Po sukcesie literackim zaczęła publikować pod własnym nazwiskiem. Jej utwory regularnie pojawiają się na prestiżowych listach bestsellerów w USA i innych krajach. Do najbardziej znanych jej powieści należą Francuski jedwab (1992), Szarada (1994), Świadek (1995) i Na wyłączność (1996). Łączny nakład książek Sandry Brown w 25 językach świata przekroczył 50 milionów egzemplarzy. Sandra Brown mieszka w Arlington w stanie Teksas z mężem Michaelem i dwójką dzieci. *

Dwadzieścia pięć lat temu major Franklin Trapper zyskał sławę w całym kraju. To właśnie on wyprowadził w bezpieczne miejsce garstkę osób ocalałych po ataku bombowym w jednym z hoteli w Dallas. Często udzielał wywiadów i występował publicznie. Po latach nagle zaczął unikać rozgłosu i wszelkich kontaktów z mediami. Nie zraża to jednak ambitnej dziennikarki telewizyjnej Kerry Bailey. Za wszelką cenę zamierza ona przeprowadzić wywiad z majorem. Najpierw jednak musi przekonać do tego pomysłu syna majora Johna Trappera, który jest jedyną osobą, która może ją majorowi przedstawić. John Trapper nie chce mieć nic wspólnego z ojcem, ale w końcu zgadza się pomóc Bailey. Wieczór wywiadu kończy się jednak fatalnie. Nieznani sprawcy atakują majora i dziennikarkę. Nie mogąc zaufać nikomu, w sytuacji gdy wrogowie są coraz bliżej, Bailey i Trapper łączą siły, by wytropić napastników i odkryć, kto odpowiada za zamach bombowy w Dallas. **


Furia to pierwsza książka poczytnej amerykańskiej autorki Sandry Brown, z jaką kiedykolwiek się zetknęłam. Przyznam, że nazwisko tej pani zupełnie mi gdzieś umknęło, a i w blogosferze trudno natknąć się na recenzje jej książek. Niemniej jednak, choć książka ta nie była fenomenalna, to pozwoliła mi wysunąć kilka wniosków: Sandra Brown posługuje się wyjątkowo zgrabnym piórem - pod względem stylistycznym powieść jest bardzo, ale to bardzo dobrze napisana. Autorka zabłysnęła w moich oczach również kreacją nietuzinkowych i nad wyraz wyrazistych bohaterów - swą uwagą obdarzyła nie tylko główne postaci, ale i drugoplanowe, a nawet epizodyczne. Dzięki temu czytelnik otrzymuje niebanalną i bogatą galerię charakterów. Na pozytywny odbiór czytelnika wpływa także silna, przemyślana i wiarygodna fabuła. Wydarzenia rozgrywające się w Furii spokojnie mogłoby zdarzyć się w naszym szarym i często brutalnym świecie. 

,,W naszym świecie wystarczy rzucić podejrzenie i człowiek równie dobrze mógłby być winny."


Kryminał z silnym wątkiem romantycznym to coś, po co rzadko sięgam, gdyż do tej pory nie odnalazłam w takim połączeniu nic specjalnego - z naciskiem na do tej pory, ponieważ relacja pomiędzy głównymi bohaterami jest gorąca jak ogień, a jej intensywność wcale nie przyćmiewa warstwy kryminalnej. W tej książce czuć pasję i pożądanie, oraz nutkę czegoś znacznie głębszego - od dawna skrywanego i niezbędnego uczucia: obdarzenia kogoś miłością i otrzymania tego samego. Bohaterowie niczym magnes - w zależności od sytuacji - przyciągają się i odpychają. John i Kerry uzupełniają się i idealnie do siebie pasują, choć to zupełnie odmienne charaktery. Oboje są twardzi, zdeterminowani i gotowi na poświęcenie. Kerry Bailey to sławna dziennikarka, która jako dziecko przeżyła zamach terrorystyczny na jeden z hoteli w Dallas. Straciła w nim ukochaną matkę. Jednakże Bailey nie zamknęła się w sobie - dzielnie stanęła przed światem, by prezentować ludziom jego prawdziwe oblicze. John Trapper to były agent ATF, wschodząca gwiazda agencji. Aktualnie podrzędny prywatny detektyw, którego życie wywróciło się do góry nogami. Stracił wszystko w imię prawdy, w którą nikt inny nie wierzy. To autodestrukcyjny typ, zmierzający po równi pochyłej na samo dno. Bezczelny, szorstki, nieprzewidywalny, dziki. Antyteza ideału, a jednocześnie tak jemu bliski. Trapper to zdecydowanie gwiazda tej powieści - postać, której kreacja zapiera dech w piersi. Tak skomplikowana, niejednoznaczna, pełna chemii i ludzkich słabostek. 


Zagłębiając się w fabułę, czytelnik stopniowo odkrywa obślizgłą sieć spisków zbudowanych z grzechów i ludzkich słabości. Pycha, chciwość i zazdrość wysuwają się na pierwszy plan, zmuszając odbiorcę do refleksji na temat człowieczeństwa. Nieprzewidywalne zwroty fabularne niejednokrotnie wbiły mnie w fotel, a zakończenie - cóż, w trakcie lektury w moim umyśle powstała niejedna teoria, ale to, co przygotowała Sandra Brown kompletnie mnie zaskoczyło. Furia to idealne połączenie suspensu, akcji, kryminału i romansu. Autorka rozgrzała moje serce, przyśpieszyła tętno, wprawiła moje szare komórki w ruch. 

Na samym końcu pragnę zwrócić uwagę na okładkę naszego polskiego wydania - jest fenomenalne. Zdjęcia nie oddają w całości niesamowitości szaty graficznej tej powieści. Okładka w miejscach, w których pojawia się motyw kropel deszczu pokryta jest chropowatą fakturą, która nie tylko wywołuje efekty wizualne, ale również oddziałuje na zmysł dotyku. Efekt ten jest zastosowany zarówno z przodu, jak i z tyłu. 

* wikipedia
** opis wydawcy


Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Edipresse Książki!
 




poniedziałek, 26 listopada 2018

185. Nie całkiem białe Boże Narodzenie, Magdalena Knedler

Aktualnie rynek wydawniczy przeżywa zatrzęsienie świątecznych książek, na które niemalże codziennie gdzieś się napotykam. Spośród tak wielu intrygujących pozycji ciężko wyłonić te, które naprawdę warto przeczytać. Obyczajówki i romanse to najczęstsze gatunki wykorzystywane podczas Świąt - ale co ze świątecznymi kryminałami? Dzisiaj zaprezentuję wam powieść Magdaleny Knedler pod tytułem Nie całkiem białe Boże Narodzenie. 

Magdalena Knedler – polska pisarka powieści obyczajowych i kryminalnych. Recenzentka i redaktorka współpracująca z portalami kulturalno-informacyjnymi. Laureatka nagrody EMOCJE 2017 w kategorii „literatura” za powieści pt. Dziewczyna z daleka, Klamki i dzwonki, a także trylogię Nic oprócz…. Członkini Wrocławskiego Oddziału Stowarzyszenia Autorów Polskich. Prywatnie miłośniczka kuchni wegetariańskiej. Mieszka i pracuje we Wrocławiu. Zadebiutowała w 2015 roku powieścią Pan Darcy nie żyje, za którą otrzymała nominację w kategorii „debiut” do nagrody EMOCJE 2015 – przyznawanej przez Radio Wrocław Kultura za najciekawsze lokalne wydarzenie kulturalne roku – oraz nominację do nagrody WARTO 2016 w kategorii „literatura”, przyznawanej przez wrocławską „Gazetę Wyborczą”. Od tego czasu wydała kilka kolejnych książek, balansując pomiędzy estetyką kryminału a powieścią obyczajową. *

Zagubiony w lesie pensjonat Mścigniew tuż przed świętami Bożego Narodzenia wypełnia się z pozoru zwyczajnymi gośćmi, z których każdy ma niebagatelne powody, by spędzić ten czas właśnie tam – w spokoju i w oddaleniu od zgiełku codzienności. Kiedy więc pewnego poranka amatorka nordic walkingu, Olga Mierzwińska, przed wyjściem na trening odkrywa w wannie trupa, nikt nie jest zadowolony, a najmniej właściciel, który staje na głowie, by zatrzymać gości w pensjonacie. Policja początkowo uznaje sprawę za wypadek. Jednak kiedy ta sama dziewczyna znajduje podczas spaceru kolejne zwłoki, sytuacja staje się poważna i do akcji postanawia wkroczyć detektyw Romanowski – amator krówek ciągutek i ekstrawaganckich krawatów. **

Gdy książka Magdaleny Knedler wpadła w moje ręce, wprost nie mogłam się na nią napatrzeć. Nie całkiem białe Boże Narodzenie posiada jedną z najpiękniejszych i najciekawszych okładek, jakie miałam okazję zobaczyć. Uwielbiam Święta, a co za tym idzie - uwielbiam motywy świąteczne. Tutaj ów motyw został przedstawiony w pozornie klasyczny sposób - lecz gdy tylko się przyjrzymy,  pomiędzy śnieżynkami i reniferami można dostrzec trupie czaszki. Grzbiet książki utrzymany jest w jednolitej kolorystyce, dzięki czemu egzemplarz na półce prezentuje się schludnie i elegancko. Historię otwiera wstrząsające odkrycie jednego z gości pensjonatu Mścigniew - Olgi Mierzwińskiej, która w powieści Knedler pełni rolę głównej bohaterki, lub też jednej z pośród dwóch głównych bohaterów. Autorka zastosowała narrację trzecioosobową, a o bohaterach dowiadujemy się tylko i wyłącznie dzięki śledztwu i prowadzonym rozmowom. Narrator nie zdradza żadnych oznak swojej obecności - jest bezosobowy i niemy. Akcja powieści rozpoczyna się dwudziestego grudnia, a kończy pięć dni później, jednakże kulminacja wydarzeń ma miejsce w wieczór wigilijny. Dwudziesty piąty grudnia stanowi, tzw. poakcję. Knedler z dokładnością opisała miejsce wydarzeń - pensjonat położony głęboko w lesie wpływa na wyobraźnię czytelnika, dodaje uroku oraz klimatu tejże historii. Bardzo lubię, gdy akcja powieści osadzona jest w trudno-dostępnym miejscu oraz skupia się na niewielkim gronie osób. Dzięki temu mamy okazję bardzo dokładnie przyjrzeć się każdemu szczegółowi oraz dogłębnie poznać bohaterów. Początkowo każda z postaci niczym się nie wyróżnia - każdy z nich mało o osobie mówi, raczej nikt nie chce celowo zwracać na siebie uwagi. Niektóre osoby od razu rzucają się w oczy - na przykład Potoccy, inne pełni rolę niemalże tła wydarzeń. Olga chcąc nie chcąc, tę uwagę już na siebie zwróciła - bo przecież to ona była szczęściarą, która odkryła dwie przedświąteczne niespodzianki. 

"Kiedy patrzysz na drugiego człowieka, nigdy tak do końca nie wiesz, co może zrobić, co naprawdę o tobie myśli i co zamierza".

Magdalena Knedler w swej powieści umieściła świąteczny klimat w cudownym i magicznym wydaniu, lecz pośród kolęd, pierniczków, świecących choinek umieściła... trupa. A nawet dwa. To zdecydowanie wyróżnia Nie całkiem białe Boże Narodzenie od innych, świątecznych pozycji literackich, bowiem znacznie więcej tu czerwieni... lepkiej, gęstej i o nieprzyjemnym, metalicznym zapachu. Pozornie uroczy i klimatyczny pensjonat szybko traci swój magiczny urok, a zastępuje go aura tajemnicy. Morderca najprawdopodobniej znajduje się pośród gości, lecz ewidentnie brakuje motywu. Kluczowa okazuje się przeszłość przyjezdnych, jednakże czas ucieka, a każdy z nich może wyjechać w każdej chwili. 


Autorka w swej książce niejednokrotnie odnosi się do twórczości Agathy Christie - już na odwrocie książki z łatwością można doszukać się cytatu autorstwa tej bestsellerowej autorki. Ów cytat oczywiście nie jest przypadkowy. Pomimo gęstej atmosfery, Knedler nie rezygnuje z humoru. Całość utrzymana jest w lekkim stylu. Ogromną rolę mają tutaj wypowiedzi bohaterów. Dodatkowo autorka podrzuca czytelnikowi drobne wskazówki - przyznam, że tożsamość mordercy odkryłam gdzieś w okolicach 320 strony, jednakże z przyjemnością czytałam dalej. Brakowało mi tutaj dynamiczności, żwawej akcji oraz zwrotów fabularnych, które wywróciłyby wszystko do górny nogami. Było spokojnie, miejscami wręcz zbyt spokojnie. Podsumowując, Nie całkiem białe Boże Narodzenie stanowiło całkiem przyjemną, relaksującą powieść, przy której nawet dobrze się bawiłam - lecz nie było to nic specjalnego. To dobra książka na jesienne lub zimowo-świąteczne dni, a szczególnie wieczory. Bardzo spodobało mi się skonfrontowanie Bożego Narodzenia z morderstwem. Ciekawy pomysł. 

* wikipedia
** opis wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Novae Res!

czwartek, 1 listopada 2018

178. Kiedy ciebie nie ma, Lisa Jewell

Listopad rozpoczynam od październikowej nowości od wydawnictwa Edipresse. Na polskim rynku wydawniczym znajduje się już kilka powieści autorstwa Lisy Jewell, m.in. Zanim cię poznałam lub Po imprezie. To całkiem poczytna pisarka, której twórczość zaliczana jest do chick lit fiction. Książka, którą zaprezentuję wam w dzisiejszej recenzji stanowi moje pierwsze spotkanie z Lisą Jewell. 

Lisa Jewell (ur. 19 lipca 1968 r. w Londynie) – brytyjska pisarka. Jako młoda dziewczyna, uczęszczała do katolickiej szkoły św. Michała w Finchley. Przez jakiś czas zajmowała się modą. Jej kariera, jako pisarki rozpoczęła się, gdy znajomy poprosił ją o napisanie trzech rozdziałów powieści, w zamian za to zaprosił ją na kolację do ulubionej restauracji. Te trzy rozdziały, zostały wykorzystane w książce, która później stała się bestsellerem. Mieszka w Londynie, z mężem i dwiema córkami. *

Miała piętnaście lat i była ukochaną córką swojej matki. Miała przed sobą całe życie. I nagle, w mgnieniu oka, Ellie zniknęła. Po dziesięciu latach Laurel wciąż nie straciła nadziei, że znajdzie Ellie. I wtedy spotyka czarującego, charyzmatycznego nieznajomego, który robi na niej piorunujące wrażenie. Jednak naprawdę zapiera jej dech, kiedy poznaje jego dziewięcioletnią córkę. Bo jego córka jest obrazem Ellie. Wszystkie pytania bez odpowiedzi, które nie dawały Laurel spokoju, teraz odżywają. Co naprawdę stało się z Ellie? I kto nadal ma coś do ukrycia? **

Rozpoczynając lekturę powieści Kiedy ciebie nie ma byłam na olbrzymim książkowym kacu po poprzedniej książce. W ostatnim czasie nie miałam okazji sięgnąć po thriller, tak więc pozycja, która wpadła w moje ręce dzięki uprzejmości wydawnictwa Edipresse, była miłą odmianą. Już podczas lektury pierwszego rozdziału dostrzegłam lekkość historii znajdującej się na kartach tejże powieści. Autorka posługuje się swobodnym, niezobowiązującym piórem, które nie wymaga od czytelnika wyjątkowego zaangażowania. Brytyjka sięgnęła po klasyczną fabułę, którą rozwinęła na swój sposób. Rodzina Macków nie wyróżnia się niczym specjalnym. Członkowie tej rodziny prowadzą zwyczajne, stereotypowe życie, lecz ich dotychczasowy spokój burzy zaginięcie najmłodszego dziecka. Ellie dosłownie rozpływa się w powietrzu. Nikt nie potrafi wytłumaczyć, co stało się z nastolatką. Wydarzenie to odciska niezmywalne piętno na wszystkich członkach rodziny, czyniąc ją dysfunkcyjną - rozbitą. 

Lisa Jewell w swej najnowszej powieści skupia się na przeżyciach matki zaginionej - Laurel Mack. Bezimienny narrator śledzi poczynania kobiety, zaglądając w głąb jej rozszarpanej duszy. Po tragedii, która miała miejsce kilka lat temu, kobieta nie potrafi się pozbierać. Laurel żyje nadzieją, że Ellie jakimś cudem się odnajdzie - pewnego dnia po prostu zapuka do jej drzwi, a wszystko wróci do normy. Lecz wkrótce owa nadzieja zostaje zdeptana przez niezaprzeczalne fakty - jej dziecko już nigdy nie wróci. Zniknęło, przepadło, rozpłynęło się. 

,,Jeśli nie możesz czegoś zobaczyć, to znaczy, że to nie istnieje."

Kiedy ciebie nie ma posiada całkiem intrygującą formę. Mamy tutaj dwa rodzaje narracji, pierwszoosobową oraz trzecioosobową, która zagląda w umysł kluczowej postaci. Liczne retrospekcje oraz komentarze bezimiennego narratora pozwalają czytelnikowi dogłębnie przyjrzeć się sprawie zaginięcia nastolatki, jak i samej nastolatce. Autorka niejeden raz zwraca uwagę na siłę przypadku. Stworzona przez nią historia jest mroczna i ponura - przedstawia cierpienie rodzica po utracie dziecka oraz wpływ tak wstrząsającego wydarzenia na całą rodzinę. Kreacja bohaterów również zasługuje na uwagę - realistyczne postaci, pokręcone umysły, emocje i uczucia, które wręcz można dotknąć, fizycznie poczuć. Gęsta atmosfera i autentyczność zdecydowanie opowiadają się po stronie tejże powieści. Na początku czytelnik ma wrażenie, że Jewell podaje mu wszystko na tacy - ale nie dajcie się zmylić temu sprytnemu ruchowi ze strony autorki, bowiem rozwój wydarzeń potrafi zaskoczyć i wywołać wiele emocji. Nie da się ukryć, że niekiedy powieść jest przewidywalna, ale wciąż intryguje i szokuje - zagląda w pokręcone umysły, odkrywa kolejną warstwę spaczenia psychiki. 


Wolny rozwój wydarzeń oraz koncentracja na psychologicznych aspektach postępowania bohaterów wyraźnie sugerują czytelnikowi, że nie ma on do czynienia ze zwykłym thrillerem, lecz jego podgatunkiem: thrillerem psychologicznym. Autorka zwraca uwagę na to, że to właśnie niewiedza boli najmocniej, nie pozwala ruszyć na przód, a prawda, choć bolesna i trudna do przełknięcia wyzwala. Kiedy ciebie nie ma to pozornie lekki, niezobowiązujący thriller na jeden wieczór, którego zakończenie potrafi wstrząsnąć czytelnikiem oraz zmusić do refleksji na temat siły przypadku. Ile razy otarliśmy się o śmierć, zupełnie o tym nie wiedząc? Ile razy nagle skręciliśmy na drodze ku tragedii, ratując siebie lub bliską osobę, lub wręcz przeciwnie - wpadając prosto w jej sidła? Czy to naprawdę my decydujemy o naszym losie?  

* wikipedia
** opis wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Edipresse Książki!
 

niedziela, 12 sierpnia 2018

150. Łzy Mai, Martyna Raduchowska

Po lekturze Szamanki od umarlaków i Demona Luster wyrobiłam sobie zdanie na temat pióra Martyny Raduchowskiej - uznałam je za bardzo dobre i myliłam się, ponieważ jest... wspaniałe! Jak zapewne już się domyślacie, ta recenzja będzie aż ociekała ochami i achami, na które serdecznie was zapraszam. 

Martyna Raduchowska urodziła się w 1987 roku we Wrocławiu, z którym jest związana również sercem. Aktualnie mieszka w Warszawie. Ukończyła psychologię i kryminologię na Uniwersytecie Aberystwyth, neurobiologię poznawczą na Uniwersytecie York oraz psychologię śledczą - Uniwersystet SWPS. Z zamiłowaniem profiluje osoby zaginione i sprawców zbrodni, oraz zgłębia tajniki ludzkiego mózgu. W literackim świecie porusza się w sferze fantastyki. Napisała kilka opowiadań, powieści urban fantasy: Szamanka od umarlaków (2011), Demon Luster (2014) oraz cyberpunkowy kryminał Łzy Mai (2015),  za który otrzymała Nagrodę Literacką Kwazar. Pisze i pracuje jako scenarzystka w studiu CD PROJEKT RED. 

W New Horizon androidy nie śnią o elektrycznych owcach. 
One marzą o reinforsynie. 

W latach 30. XXI wieku technologia jest wszechobecna. Sztuczne organy, implanty, domózgowe wszczepy – ludzkie ciało i umysł można upgrade’ować wedle uznania. Jeżeli oczywiście kogoś na to stać. Biednym pozostaje jedynie reinforsyna. Dla ludzi to geniusz w pigułce. Dla androidów zaś – szansa na odczuwanie emocji. Nie wszyscy są entuzjastami technologii. Na pewno nie Jared Quinn, porucznik wydziału zabójstw. Na pewno nie po Buncie, w trakcie którego zdradziła go jego własna replikantka, Maya. Gdy wraca do pracy w policji, ma zasadę: żadnych cyborgów, żadnych androidów. Nie w jego zespole. Tymczasem po New Horizon grasuje zabójca nieuchwytny dla policyjnych systemów. Dla Quinna to jak wygrana na loterii – powrót do tradycyjnych metod śledczych. Ofiarą jest młoda kobieta. Widział ją już. W swoich koszmarach. Czyżby to on był mordercą?


Łzy Mai to cyberpunkowy kryminał, który miał swoją premierę w 2015 roku pod tytułem Czarne światła: Łzy Mai a wydany został przez Fabrykę Słów. 4 lipca, czyli całkiem niedawno, wydawnictwo Uroboros wypuściło na rynek wznowienie powieści w przepięknej oprawie graficznej. Łzy Mai to zaledwie początek, wstęp do najnowszej powieści Raduchowskiej - Spektrum, która ukaże się w IV kwartale 2018 roku. W Szamance od umarlaków miałam okazję poznać pióro Martyny Raduchowskiej - zabawne, swobodne w formie, wyraziste. Łzy Mai prezentują zupełnie inne oblicze jej warsztatu - mroczne i tajemnicze. Zawartość książki bardzo mnie zaskoczyła, ponieważ sądziłam, że główną bohaterką będzie tytułowa Maya, replikantka, a tymczasem głównym bohaterem jest porucznik Jared Quinn, który jako jedyny przeżył masakrę w siedzibie firmy Beyond Industries. Mężczyzna przeżył dzięki wysokorozwiniętej technologii, która została zamontowana w jego organizmie. Quinn to człowiek walczący z własną traumą, pełen niepewności i lęków, które kryje głęboko w sobie. Niewielu wpuszcza do swojego świata, bowiem poznał smak zdrady zarówno ze strony żony, jak i byłej partnerki w wydziale zabójstw, tytułowej Mai. Maya z prawej ręki porucznika Jareda Quinna stała się jego nemezis - przekleństwem, nieobecnym wrogiem. 

Jeśli udajesz kogoś, kim nie jesteś, to znaczy, że masz coś do ukrycia i nie kierują Tobą uczciwe zamiary.


Od pierwszego rozdziału czuć wyraźny i mroczny klimat suspensu, niedopowiedzeń. Czytelnik, podobnie jak Jared Quinn, błądzi, szuka odpowiedzi na nurtujące go pytania. Wypatruje w tłumie wielkiej nieobecnej: Mai. Kilkakrotnie zerkałam na okładkę sprawdzając nazwisko autora - byłam i wciąż jestem zafascynowana metamorfozą pióra Martyny Raduchowskiej. Moi drodzy, jeżeli czytaliście Szamankę od umarlaków i planujecie sięgnąć po Łzy Mai, do czego każdego z was gorąco zachęcam, to przygotujcie się na nie mały szok, ponieważ Raduchowska w swoim cyberpunkowym kryminale pokazała zupełnie inne oblicze swych umiejętności. Jak zwykle zostałam zauroczona pomysłowością i niezwykle plastycznym piórem, oraz niesamowicie polubiłam porucznika Jareda Quinna. Bardziej lubię książki, w których głównym bohaterem jest kobieta (zupełnie nie wiem dlaczego), przez co nieco obawiałam się męskiego przewodnika po futurystycznym świecie, ale Quinn przerósł moje oczekiwania. Jest to postać niezwykle wyrazista, stworzona z rozmysłem i z pomysłem, nieszablonowa, pełna tajemnic. Wprost nie mogłam się doczekać poznania tytułowej Mai - przez całą książkę czułam jej obecność nawet pomimo tego, że fizycznie w książce nie była obecna. 


Świat Łez Mai pomimo wszechobecnej wysokorozwiniętej technologii ma mocne korzenie w rzeczywistości, która nas otacza. Technologia, jaką operują mieszkańcy futurystycznego miasta New Horizon powstała w oparciu o naukowe przesłanki, dzisiejsze innowacje i prototypy. Nie są to gadżety i urządzenia z kosmosu, lecz rzeczy, które być może za kilkanaście lat będą dostępne na naszym rynku. Martyna Raduchowska zanim zabrała się za pisanie, poświęciła sporo czasu na przygotowanie się do stworzenia futurystycznej wizji świata, przeprowadzając imponujący research. Pracę, jaką autorka włożyła w powstanie tej książki widać na każdej stronie. Nagroda literacka Kwazar, jaką został wyróżniony cyberpunkowy kryminał jest jak najbardziej zasłużona. Autorka stworzyła świat rządzący się naszymi zasadami, między innymi: kto bogatemu zabroni. Futurystyczne uniwersum, w którym ludzie i cyborgi żyją obok siebie. Niestety, wysokorozwinięta technologia zaczyna przejmować kontrolę nad stwórcą, buntować się - walczyć o prawo do człowieczeństwa, do emocji. Cyborg nie chce tylko być stworzony na wzór człowieka. On chce być człowiekiem.

,,...zdolna do uczuć przestanę racjonalnie myśleć. Zacznę kłamać i kwestionować rozkazy. Stanę się zbyt nieprzewidywalna, omylna, nieposłuszna. Zbyt ludzka. Zaprojektowaliście mnie, bym jak najlepiej przypominała człowieka, sprawiliście, bym niczego nie pragnęła bardziej, a jednocześnie odmawiacie mi jedynej rzeczy, która może uczynić mnie jedną z was."

Łzy Mai to książka, która kompletnie mnie zaskoczyła. Nie sądziłam, że Raduchowska w cyberpunkowej, futurystycznej odsłonie tak bardzo mi się spodoba. Z niecierpliwością czekam na drugi tom serii Czarne światła, tuląc do siebie Łzy Mai. Spektrum na rynku pojawi się wczesną jesienią, także kolejny raz zachęcam was do sięgnięcia po tę książkę! 10/10 - majstersztyk! 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Uroboros!