Dzięki wydawnictwu Replika udało mi się powrócić do magicznego świata Czterech Krain. Tym razem w moje łapki wpadły Kamienie Elfów Shannary w cudnej, filmowej okładce. Szczerze mówiąc, to właśnie tę część chciałam przeczytać najbardziej - bo elfy. Tak mało spotykam ich w literaturze, że byłam wprost wniebowzięta, gdy otrzymałam paczkę z tą książką. Pewnie część z Was wie, że jakoś na początku tego roku miałam okazję zrecenzować trzecią część trylogii Kroniki Shannary, czyli Pieśń Shannary. Jak się okazało - na szczęście - fabuła tej książki nie wymagała znajomości poprzednich tomów.
Gdy starożytne drzewo Ellcrys zaczyna umierać, siły zła znajdują sposób by powrócić na ziemię...
Dawno, dawno temu - jeszcze przed Wielkimi Wojnami na świecie istniały magiczne istoty dysponujące niewyobrażalną mocą. Tak samo jak ludzie, dzieliły się one na dobre i złe. Dobre - skryte w lasach, będące ich naturalnym środowiskiem, dbały o naturę i biernie przyglądały się temu, co wokół się dzieje; nie widziały zagrożenia w ludziach - gatunku słabym, lecz szybko powiększającym swą liczebność. Zastraszająco szybki rozwój nieznanej i nierozumianej technologii oraz stopniowe wyniszczanie naturalnego środowiska ze pchały magiczne istoty wgłąb lasów oraz w większości przypadków zmusiły do opuszczenia zamieszkany terenów. Wkrótce populacja ludzka i żądza władzy doprowadziła do Wielkich Wojen, które spowodowały powstanie czterech głównych ras: ludzi, krasnoludów, trolli i gnomów. Gdy ludzie toczyli walki między sobą i wzajemnie się wyniszczali, wcześniej wspomniane magiczne istoty walczyły o przetrwanie Czterech Krain. Walczyły z czystym złem. Dobrym istotom udało się pokonać zło, a raczej unieszkodliwić poprzez zamknięcie w pustej przestrzeni poza znanym im światem. Zło nie mogło opuścić ów pustki, gdyż blokował ich Zakaz stworzony poprzez Ellcrys - drzewo zrodzone z mocy dobrych magicznych istot, których potomkami były elfy. I tak też świat funkcjonował w pozornym spokoju przez wiele, wiele lat - aż do momentu, gdy starożytne drzewo zaczęło obumierać, a Zakaz machinalnie tracił swą moc. W ścianie oddzielającym zło od świata Czterech Krain zaczęły tworzyć się pęknięcia, a poprzez te pęknięcia wyślizgiwały się mroczne, pełne nienawiści twory...
I po raz kolejny potrzebujemy odważnego śmiałka, który poświęci własne życie, by ratować świat; właściwie nie wiem, czy mogę tu napisać po raz kolejny - bo pod względem chronologii Pieśń Shannary jest później - ale właśnie to sobie pomyślałam, gdy zaczęłam lekturę Kamieni Elfów Shannary. Troszkę się wystraszyłam, że Terry Brooks zaserwuje mi identyczną historię, ale na szczęście tak się nie stało. Kamienie Elfów Shannary to złożona, wielowątkowa powieść. Autor z jednej strony skupia się na losach ów śmiałków - młodego uzdrowiciela Wila Ohmsforda, którego poznałam już wcześniej oraz pół-elfki Amberle, oboje zostali zrzeszeni przez druida Allanona, aby zanieść nasionko Ellcrys do tajemniczego Safehold; a z drugiej prezentuje czytelnikom społeczeństwo elfów i losy rodziny rządzącej. Byłam bardzo ciekawa sposobu, w jakim zostały tutaj przedstawione elfy - autor nie uciekł od ogólnie przyjętej reguły - wysokie, smukłe, długowłose, posiadające spiczaste uszy postaci, zwinnie posługujące się przede wszystkim łukiem. Po raz kolejny muszę pochwalić autora za różnorodne charaktery - zdecydowanie budowanie osobowości należy do mocnej strony warsztatu Brooksa.
,,Rany na ciele można uleczyć, ale co z poranioną duszą i umysłem?"
W tej części zagłębiamy się w historię Czterech Krain. Autor skonstruował uniwersum posiadające przysłowiowe ręce i nogi. Pojawia się wiele nowych bohaterów, których można podzielić na pozytywnych i negatywnych. Pojawiają się tajemniczy Wędrowcy, prowadzący koczowniczy tryb życia, a cały swój majątek i dom mieli przy sobie. Prócz tego poznajemy Wolnych Strzelców - swobodną armię elfów, którzy zostawili często mroczną przeszłość za sobą, by swą przyszłość oddać w ręce śmierci, idąc zawsze na pierwszy ogień podczas walki. Ich historia zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Tutaj daję wielkiego plusa autorowi.
Wil Ohmsford, półelf wybrany przez ostatniego druida to postać czołowa Kamieni Elfów Shannary. Kolejny ze swojego rodu pełni kluczową rolę w zachowaniu równowagi na świecie. Jest z nami niemal od samego początku. Wykazuje się on niezwykłą dobrocią serca, odwagą i skłonnością do poświęceń - niestety, brak mu wiary w siebie i to często go hamuje. Amberle Elessedil to Wybrana, która porzuciła swój obowiązek, rodzinę i naród. Szczerze mówiąc, nie pałałam do niej sympatią. Przez większość powieści użalała się nad sobą i wycierała nos w rękaw. To właśnie na barki tej pary spadł obowiązek ocalenia Ellcrys, a co się z tym wiązało - świata Czterech Krain. Powoli oglądaliśmy ich transformację z przypadkowych ludzi w prawdziwych bohaterów, jednak czy udało im się ocalić świat od hordy demonów?
Kamienie Elfów Shannary podobały mi się nawet bardziej niż Pieśń Shannary. Druga część tej trylogii jest po prostu niesamowita - przenosi czytelnika daleko poza bariery codziennego świata; wciąga, wywołuje silne emocje. Terry Brooks tworzy fantastykę z wyżej półki.
Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Replika!
~*~
Miecz Shannary ~ Kamienie Elfów Shannary ~ Pieśń Shannary











