Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 grudnia 2019

269. Listy do A. Mieszka z nami Alzheimer, Anna Sakowicz

Poruszająca lektura pisana z perspektywy dziecka, dotycząca kwestii śmierci, pożegnania się z bliską osobą, a także wpływu choroby na człowieka oraz jego rodzinę. Listy do A. Mieszka z nami Alzheimer to książka napisana przez autorkę raczej nieznaną, lecz historię Anielki i jej babci spokojnie można postawić obok Oskara i pani Róży Erica Emmanuela Schmitta, czy mojej ukochanej Dziewczyny z pomarańczami Josteina Gaardera. Mocna, autentyczna, ale i niezwykle wzruszająca. 

Anna Sakowicz to urodzona w 1972 roku absolwentka filologii polskiej, filozofii i edukacji filozoficznej na Uniwersytecie Szczecińskim oraz edytorstwa współczesnego na Uniwersytecie im. kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Uwielbia wędrówki po meandrach literatury, czarny humor oraz zabawę konwencją literacką. Mieszka w Starogardzie Gdańskim. Publikowała artykuły w prasie pedagogicznej. Prowadzi dwa blogi: www.kuradomowa.blogujaca.pl i www.anna-sakowicz.blog.pl. Jeden z jej postów został nagrodzony w konkursie przez Onet.pl i Ambasadę Szwajcarii. * Autorka literatury dziecięcej, obyczajowej, a także romansów. 

Nieproszony lokator wywraca do góry nogami życie rodziny. Do domu Anielki, jej siostry, rodziców i babci wprowadza się Alzheimer. To on sprawia, że babcia staje się zapominalska, myli imiona, nie poznaje domowników i nie radzi sobie z codziennymi czynnościami. Anielka nie lubi pana A., jak go nazywa. Pisze do niego listy i nakłania, żeby wyprowadził się od babci. Wtedy wszystko będzie w porządku. Babcia wyzdrowieje. Czy na pewno? **

Choroba bliskiej osoby to temat, który od dawna spędza mi sen z powiek. Wizja, że ktoś z moich ukochanych mógłby zachorować na śmiertelną chorobę wywraca mój żołądek do góry nogami. Myślę, że na taki cios nie da się przygotować w żaden sposób, a tym bardziej zrozumieć okrutność losu i całkowicie się z nim pogodzić. Można powiedzieć, że Anna Sakowicz postanowiła poruszyć kwestię nieco niewygodną i niemodną - bo kto chce czytać o śmierci i pożegnaniu, kiedy życie winno polegać na samych przyjemnościach? Wbrew aktualnej modzie Sakowicz sięga po temat tabu i bezlitośnie chwyta czytelnika za serce. 

Życie małej Anielki wywraca się do góry nogami, gdy wraz z babcią do jej domu wprowadza się niejaki pan A. - złośliwy jegomość, który burzy spokój rodziny i wszystkich doprowadza do łez. Straszy babcie, złości mamę, wkłada buty do lodówki, a w dodatku za wszystko obwinia staruszkę! Anielka nie wie kim tak naprawdę jest pan A., ale jedno jest pewne - musi szybko wynieść się z ich domu! 

Główną bohaterką oraz narratorką historii jest Aniela, kilkuletnia dziewczynka. Z kolei ta niewielka, 136-stronicowa książka jest zbiorem jej listów do pana A., czyli - jak łatwo można się domyślić - Alzheimera. Początkowo dziewczynka chorobę postrzega jako niewidzialną osobę, która uwzięła się na jej babcię. Nieproszonego gościa, burzyciela i intruza. Anielka w listach obrazuje sytuację swojej rodziny; to jak Alzheimer wpływa nie tylko na swą ofiarę, ale i bliskie jej osoby. Szczególnie w serce i pamięć zapadła mi mama Anielki, a córka babci, która tę tragedię zniosła najgorzej - w końcu patrzyła na swą mamę, niegdyś jej opiekunkę, osobę przy której się wychowała. Teraz bezbronnego człowieka, przypominającego bardziej dziecko niż dorosłego. Nie wyobrażam sobie równie bolesnego widoku...

,,Złe rzeczy zdarzają się tylko w filmach''. 

Listy do A. Mieszka z nami Alzheimer to historia oparta na osobistych przeżyciach autorki, której pan A. powoli zabiera mamę - kawałek po kawałku, wspomnienie po wspomnieniu. Książka ta jest swego rodzaju pogodzeniem się z rzeczywistością. To niezwykle smutna historia przedstawiona w lekki, a czasem nawet zabawy sposób. Jednak w tym przypadku uśmiechowi towarzyszą łzy i ból promieniujący prosto z serca. Podziwiam autorkę za odwagę i siłę, dzięki którym napisała tę książkę i zmierzyła się z własnym cierpieniem. Mam nadzieję, że każdy z was sięgnie po historię Anielki i jej babci Tosi. Naprawdę warto, a nawet trzeba to zrobić. 

Ciekawa koncepcja, wartościowa treść okraszona intrygującymi ilustracjami autorstwa Ewy Beniak-Haremskiej. W środku na czytelnika nie czekają białe strony, lecz takie, które przypominają kartki z zeszytu. W końcu są to listy dziewczynki - zapewne pisane na kartkach brudnopisu. Na końcu książeczki odbiorca ma okazję dowiedzieć się co nieco na temat choroby, jaką jest Alzheimer a także odkryć, kim był Alois Alzheimer. Listy do A. Mieszka z nami Alzheimer to książka w sam raz dla dorosłego, jak i młodszego odbiorcy. W jej lekturze odnajdziecie wielki przekaz i jeszcze większe emocje. 

* lubimy czytać
** materiały wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Poradnia K! 


niedziela, 19 maja 2019

227. Jak krople w oceanie, Ava Dellaira

Druga książka autorki bestsellerowej powieści Kochani, dlaczego się poddaliście?. Poruszająca, refleksyjna, wymagająca zaangażowania ze strony czytelnika. Przyznam, że okładka książki Jak krople w oceanie już w mailu od wydawnictwa niesamowicie mnie zauroczyła - jednakże egzemplarz fizyczny prezentuje się o niebo lepiej. Błękit, delikatna zieleń oraz turkus przyozdobiony eleganckimi złoceniami budzą pozytywne emocje, uspokajają i zachęcają do sięgnięcia po lekturę. Nic więc dziwnego, że gdy tylko znalazłam tę powieść w paczce, od razu po nią sięgnęłam. 

Ava Dellaira urodziła się w Los Angeles i wychowała w Albuquerque (Nowy Meksyk). Pisze w łóżku, sąsiedzkim barze kawowym, a nawet w garderobie. Kiedy nie pisze i nie myśli o pisaniu, uwielbia spędzać czas na plaży. Prócz tego kocha czytać, chodzić po górach, gotować, oglądać telewizję i uprawiać jogę. Autorka Kochani, dlaczego się poddaliście?. Powieść Jak krople w oceanie jest jej drugim dziełem.

Siedemnastoletnia Angie widzi w swojej matce przede wszystkim ciężko pracującą, zamkniętą w sobie samotną kobietę. Zupełnie jakby zapomniała, że Marilyn też była kiedyś młoda… Kiedy Marilyn miała siedemnaście lat zakochała się w Jamesie, który został ojcem jej dziecka. Angie nigdy jednak nie zdążyła go poznać. Wie tylko, że zmarł zanim się urodziła. Gdy przypadkiem trafia na ślad brata Jamesa, w jej sercu rodzi się nadzieja: a co jeśli ojciec nadal żyje? Angie, w tajemnicy przed matką, wyrusza w podróż do Los Angeles, by wreszcie poznać prawdę o sobie i swojej rodzinie. *

,,Złe doświadczenia nie mogą być wymówką dla bezczynności."

Gdy sięgałam po tę książkę, liczyłam na raczej lekką i szybką lekturę, przy której spędzę maksymalnie dwa dni. Jednakże w ostatnim czasie w moim życiu dzieje się naprawdę bardzo wiele, co niestety skutkuje brakiem czasu wolnego. Lektura powieści Jak krople w oceanie przeciągnęła się zatem niemalże na cały tydzień, a historia bohaterów przyniosła mi... wytchnienie. Po całym dniu walki z czasem udało mi się zrelaksować, na chwilkę odciąć od rzeczywistości. A uwierzcie mi, że bardzo tego potrzebowałam. 

Akcja powieści toczy się bardzo wolno - w przypadku niemalże każdej innej książki stanowiłoby to wadę, jednak nie tutaj. Ava Dellaira mocno skupia się na warstwie psychologicznej swoich postaci. Autorka włożyła naprawdę sporo pracy w ich kreację, przechodząc od ogółu do najmniejszego detalu ich osobowości. Otrzymujemy zatem pełnokrwistych bohaterów, których odkrywamy z każdą kolejną stroną. Gdy czytelnik dociera do końca powieści, towarzyszy mu swego rodzaju pustka - smutek, ponieważ trzeba się pożegnać. Przypomina to rozstanie z dobrym przyjacielem. Osobą, którą świetnie znamy i doskonale rozumiemy. 


Ava Dellaira stworzyła dwie niesamowite i złożone bohaterki, których dzieli - dosłownie i w przenośni - siedemnaście lat. Marylin to nastolatka stojąca u wrót dorosłości. Dziewczyna marzy, aby swoje życie związać z fotografią, jednakże jej matka pragnie dla niej innego życia, lepszego, idealnego. Sylvie nie dostrzega, że Marylin nie podziela jej marzeń, nie chce być aktorką, ani modelką. Sylvie manipuluje córką, wpycha ją do idealnego, lecz tak naprawdę toksycznego świata. Nic więc dziwnego, że Marylin zaczyna jej się powoli wymykać - prosto w objęcia Jamesa, chłopaka który mieszka piętro niżej. Angie to zagubiona czarnoskóra nastolatka poszukująca swojej prawdziwej tożsamości. Odkąd pamięta zawsze była tylko ona i jej mama, do której nie jest kompletnie podobna. Angie dorastała w miłości, akceptacji i wsparciu, jednakże sama ma ogromne problemy z wyrażaniem uczuć oraz samej siebie. Nastolatka właściwie nie ma pojęcia kim tak naprawdę jest. Wyrusza więc w podróż, w której pragnie odnaleźć swoje prawdziwe pochodzenie.  

Jak krople w oceanie to historia, która budzi w czytelniku wiele silnych emocji. Choć czyta się wolno, to z zaangażowaniem, ciekawością i drżącym sercem. Naprawdę rzadko zdarza mi się płakać przy książce (uroniłam łzę przy Hopeless, It ends with us Colleen Hoover, z kolei przy Dziewczynie z pomarańczami Gaardera oraz Tam, dokąd zmierzamy B. N. Toler zalewałam się łzami), jednak pod koniec nie potrafiłam się powstrzymać od łez. Początkowo mogłoby się wydawać, że druga powieść Avy Dellairy jest zwyczajnie nuda, jednakże warto przewracać kolejne strony, poznawać losy Marylin i Angie - zakończenie w pełni wynagradza cierpliwość czytelnika, a całokształt prezentuje się cudownie. 


Dwie osie czasowe, dwie bohaterki - przeszłość i przyszłość. Miłość i strata, rodzina, własna tożsamość. Ava Dellaira porusza niełatwą tematykę, która budzi w czytelniku refleksje na temat własnej osoby, życia, czy podjętych decyzji. Podążając śladami bohaterów, odkrywamy rodzinny sekret, tragedię, która wstrząsa i doprowadza do łez. Pióro Avy Dellairy zrobiło na mnie piorunujące wrażenie - niesamowicie obrazowe i czarujące. Niejednokrotnie przeniosło mnie w zupełnie inne miejsce. Jak krople w oceanie to jedna z tych powieści, która wywołuje uśmiech na twarzy i przynosi łzy. Czytelnik ma okazję poczuć słowo pisane całym sobą. I to jest właśnie magia literatury. 

* materiały wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Jaguar!

piątek, 29 marca 2019

216. Cena pocałunku, Linda Kage

Wiosną najchętniej sięgam po lekkie historie z romansem w roli głównej - jest to idealna pora na tego typu powieści. W powietrzu wręcz czuć miłość, dlatego nie zwlekałam długo z lekturą nowości od wydawnictwa NieZwykłego. Zwłaszcza, że poprzednia książka, którą czytałam (Ciernie Nowego Orleanu Macieja Lewandowskiego) była zupełnym przeciwieństwem lekkiej lektury. Cena pocałunku jeżeli chodzi o wspomnianą już przeze mnie lekkość, to strzał w dziesiątkę - jednak jak powieść Lindy Kage prezentuje się pod innymi względami? 

Linda Kage tworzy romantyczne historie zarówno dla młodzieży, jak i dorosłych – od obyczajowych po fantastyczne. Pisze lekkim piórem, zależy jej przede wszystkim na tym, aby dostarczyć czytelnikom rozrywki i niezapomnianych emocji. *

Nie obchodzi mnie, co mówi moja kuzynka; nie jestem królową niemożliwych związków. To, że mój ostatni chłopak próbował mnie zabić i zostawił mi bliznę na szyi, a potem zmusił do przeprowadzki na drugi koniec kraju i legalnej zmiany nazwiska na Reese Randall, nie znaczy wcale… Okej, kogo ja próbuję oszukać? Jak na świeżo upieczoną studentkę college’u, mam okropne doświadczenia z facetami. Nic dziwnego, że miłość to ostatnia rzecz, o jakiej myślę, gdy w moim życiu pojawia się Mason Lowe. Ale trudno zignorować chemię między nami. Nasza więź przeczy logice. A on jest po prostu diabelsko przystojny. W jego towarzystwie bardziej niż kiedykolwiek czuję, że żyję. Lubię się nawet z nim sprzeczać. Mógłby być moją bratnią duszą… gdyby nie jeden mały problem. Jest żigolakiem. Ja to mam szczęście do chłopaków. **


Cena pocałunku to pierwszy tom wielotomowego cyklu Forbidden Men (następne części: To Professor, with Love; Be My Hero, With Every Heartbeat, A Perfect Ten, Worth It, The Girl's Got Secrets, Priceless, Consolation Prize, The Price of Mason). 

Główną bohaterką powieści jest Teresa, która przez toksyczną znajomość musiała zmienić nazwisko i opuścić rodzinne strony. Od tego momentu jest powszechnie znana jako Reese Randall. Już pierwszego dnia w Waterford County Community College jej uwagę zwraca niejaki Mason Lowe.  Niestety za chłopakiem ciągnie się zła sława - ponoć jest żigolakiem; chłopcem, który zaspokaja żądze znudzonych swymi nadzianymi i wysoko postawionymi mężami kuguarzyc. Reese to totalna gaduła obdarzona magnetyczną osobowością - jej towarzystwo to czysta przyjemność. Czytelnik bardzo szybko przekonuje się, że ma do czynienia z główną bohaterką oraz narratorką, mającą tysiąc myśli na sekundę a jej usta nigdy się nie zamykają. To zabawna, pozytywna i zakręcona dziewczyna, która nawet po traumatycznych przeżyciach potrafi czerpać z życia garściami. Jej energia szybko udziela się czytelnikowi - już po kilku stronach powieści Lindy Kage czułam, jak moje endorfiny budzą się z zimowego snu. Było mi lekko i przyjemnie, a karty historii Reese i Masona wręcz same się przewracały. 

Bohaterowie wykreowani przez Lindę Kage są niezwykle barwni, sympatyczni i autentyczni. Autorka zwyczajne, codzienne sytuacje doprawia sporą dawką humoru, ciepła i uroku, przez co książkę czyta się z błogim uśmiechem na twarzy. Dodatkowo wątek przeszłości głównej bohaterki  oraz sytuacji Masona intryguje i dodaje całości dramatyzmu, a także mocnego przekazu. Cena pocałunku to powieść idealna na spokojny wieczór z kieliszkiem wina. Relaks i oderwanie od rzeczywistości gwarantowane. 


Cena pocałunku to w sporej mierze historia słodkiej, młodzieńczej miłości.  Autorka stopniowo buduje relacje pomiędzy nastolatkami, dzięki czemu czytelnik bez problemu może dostrzec nić porozumienia, która z biegiem czasu zmienia się w prawdziwą więź. Znajomi, przyjaciele, kochankowie. Miłość, emocjonalne wsparcie, namiętność, akceptacja. Niestety romantyczny obraz burzy brutalna i nieobliczalna rzeczywistość. Bohaterowie muszą walczyć nie tylko o związek, ale również o samych siebie. Przed Reese i Masonem stoi wróg o wielu obliczach - rówieśników wytykających ich palcami, przeszłości, która nieprzerwanie daje o sobie znać; obowiązku zapewnienia rodzinie dostatecznego bytu, nawet ceną własnej godności.  

Jest lekko i przez większość książki zabawnie, co jednak wcale nie świadczy o banalności tej historii. Choć Cena pocałunku idealnie wpasowuje się w literaturę młodzieżową z miłością w roli głównej, to czytelnik ma do czynienia z zupełnie innym wymiarem romansu. Jeszcze nie czytałam powieści, w której zetknęłabym się z tematem... kuguarzyc, milfów i ich ofiar, także pod względem fabularnym pierwszy tom cyklu Forbidden Men w moim mniemaniu wypada naprawdę dobrze.  Styl autorki również wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Jest luźny, swobodny i przyjemny w odbiorze.  Właściwie tylko najbardziej pikantna scena miłosna nie przypadła mi tutaj do gustu. Niemniej jednak łatwo zatracić się w tej historii i szczerze polubić bohaterów. Powieść Lindy Kage rozgrzewa serce, bawi i porusza do głębi. 

* opis wydawcy
** opis wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe! 


niedziela, 6 stycznia 2019

193. Nigdy nie pozwolę ci odejść, Katy Regnery

Mroczna, pełna emocji współczesna wersja baśni braci Grimm - Jaś i Małgosia, autorstwa Katy Regnery. W zeszłym roku prezentowałam czytelnikom mojego bloga Weterana, czyli współczesny odpowiednik historii Pięknej i Bestii. 

Katy Regnery to amerykańska autorka książek, które uzyskały tytuły bestsellerów. Rozpoczęła swoją karierę literacką od zapisania się na kurs kreatywnego pisania w styczniu 2012 roku - od tego czasu nie potrafi przestać tworzyć! W 2013 roku na rynek trafiła jej debiutancka powieść. Aktualnie Regnery ma na swoim koncie 30 książek, a większość z nich to bestsellery. Do jej dorobku zaliczamy, między innymi, serie The English Brothers, Blueberry Lane, Współczesne baśnie, w których znajdziemy, póki co, osiem książek: Weteran na podstawie baśni o Pięknej i Bestii, Nigdy nie pozwolę ci odejść (Jaś i Małgosia), Ginger's Heart (Czerwony Kapturek), Dark Sexy Knight (Legenda o Camelocie), Don't Speak (Mała Syrenka), Shear Heaven (Roszpunka), Fragments of Ash (Kopciuszek) - zagraniczna premiera zaplanowana na 1 października 2018 roku, oraz Swan Song (Brzydkie kaczątko), którego daty wydania jeszcze nie znamy. Katy Regnery, gdy tworzy, zamyka się w swoim pokoju z widokiem na las, który otacza jej dom. Mieszka z mężem, dwójką dzieci, dwoma psami i jednym kotem w stanie Connecticut.

W tej współczesnej wersji Jasia i Małgosi trzynastoletnie sieroty, Griselda i Holden, po trzech latach niewoli uciekają od porywacza i próbują przejść przez rzekę Shenandoah. Niestety, tylko jednemu z nich udaje się dotrzeć do bezpiecznego miejsca, a drugie zostaje w tyle. Dziesięć lat później chłopak Griseldy zabiera ją do podziemnego klubu, by obejrzeć nielegalne walki. Gdy Griselda nagle widzi na ringu Holdena, jej świat zostaje przewrócony do góry nogami. Gorzki żal, narastająca przez lata złość oraz fizyczne i psychiczne blizny stają na ich drodze; są niebezpieczne niczym nurt rzeki Shenandoah. Nigdy nie pozwolę ci odejść to opowieść o strachu i nadziei, o porażce i przetrwaniu oraz o dwojgu ludziach – kiedyś głęboko zranionych – którzy dowiadują się, że miłość jest jedyną rzeczą, jaka może sprawić, że znów staną się sobą. *

,,W świecie cierpienia, chaosu i obcych ludzi, ona wydawała się być znajoma. Była jak łaska w pozbawionym sensu świecie."

Na końcu 2018 roku wydawnictwo NieZwykłe wypuściło na rynek Nigdy nie pozwolę ci odejść, czyli drugą książkę z serii Współczesne baśnie. Po wcześniejszej powieści Regnery nie mogłam odpuścić sobie tej, bowiem Weteran wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie i zdecydowanie rozbudził ciekawość, co do dalszych poczynań autorki w rettelingu. Dodatkowo do sięgnięcia po tę książkę zachęcił mnie jej pierwowzór. Retelling baśni szczerzy się zarówno we współczesnej literaturze, jak i szeroko pojętej kulturze popularnej. Jednakże autorzy najchętniej sięgają po Kopciuszka (Szklany tron, Sarah J. Maas; Cinder - saga księżycowa, Marissa Meyer; Cinder i Ella, Kelly Oram), czy Piękną i Bestię (Dwór cierni i róż, Sarah J. Maas; Weteran, Katy Regnery; Bestia, Alex Flinn).  Osobiście jestem ogromną fanką serialu Once upon a time, w którym postacie z baśni zostały uwięzione we współczesnym świecie. Jaś i Małgosia to swego rodzaju powiew świeżości jeżeli chodzi o retelling w literaturze - wynika to zapewne z faktu, iż autorzy preferują baśnie o miłości pomiędzy kobietą a mężczyzną - nie rodzeństwem. 

Katy Regnery wykazała się ogromną odwagą i kreatywnością, tworząc powieść o oryginalnej fabule - daleko tu do utartych schematów, wcześniej zastosowanych strategii. Nigdy nie pozwolę ci odejść to książka dedykowana czytelnikowi, który żąda czegoś świeżego, odurzającego i unikalnego, a przy tym jest gotowy na ogromną dawkę emocji. Historia Griseldy i Holdena brutalnie wdziera się do serca i umysłu odbiorcy już od pierwszych stron. Fabuła wciąga, a mroczna i gęsta atmosfera wzmaga ciekawość. Regnery rezygnuje z przydługich wstępów - opowieść rozpoczyna się od dramatycznego wydarzenia będącego centralnym punktem historii bohaterów - katalizatorem wszystkich dalszych zdarzeń. Po takim rozpczęciu nie da się odłożyć lektury, także zabierając się za Nigdy nie pozwolę ci odejść radzę upewnić się, że w przeciągu kilku następnych godzin nie macie nic ważnego do zrobienia. 


W tym miejscu pragnę wyjaśnić dwie bardzo ważne kwestie: po pierwsze, w powieści Regnery nie pojawia się kazirodztwo. Griselda i Holden nie są rodzeństwem, lecz dwójką niespokrewnionych osób, które trafiły do tej samej rodziny zastępczej. Po drugie, skoro jest motyw porwania, to może i molestowania - na szczęście nie, choć autorka poruszyła ten temat w bardzo delikatny sposób. 

Griselda i Holden to postacie tragiczne. Ich dzieciństwo usłane było smutkiem, rozczarowaniami i traumatycznymi przeżyciami. Od zawsze towarzyszyło im poczucie odrzucenia i beznadziei - w ich świecie nie było miejsca na beztroskę, czy marzenia, a porwanie stanowiło kwintesencję ich nieszczęść. Trzy lata w niewoli odcisnęło niezmywalne piętno na Griseldzie i Holdenie. Katy Regnery postawiła przed czytelnikiem bardzo trudne pytanie - czy para ludzi, którzy wspólnie przeżyli tak traumatyczne przeżycia, są w stanie stworzyć zdrowy związek? Wydawałoby się, że dziesięć lat rozłąki potrafią zniszczyć każdy związek, jednakże amerykańska autorka w piękny i wzruszający sposób udowodniła, że prawdziwa miłość nie posiada daty ważności, a wręcz przeciwnie. Z czasem wzrasta w siłę. Holden i Griselda zarówno osobno, jak i wspólnie przeszli przez wiele trudnych sytuacji i zdarzeń, które niejedną osobę doszczętnie by załamały - i choć nie raz ich życie wisiało na włosku, to od dna odpychał ich wizerunek ukochanej osoby. 

Katy Regnery specjalizuje się w kreacji autentycznych, wręcz swojskich postaci, oraz tła wydarzeń zbudowanego na fundamencie szarej rzeczywistości (wszystkie historie z serii Współczesne baśnie mają miejsce w południowej części Stanów Zjednoczonych). Jej pióro można porównać do Mii Sheridan. 


Historia bohaterów zaskakuje i wciąga, jednakże miejscami czytelnik może odczuć swego rodzaju przesyt, który w efekcie powoduje lekkie znużenie. Losy Holdena i Griseldy spokojnie można byłoby rozdzielić na dwie części. Choć nie jestem fanką takich wyciskaczy portfeli, to w tym przypadku mogłoby to przynieść pozytywny efekt. Autorka rozważała taki manewr, ale po konsultacji z Mią Sheridan zdecydowała się na opasłą jednotomówkę - Nigdy nie pozwolę ci odejść liczy sobie niemalże pięćset stron, w których mieści się ogromny kawał historii. Cechą przewodnią są uczucia - a raczej tony uczuć, które wrażliwego czytelnika mogą zwyczajnie przytłoczyć. Współczesna wersja Jasia i Małgosi w wykonaniu Katy Regnery to swoisty wyciskacz łez

Nigdy nie pozwolę ci odejść nie jest powieścią bez wad. Pierwsze pół książki niemalże uzależnia, z kolei drugie pół zdecydowanie nie trzyma tak wysokiego poziomu. Głównym powodem jest zbędny dramatyzm i ciągłe rzucanie kłód pod nogi bohaterom. W pewnym momencie jest tego zwyczajnie za dużo, co definitywnie wpływa na ocenę całości. Poboczny powód znajduje się w zbyt dużej ilości retrospekcji i przemyśleń bohaterów, które zaburzały dynamikę akcji i wybijały czytelnika z rytmu. Dodatkowo przemyślenia te krążyły wokół... właściwie jednego tematu - a temat ten zbyt wiele razy podkreślony, tracił swą wyrazistość i siłę. Jednakże nawet pomimo tych drobnych niedoskonałości, historia Griseldy i Holdena jest... niesamowita. Podziwiam autorkę za pomysł, za rzetelne oddanie południowoamerykańskich realiów, za bohaterów z krwi i kości i... za stworzenie historii, która na pewno zapisze się w mojej pamięci. Teraz pozostało mi wyczekiwać na trzecią książkę z serii Współczesne baśnie, czyli Ginger's Heart. 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe! 

czwartek, 22 lutego 2018

97. Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy; Fiona Sussman

Jednym z celów literatury jest poszerzanie naszych horyzontów myślowych oraz przyjęcie słusznej tolerancji dla zjawisk, które dotykają ludzi na całym świecie. Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy to powieść, która zdecydowanie wpływa na czytelnika i wypełnia wspomniane wyżej zamierzenia. Dzisiejsza recenzja dotyczy powieści, która w blogosferze pojawia się rzadko, pomimo tego, iż jest wspaniała. Przygotujcie się zatem na tekst pełen pozytywnych wrażeń - ochów i achów. 

,,Jej obecność miała przypomnieć komisji, że rozpatrywane sprawy dotyczą losów ludzi, a nie serii wydarzeń i zakrwawionych dowodów, które zdążyły z czasem wyblaknąć.''

Carla i Kevin Reid prowadzą spokojne życie na farmie. W dniu rocznicy ślubu pary odwiedza ich syn Jack, który pomieszkuje w mieście, lecz za kilka lat ma wrócić i przejąć pieczę nad gospodarstwem. Rodzinny wieczór zmienia się w piekło, gdy do majątku Reidów włamuje się dwójka nastolatków, którzy niszczą wszystko, na co Reidowie pracowali całe życie. 

Ben Toroa bez skrupułów niszczy obcym ludziom życie, jednocześnie pozbawiając siebie szans na lepszą przyszłość. Dotąd życie nastolatka wypełnione było przemocą, strachem i głodem. Jeden wieczór łączy losy zupełnie obcych sobie ludzi na całe życie. 

Fiona Sussman wychowała się w Południowej Afryce. Jej dom od zawsze wypełniony był książkami, co obudziło w niej miłość do literatury. W 1989 roku przeniosła się do Nowej Zelandii zdobyła wykształcenie medyczne i rozpoczęła pracę lekarza domowego. Aktualnie mieszka w  Auckland z mężem, dwoma córkami i dwoma psami. Jest autorką książek: Shifting Colours (2014), Another's Woman Daughter (2014) oraz Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy (The Last Time We Spoke, 2016). Jej książki dotykają teorii apartheidu i jego negatywnych skutków na społeczeństwo. 

Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy to najnowsza i pierwsza powieść autorki, która pojawiła się na polskim rynku wydawniczym. Autorka włożyła w powstanie tej powieści ogrom pracy. W latach 90. ubiegłego wieku przez Nową Zelandię przeszła fala napadów na domostwa. Przemoc, walki gangów, coraz głębsza deprawacja młodzieży i wyroki na coraz to młodszej społeczności, najczęściej pochodzących z rodzin patologicznych, była na porządku dziennym. Kobieta spędziła wiele czasu na wizytach w więzieniach, rozmowach ze skazańcami, pracownikami więzienia, policjantami oraz stowarzyszeniami ofiar aby zrozumieć dokładnie temat jej książki. Przyniosło jej to słusznie przyznaną nagrodę The Ngaio Marsh Award 2017 za najlepszą powieść kryminalną w Nowej Zelandii. 

,,Kiedy człowiek nie ma na nic wpływu, musi wyrobić w sobie znieczulicę i nie przywiązywać się do miejsc ani ludzi.''

Historia opisana w powieści jest, najprościej mówiąc, poruszająca. Człowiek na swoje szczęście pracuje całe życie, powoli zmienia swe marzenia w rzeczywistość, z czcią buduje swój mały światek, gdzie bezpieczeństwo, miłość i wzajemny szacunek stanowią fundament. Niestety, wystarczy chwila, by wszystko zniszczyć, zmiażdżyć niczym kartkę papieru i wyrzucić. Carla została z niczym. Wszystko co znała i kochała - wspaniałego męża, upragnionego syna, dom i gospodarstwo, o które codziennie dbali, obróciło się w pył. Po przeszłości zostało tylko pudło zdjęć i rzeczy, którego otwarcie przynosiło falę bólu. 

Autorka postawiła na stworzenie nietuzinkowych portretów psychologicznych bohaterów. Zarówno historia Bena jak i Carli jest poruszająca, niejednoznaczna, sprzeczna z ich charakterami. I tak też poznajemy Bena - nastolatka, wychowanego i wciąż tkwiącego w patologicznej (mało powiedziane) rodzinie, który po powrocie do domu z napadu pierwsze co robi, to przebiera swą malutką siostrzyczkę. Ben nigdy nie czuł się bezpieczny, jego życie było jednym wielkim chaosem. Carla wychowała się w mieście jako córką ludzi, którzy uważali, że człowiek uczy się dzięki własnym doświadczeniom, a nie poprzez nauki pobierane w szkole. W dzieciństwie wsłuchiwała się w opowieści o strajku w 1951 roku, na własne oczy widziała skutki polityki apartheidu - była jej ofiarą. Swe życie ułożyła obok białego farmera, z którym prowadziła spokojne życie na farmie, a wcześniej uczyła w lokalnej szkole.

,,Ukrywanie się w domu nabierało sensu, gdy na dworze panował ziąb, a zdawało się dziwnie żałosne w świetle letniego słońca.''   

Nie miałam żadnego problemu z wgryzieniem się w fabułę czy styl autorki. Sussman napisała mocną powieść językiem lekkim i przystępnym w odbiorze. Głównym tematem jest człowiek i mroczne zakamarki jego duszy. To piękna powieść o przebaczeniu komuś i samemu sobie, o tym, że czasami trzeba bardzo długiego czasu, by pojąć ogrom wyrządzonej krzywdy - że aby żyć dalej trzeba zostawić przeszłość za sobą, odciąć się od niej, ale nie zapomnieć. 

Gdy zamknęłam książkę moje serce wypełniło poczucie szacunku dla Carli. Ile ta kobieta musiała mieć w sobie siły i odwagi? Kobieta po traumatycznych przeżyciach znalazła w sobie ikrę, dzięki której udało jej się stanąć na nogi, zmierzyć się z nową rzeczywistością - oraz wybaczyć. Autorce udało się również wzbudzić we mnie współczucie dla kogoś, kto za swe czyny powinien zgnić w więzieniu w zapomnieniu i odrzuceniu. Z czasem przestałam widzieć w Benie tylko oprawcę, potwora, który nie zawahał się zabić. Dostrzegłam w nim ofiarę przemocy, biedy - dziecko marginesu społecznego, dla którego agresja, strach i głód były czymś zupełnie normalnym, czymś co było obecne w jego życiu od zawsze - zagnieździło się w jego sercu i duszy niczym trucizna rozprzestrzeniająca się na wszystko czego dotknął. 

Nie jestem w stanie nic zarzucić tej książce. Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy to rewelacyjna, fenomenalna historia, której treść wrasta we mnie coraz mocniej. Najnowsza powieść Sussman podkreśla również istotność pielęgnowania kultury i historii własnego pochodzenia, gdyż bez tego człowiek się gubi, nie dostrzega oczywistości i ścieżek wytyczonych przez przodków. To nie jest zwykła powieść - lecz historia wielu ludzi, którzy przeszli przez to samo. Po przeczytaniu Ostatni raz, gdy rozmawialiśmy dedykacja Fiony Sussman nabrała sensu - Żyjącym w cieniu przemocy. 

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece! 





poniedziałek, 20 czerwca 2016

29. Hamlet, William Shakespeare

Zaraz po przeczytaniu Romea i Julii tego samego autora, wzięłam się za Hamleta, którego miałam przeczytać na egzamin (ale nie przeczytałam, niespodzianka. Przeczytałam go po egzaminie,  choć poszło mi śpiewająco - brawo dla mnie).  Nie sądziłam, że znajdę przyjemność w czytaniu dramatów, bo jak każdy człowiek, który ma za sobą szkołę średnią mam ich kilka za sobą i właściwie żadnego nie wspominam przyjemnie (choć Wesele Wyspiańskiego było całkiem w porządku). 

Romeo i Julia wywarło na mnie bardzo pozytywne wrażenie, dlatego do Hamleta podeszłam chętnie. Tym razem Shakespeare przygotował dla czytelnika coś zupełnie innego. Z upalnego, tętniącego życiem i uczuciami Rzymu przenosimy się do chłodnej, pogrążonej w żałobie Danii. Miejscem akcji dramatu jest zamek Elzynor. Historia rozpoczyna się od nagłej śmierci Króla Hamleta. Na tron wstępuje jego brat Klaudiusz, a jego żoną zostaje Gertruda, wdowa po Królu Hamlecie oraz matka głównego bohatera dramatu, Hamleta. Hamlet, cierpiący po stracie ojca, od początku wyraża niezadowolenie z tej sytuacji. Nie potrafi, jak jego matka, po utracie ukochanego ojca wrócić do dawnego życia. Jest przeciwny związku swojej matki z wujem - jest to uznawane za kazirodztwo.  

Czynnikiem sprawczym dalszych wydarzeń jest pojawienie się Ducha, który początkowo zostaje spostrzeżony przez wartowników. Następnie wartownicy nie potrafiący wyjaśnić w logiczny sposób obecności tajemniczego widziadła, wzywają Horacego - filozofa, przyjaciela Hamleta, studiującego w  Wittenberdze. To właśnie Horacy informuje Hamleta o objawiającym się na murach zamku duchu. Spotkanie z duchem uruchamia machinę, która tragicznie zakańcza dramat.  

Po przeczytaniu Hamleta ciężko określić głównego i tytułowego bohatera. Nie jest on ani złym, ani dobrym człowiekiem - na pewno jest to postać tragiczna, walcząca z samym sobą, rozważająca sens istnienia i swoich czynów. Hamlet znajduje się między młotem a kowadłem.  Dobrze wie, że jeden jego czyn uruchomi kolejny, który przyczyni się do następnych. Waha się, zastanawia, w głębi serca nie chce czynić nikomu krzywdy. 

Najmocniej w sercu zapadła mi postać Ofelii. Jest to jedyna postać dramatu, której los jest zupełnie niezasłużony. Młodziutka, niewinna dziewczyna, kochająca Hamleta. Delikatna, wrażliwa niczym kwiat.  


,,Być uczciwym w dziejach tego świata na jedno wychodzi, 
co być wybranym między tysiącami."



Czytając kolejne dzieło Szekspira utwierdziłam się w przekonaniu, że jest to autor ponadczasowy. Człowiek, który urodził się ok. 1564 roku, a którego słowa są aktualne do dziś. Hamlet to dzieło trudne, pełne sprzeczności, ale które jednocześnie czyta się szybko i łatwo - tylko końcówka mi się dłużyła. Jak w Romeo i Julii wyraźniej odczułam klimat miejsca, tak tutaj duszę bohaterów. 

ocena: 10/10
Warto znać. 


czwartek, 16 czerwca 2016

28. Romeo i Julia, William Shakespeare

Muszę przyznać sama przed sobą (oraz przed Wami), że bardzo dużo książek, które miałam okazję poznać w czasach szkolnych zostały przeze mnie kompletnie niedocenione, a kilka pominiętych. Z braku laku ostatnio sięgnęłam po Romeo i Julię. Było to spowodowane tym, iż pisałam egzamin z literatury staroangielskiej i jedną z pozycji był Hamlet, który był w tym samym tomie. Wieczorem, w drodze do domu otwarłam książkę i zaczęłam czytać, a następnego dnia ją zamknęłam. 


Ta klasyczna, wszystkim doskonale znana sztuka kompletnie mnie wciągnęła. Shakespeare mający do dyspozycji głównie dialogi i monologi (krótkie didaskalia można pominąć) przedstawił chwytającą za serce, tragiczną historię miłosną. Akcja dramatu rozgrywa się głównie we włoskim mieście, Weronie. Wyjątkiem jest 1. scena piątego aktu, gdzie autor przenosi nas do Mantui - kolejnego włoskiego miasta. Historia skupia się na dwóch bogatych, wpływowych i poważanych rodzinach, które prowadzą ze sobą konflikt: rodzinie Kapulet (Capuletti) oraz Monteki (Montecchi). Choć nie wiadomo, co było powodem konfliktu, to jest on jednocześnie tłem i czynnikiem sprawczym tragicznych wydarzeń opisanych w pięciu aktach. 


,,Czym jest nazwa? To, co zwiemy różą, pod inną nazwą równie by pachniało…"

Zarówno Romeo jak i Julia są postaciami dynamicznymi, czyli takimi, które ulegają przemianom wewnętrznym wraz z rozwojem fabuły. Romeo to początkowo niedojrzały emocjonalnie nastolatek, poświęcający czas na miłostki z nudy. Obiektem jego westchnień jest Rozalina, której poświęca monolog - niestety, nieszczery. Jego przemiana zaczyna się, gdy poznaje Julię Kapulet. Julia to niespełna czternastoletnia dziewczyn(k)a, której ewidentnie brakuje stanowczości. Jest bezkrytycznie uległa wobec swoich rodziców oraz piastunki. Daje sobą sterować, godzi się na decyzje rodziców dotyczące całego jej życia. To miłość do Romea daje jej siłę przebicia. Budzi w niej odwagę, stanowczość oraz pewność. 


Akcja Romea i Julii w bardzo szybkim tempie posuwa się do przodu. Decyzje bohaterów potrafią zaskoczyć zarówno w pozytywny, jak i negatywy  sposób. Warto pamiętać, że czas dramatu to około 1591 rok. Świat, który przedstawia nam autor nie ma prawie nic wspólnego z naszym. Choć jest on tak odległy, to wyraźnie wyczuwalny. Genialność Szekspira między innymi polega na tym, że za pomocą dialogów/monologów potrafi zbudować otaczający bohaterów świat. Nie przesadzę, gdy napiszę, że czytając Romea i Julię przeniosłam się na kilka godzin do Włoch. Początkowe dwa akty mają charakter komediowy. Wydaje się, że historia Romea i Julii zakończy się szczęśliwie. Niestety, im dalej w las, tym ciemniej. Bohaterów połączyła prawdziwa miłość, której nie sprzyja ani tradycja (konflikt rodzin), ani prawo (wygnanie), ani los.

Romeo! Czemuż ty jesteś Romeo?

Dramaty z reguły czyta się płynnie i szybko, więc polecam szczególnie tym, którym czasu brakuje (jak mnie). Zostałam wciągnięta w konflikt dwóch potężnych, włoskich rodzin i z ukrycia obserwowałam losy Romea i Julii. Majstersztyk!

ocena: 10/10