Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Albatros. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Albatros. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 lutego 2018

92. Za zamkniętymi drzwiami, B. A. Paris

Gdy Grace poznaje Jacka nie może uwierzyć, że taki mężczyzna zwrócił na nią uwagę. Jack jest idealny. Szarmancki, inteligentny, dowcipny, czuły, a w dodatku bardzo przystojny. Pracuje jako prawnik i specjalizuje się w przemocy domowej - z zapałem broni maltretowanych kobiet i do tej pory nie przegrał ani jednej sprawy. Jack szybko oświadcza się Grace. W dniu ślubu nieświadoma kobieta podpisuje istny pakt z diabłem - od teraz jej losy spoczywają w rękach człowieka, który do tej pory ukrywał przed nią swą prawdziwą twarz: psychopaty, bezdusznego potwora, żywiącego się ludzkim strachem. Już pierwszego dnia małżeństwa zachowanie Jacka drastycznie się zmienia. Mężczyzna rozpoczyna brutalną grę psychologiczną z Grace, w której stawką jest życie cierpiącej na zespół downa siostry kobiety, Millie. 

Za zamkniętymi drzwiami to debiut angielskiej autorki B. A. Paris. Kobieta wychowała się w Anglii, po czym przeprowadziła się do Francji, gdzie pracowała w finansach, później jako nauczycielka. Paris otworzyła szkołę języków ze swoim mężem, z którym ma pięć córek. Pełne nazwisko autorki to Bernadette Ann Paris - Ann po jej irlandzkiej babci. Pomysł na debiutancką powieść autorki nie powstał z  niczego: kiedyś Paris miała przyjaciółkę, która wydawała się być w idealnym związku małżeńskim, jednakże zachowania jej męża wskazywały na to, iż kontrolował kobietę. 15 lutego na rynku polskim pojawi się kolejna powieść autorki: Na skraju załamania. 



Po tę powieść sięgnęłam dzięki promocji - swój egzemplarz nabyłam za niecałe 16 zł. Już od dawna Za zamkniętymi drzwiami intrygowało mnie, gdyż książka wzbudziła całkiem duże zainteresowanie, a opinie na jej temat były raczej pozytywne. Bardzo podobała mi się kreacja głównej bohaterki. Grace Angel była postacią niezwykle prawdziwą. Początkowo przerażoną, zdezorientowaną. Kobieta nie potrafiła pojąć co się dzieje, jak mogło dojść do tak trudnej w zrozumieniu sytuacji w przeciągu kilku godzin. Po dezorientacji nadszedł czas na panikę, miotanie się niczym we mgle, by w końcu przyjąć brutalną postać rzeczy.  Jednakże pomimo beznadziejnej sytuacji Grace nie pogodziła się ze swoim losem, nie złożyła broni. Przyjęła bierną postawę i postanowiła czekać na najmniejszy błąd swego psychopatycznego męża. Grace była godna podziwu - pomimo wszystkich okrucieństw w towarzystwie lśniła, wszystkie koleżanki były pod wrażeniem jej umiejętności, urody, stylu. Postać Millie złapała mnie za serce. Cieszę się, że B. A. Paris tak śmiało wplotła w fabułę jej chorobę, oraz że nie przedstawiła Millie jako gorszą, bezbronną i mniej inteligentną - a wręcz przeciwnie. Pomimo swej niepełnosprawności Millie była sprytna i odważna. 

,,Nie mogłam pogodzić się z myślą, że jego uroda tak bardzo kontrastuje ze szpetotą jego duszy.''

Za zamkniętymi drzwiami to książka, która mnie wciągnęła, która wywołała we mnie wiele emocji. Trudno było się oderwać od tej historii, gdzie każdy rozdział odkrywał nieco więcej, jednocześnie wzmagał apetyt. W powieści pojawiają się dwie płaszczyzny czasowe: teraz i kiedyś, które spotykają się w punkcie kulminacyjnym. Autorka posługuje się spokojnym stylem. Jest rzeczowa, konkretna. 

Postać Jacka jest przerażająca. Jak widać, nie trzeba mieć kłów, rogi czy ogon, by być potworem. Wystarczy garnitur, ładny uśmiech, trochę władzy nad drugim człowiekiem i zepsuta dusza. Przeraziła mnie realność tej powieści - autorka stawia przed nami postać początkowo bez skazy, idealny materiał na męża i ojca. Wystarczyła kilka miesięcy szczęścia i jedna decyzja, by życie człowieka zmieniło się w piekło. Jak bardzo można się pomylić co do drugiego człowieka? Jak perfekcyjnie można stwarzać pozory bycia dobrym? Ta książka potrafi wstrząsnąć człowiekiem, zachwiać światopoglądem. Za zamkniętymi drzwiami dowodzi jak okrutny potrafi być człowiek. To lektura trzymająca w napięciu do samego końca. 



niedziela, 27 sierpnia 2017

61. Buszujący w zbożu, J. D. Salinger

Jedna z najbardziej napiętnowanych książek w Stanach Zjednoczonych, która wywołała nie jeden skandal i nie jedną kłótnię. Oto Buszujący w zbożu autorstwa amerykańskiego autora - J. D. Salingera. Jerome David Salinger zaczął pisać już w wieku piętnastu lat. Buszujący w zbożu to jego jedyna wydana powieść. Reszta utworów to opowiadania. 

Głównym bohaterem i jednocześnie narratorem powieści jest Holden Caulfield. Buntownik i awanturnik. Ze względu na słabe wyniki w nauce zostaje wydalony z kolejnej szkoły - Pencey Prep. Po tym wydarzeniu czytelnicy obserwują poczynania młodego bohatera w przeciągu trzech dni i dwóch nocy - jego zmagania z rzeczywistością, przeciwstawianie się szarym realiom życia. 


Jak wiecie, już od dawna planowałam lekturę Buszującego w zbożu. Znalazł się on na liście 11 klasyków, które chcę przeczytać (link do posta znajdziesz tu). Choć opis powieści był mi znany, to i tak spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Książkę czyta się niezwykle szybko, płynnie i chętnie, co nie świadczy o tym, że jest łatwa w odbiorze. Treści z niej płynące są niezwykle przytłaczające. Autor stawia przed nami szesnastolatka, który nie wie, co począć ze swoim życiem - prawdziwym życiem, które zbliża się wielkimi krokami, zmusza do podejmowania trudnych decyzji i starań.  Holden jest postacią nieszablonową, pełną złości, rezygnacji a zarazem głośnego nie!  Najprościej mówiąc: chłopak ma już po dziurki w nosie zasad, reguł, robienia tego, na co zupełnie nie ma ochoty. Choć przeczytałam w swoim życiu naprawdę dużo książek, to w żadnej nie spotkałam osoby podobnej do niego. Podczas swojej trzydniowej wędrówki po Nowym Jorku spotyka wiele różnych ludzi - rozmawia z nimi, dzieli się swoimi przeżyciami, stara się odgonić wiszącą nad nim ciemną chmurę. I choć udaje mu się to, to i tak ona za chwilę powraca wraz z nadejściem samotności. W gruncie rzeczy, Holden to bardzo smutny dzieciak z dobrego domu, który widział w życiu wiele nieszczęść. Nad wyraz wrażliwy, mocno zagubiony, skłócony z otaczającym światem. Choć permanentnie poszukuje towarzystwa, bije od niego mizantropia. Jak widać jest to postać barwna, pełna sprzeczności - taka, którą można nie lubić i kompletnie nie rozumieć lub też całkowicie utożsamić się z nią. 

Tak jestem zgnębiony, że nie chcę się poruszać. Nie chcę żadnym poruszeniem przerywać zgryzoty.



Teraz pewnie kilka osób zastanawia się, dlaczego Buszujący w zbożu wywołał tak wiele skandali, skoro to tylko książka o nieco butnym nastolatku, który ucieka ze szkoły (z której i tak został wyrzucony). Główną przyczyną powstałych kontrowersji był język, którym posługiwał się główny bohater - Holden gdzie tylko mógł wciskał swoje amerykańskie goddam czy fuck. Prócz tego bluźnierstwo, nawiązania do spraw seksualnych, lekceważenie zasad etycznych i moralnych oraz wartości rodziny. Co więcej, sama postawa bohatera była niezwykle mocno piętnowana. Według bardzo wielu osób zachęcała do buntu, łgania, spożywania alkoholu i palenia papierosów przez nieletnich, korzystania z usług prostytutek i tak dalej... Aktualnie książka nie szokuje tak jak kiedyś. Wielu nastolatków przechodzi bunt młodości w podobny sposób. Jednakże w latach 1966-1975 była to jedna z najczęściej zakazywanych książek. Wiele nauczycieli straciło pracę właśnie przez przedstawienie tego dzieła swym uczniom. W 1976 roku na mocy postanowienia sądu w Oklahoma City (USA) powstała grupa zajmująca się powstrzymywaniem księgarzy od sprzedaży Buszującego w zbożu. Po dziesięciu latach ów książka znów trafiła na języki, gdy została dopuszczona na zajęciach z literatury w Pensylwanii. Tym razem to rodzice wyrazili swój sprzeciw twierdząc, że dzieło J. D. Salingera demoralizuje ich dzieci. Rodzice z małego miasteczka w stanie Waszyngton doszukali się aż 800. przykładów bluźnierstwa - w dodatku uważali, że Buszujący w zbożu jest częścią komunistycznego spisku. Zastrzeżenia do tej książki wciąż są aktualne - w niektórych stanach losy Holdena wciąż są zakazane. Po stronie rodziców stoi przede wszystkim zła sława jaką pokryła się książka. Po pierwsze: Mark David Chapman, morderca Johna Lennona (The Beatles) miał ją przy sobie podczas dokonywania zabójstwa - dodatkowo Chapman oświadczył, iż książka stanowi wytłumaczenie powodu morderstwa; po drugie: zamachowiec John Hinckley Jr. (dokonał próby morderstwa ówczesnego prezydenta USA, Ronalda Reagana) również posiadał swoją kopię Buszującego w zbożu,; po trzecie: Robert John Bardo mając przy sobie kolejną kopię książki Salingera zamordował aktorkę Rebeccę Schaeffer. 

Jeżeli ktoś jest prawdziwym poetą, tworzy coś pięknego. To znaczy, że zostaje ci coś pięknego, nawet kiedy już odwrócisz kartkę i odłożysz książkę.


Buszujący w zbożu to książka, która stworzyła wokół siebie historię. Ludzie sięgali po dzieło J. D. Salingera z wielu powodów: boom na amerykański realizm, zła sława, czy kontrowersje. Ja sięgając po losy Holdena nie miałam pojęcia o skali ów kontrowersji. Przeczytałam ją prawie jednym tchem podczas podróży na Mazury, które odwiedziłam na początku sierpnia. Czy polecam? W przypadku Buszującego w zbożu mogę powiedzieć tylko: sprawdź to sam! 

Następna recenzja będzie dotyczyć książki debiutującego autora Juliana Hardego Jazda na rydwanie. 

czwartek, 20 lipca 2017

57. Widmowa Kraina, Patrick Lee

Widmowa Kraina to kolejna książka, która wpadła w moje ręce przypadkowo - ot, takie tam znalezisko w koszu z tanimi książkami. Skusiła mnie notka od wydawcy - dla fanów Deana Koontza i serialu "Z Archiwum X". 

Patrick Lee to amerykański autor znany głównie z serii o Travisie Chase. Do tej pory wydał pięć książek. 
Z podziemnego tunelu w Wyoming, gdzie przed laty przeprowadzono nieudany eksperyment, co jakiś czas wydostają się tajemnicze obiekty, wytwory nieznanej technologii. Dwa z nich, bliźniacze cylindry, umożliwiają przejście w przyszłość i – co ważniejsze – powrót. Paige Campbell i naukowcy z korporacji Tangent decydują się na tę podróż w czasie i odkrywają coś przerażającego.

Nie czytałam pierwszej części. Niestety, jestem osobą, która decyduje się na kupno książki w minutę bądź dwie i właściwie o fakcie, iż Widmowa Kraina jest częścią trylogii nie miałam pojęcia. Dwie części są dostępne na polskim rynku, natomiast Deep Sky jedynie w wersji oryginalnej. Techno-thriller, science-fiction... raczej rzadko sięgam po tego typu książki, ale te, które do tej pory przeczytałam wspominam pozytywnie. 

Tangent to tajna organizacja, która objęła swoją kuratelą Szczelinę - tajemniczą anomalię fizyczną zlokalizowaną w stanie Wyoming (USA), z której wydostają się wcześniej wspomniane obiekty. Ów obiekty są tworzone przez technologię nieznaną ludzkości. Każdy obiekt ma specyficzne, unikatowe zastosowanie. Niektóre są przydatne, inne nie. Wcześniej wspomniane cylindry okazują się być portalem do przyszłości... przyszłości przedstawiającej koniec ludzkości. Opuszczone miasta, tysiące porzuconych samochodów, lotniska zapchane ludzkimi szczątkami... Co doprowadziło do tej tragedii? Travis Chase, Paige Campbell oraz Bethany Stewart muszą szybko dotrzeć do prawdy i powstrzymać upadek Stanów Zjednoczonych, w innym wypadku przyszłość stanie się faktem dokonanym. 

Nieznajomość pierwszego tomu cyklu nie przeszkodziło mi zbytnio w czytaniu. Na samym początku książki autor umieścił fikcyjny dokument - Dekret Prezydencki, w którym wytłumaczone jest czym są Szczelina, Tajemnicze Obiekty, Miasteczko Graniczne, itd. Jest to ogromne ułatwienie dla czytelników. Już na samym początku wspomnę, iż książka przesączona jest akcją. Mamy tu strzelaninę za strzelaniną - autor chyba lubi rozwałki. Ja, niestety, niezbyt. Chyba oczekiwałam od tej powieści czegoś innego. Mniej nabojów, więcej odkrywania nieznanego świata z przyszłości, korzystania z możliwości obiektów ze Szczeliny. Patrick Lee charakteryzuje się bogatą wyobraźnią. Pomysł jest świetny, lecz nie mogę powiedzieć tego samego o jego realizacji. Początek książki był nudny, środek - świetny, ostatnie sto stron to nic ciekawego, choć właśnie to powinien być moment, w którym powietrze aż skrzy od emocji. Mimo to, autorowi udało się zbudować klimat post-apokaliptycznego świata. Ale po co ten wątek romantyczny wciśnięty na siłę? Mamy tu tajemnicę, strzelaninę goniącą strzelaninę, zbliżającą się wielkimi krokami apokalipsę - nie potrzebujemy tu scen łapania się za ręce. Tu trzeba łapać się za robotę. Niestety, nie udało mi się polubić praktycznie żadnego z bohaterów. Paige to irytująca kobieta, Travis Chase zbyt niewyraźnie zarysowany, by można było powiedzieć o nim coś konkretnego. Jedynie Bethany wnosi nieco życia do tej powieści. Nieco - bo jej postać w pewnym momencie odchodzi na drugi plan.  

Mroczna Kraina rozczarowała mnie. Natłok użycia broni w tej powieści zbił mnie z z pantałyku. Choć akcja pędziła jak szalona, to miejscami miałam wrażenie, że nie dzieje się nic... Autor za mało poświęcił temu, co najlepsze w tej powieści - apokaliptycznemu światu odkrytemu za pomocą cylindrów. Potencjał tej powieści nie został w pełni wyczerpany. Szkoda, bo mogło być świetnie. 

Książkę mogę polecić osobom lubiącą akcję, szalone pościgi, wyścig z czasem i szczęk spadających łusek nabojów.  

wtorek, 18 lipca 2017

56. Transplantacja, Scott Sigler

Z niektórymi książkami, które przeczytałam dawno temu mam tak, iż dopiero po pewnym czasie w moim umyśle ustanawia się kompletna opinia na ich temat. Transplantacja to książka, którą przeczytałam kilka lat temu, a którą recenzuję dopiero teraz. Nie ukrywam, że musiałam odświeżyć sobie fabułę oraz bohaterów. Ze względu na to, iż na blogu w ostatnim czasie pojawiała się praktycznie sama klasyka postanowiłam troszkę ubarwić tematykę i tak też wkroczyliśmy w sferę science-fiction, technologicznego thrilleru przedstawiającego to, jak rozwój techniki potrafi przejąć kontrolę nad człowiekiem.

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze oraz tak ogromne zainteresowanie poprzednim postem.

Scott Sigler to amerykański autor science-fiction oraz literatury grozy. Swoją sławę zdobył w dosyć niezwykły sposób - najpierw został zauważony przez czytelników, dopiero później przez wydawcę. Jego twórczość była systematycznie udostępniana na portalach społecznościowych. Sigler tworzył prozę, samodzielnie nagrywał do nich audiobooki i udostępniał je zupełnie za darmo swoim czytelnikom w radiu i internecie. Jego fani nazywają siebie Junkies - ćpunami. Dlaczego? Sprawdźmy!

Zabawa w Boga może skończyć się tragicznie,
zwłaszcza jeśli w grę wchodzą pieniądze...

Transplantacja to książka, którą kupiłam przypadkowo - za namową pewnej osoby. Przyznam się, iż nie sądziłam, że ta książka w ogóle mi się spodoba. A jednak! Zawsze zwracam uwagę na oryginalny tytuł powieści i staram się domyślić co nasi polscy tłumacze mieli na myśli. W tym przypadku oryginalny tytuł brzmi Ancestor - Przodek (tłumaczenie dosłowne). Z kolei my otrzymaliśmy Transplantację. Zgodzę się z osobami, które uważają, iż polskie tłumaczenie choć odbiegające od pierwowzoru jest trafne. Przejdźmy teraz do fabuły. Akcja powieści ma miejsce w tajnej placówce badawczej na Grenlandii, w której to pracownicy Genady - grupa niezwykle uzdolnionych osób, próbuje stworzyć neutralne immunologicznie organizmy, aby następnie wykorzystać je jako dawcy organów. Już sama notka od wydawcy, którą umieściłam w poście świadczy o tym, iż zabawa w Boga zazwyczaj kończy się fatalnie. I tak też stało się tym razem. Pozornie bezpieczny eksperyment wymyka się spod kontroli. Teraz pracownicy Genady muszą walczyć nie tylko o swoje życie, ale i o to, by to co udało im się wyhodować, nie przedostało się poza teren ośrodka badawczego.

Naukowcy chcieli stworzyć coś, co przysłużyłoby się całej cywilizacji ludzkiej. W efekcie uzyskali twór skrajnie zły, głodny - twór, który nie da się opanować, kontrolować, zatrzymać... 

Choć fabuła i sama klasyfikacja gatunku brzmi ciężko, to powieść Siglera jest niezwykle łatwa w odbiorze - miejscami zabawna, ubarwiona ciekawymi osobowościami. Mroźny klimat Grenlandii, nieetyczne czyny naukowców oraz rozterki pracowników Genady udzielają się czytelnikowi. Przenoszą go w zupełnie inny - naukowy świat. Nie bójcie się naukowego żargonu, choć tu znajdziecie go całą masę - Scott Sigler wspaniale buduje dialogi. Są one naturalne, wręcz piszą się same. Fabuła wciąga - i to naprawdę mocno! Aż chce się czytać. Każdy rozdział opisany jest datami. Śledzimy poczynania bohaterów, ich każdy krok. Momentami przenosimy się do chaotycznego umysłu tworu naukowców. Największym atutem tej książki jest fakt, iż jest ona niesamowicie dopracowana. Momentami wyobrażam sobie autora trzymającego w dłoni wagę, niczym mitologiczna Temida, za pomocą której wywarza każdy element historii z niebywałą starannością.

Udana ekranizacja Transplantacji mogłaby stać się hitem kinowym. Pisząc udana mam na myśli taka, która będzie sztywno trzymała się fabuły książki. Tu nie potrzeba już niczego dodatkowego. Polecam!