Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą romans. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 czerwca 2020

302. Piękne złamane serca, Kami Garcia



Obyczajowa powieść z wątkami autobiograficznymi o urokach dorastania - pierwszej miłości, pierwszych porażkach i szukaniu własnego ja. Kami Garcia, znana głównie z serii Piękne istoty powraca z historią niejakiej Peyton Rios uwielbiającej piłkę nożną. Jak autorka serii fantasy odnalazła się we współczesnej rzeczywistości nastolatek?

Kami Garcia to współautorka będących na pierwszym miejscu listy New York Timesa bestsellerowych cykli Piękne istoty i Niebezpieczne istoty oraz nominowanych do nagrody Brama Stokera Unbreakable i Unmarked z serii The Legion. Kami dorastała poza granicami Waszyngtonu, nosiła sporo czarnego i spędzała godziny pisząc wiersze w swoim spiralnym notesiku. Jako dziewczyna z południowymi korzeniami, zawsze fascynowała się zjawiskami paranormalnymi. *

Osnuta na wątkach autobiograficznych opowieść z życia kilkunastoletniej Peyton, która uwielbia piłkę nożną. Osiąga w tej grze sukcesy i wiąże z nią swoją przyszłość. Zmaga się także z niedawną bolesną stratą, a życie szykuje jej jeszcze kolejne niespodzianki… Akcja rozpoczyna się w dniu, który ma być dniem idealnym, wymarzonym, i tak przechodzimy z bohaterką przez kilka miesięcy jej życia, od gorzkiego zawodu, poprzez stopniowe odzyskiwanie pewności siebie, dorastanie… A wszystko to w oprawie brawurowej, wartkiej akcji, pełnej humoru i nieoczekiwanych zwrotów oraz wnikliwego uchwycenia przez autorkę emocji wchodzących w dorosłość nastolatków… **

Życie w ostatnim czasie szczególnie mocno daje się we znaki nastoletniej Peyton Rios - do niedawna córce żołnierza, teraz będącej półsierotą. Choć matka dziewczyny robi wszystko, aby wynagrodzić jej brak ojca, takiej dziury w sercu niestety nie jest w stanie załatać swą osobą. Na szczęście Peyton jest otoczona przez ludzi, którym naprawdę na niej zależy - jej chłopak Reed to wschodząca gwiazda wrestlingu, a jego siostra Tess to jednocześnie najlepsza przyjaciółka Peyton. Już wkrótce zakończenie szkoły średniej, a przed nastolatką stoi świetlana przyszłość, gdyż udało jej się dostać do jednej z najlepszych uczelni w kraju. Wszystko zmienia się w przeciągu jednego wieczoru. Peyton traci miłość swojego życia, przyjaciółkę, a dodatkowo w wyniku wypadku zrywa tyle więzadło krzyżowe, co wiąże się z rehabilitacją, na którą dziewczyna nie ma czasu, bo warunek dostania się na wymarzoną uczelnię jest jeden - musi wygrać decydujący mecz. Jakby tego było mało, Peyton zaczyna otrzymywać agresywne smsy i telefony z pogróżkami, w wyniku czego jej matka postanawia wywieźć ją do Black Water w stanie Tennessee. 


Kami Garcia tworzy historię pełną wzlotów i upadków. Bohaterka jej powieści to silna, pełna werwy i samozaparcia nastolatka, która wie, czego chce od życia - jednak jak każdy z nas przeżywa chwile zwątpienia, obezwładnia ją poczucie bezradności, a także samotności. Życie Peyton zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni - do tej pory szkolna gwiazda piłki nożnej, stojąca u boku świetnie obiecującego się zawodnika wrestlingu. Teraz wyklęta i szykanowana kłamczucha, której nikt nie wierzy - nawet najlepsza przyjaciółka. Peyton musi w pewien sposób rozpocząć swe życie od nowa, uciec od otaczającej ją rzeczywistości, która z marzenia zmieniła się w koszmar. 

Choć Piękne złamane serca posiadają w sobie wiele oklepanych schematów i momentów, które dla mnie - dorosłej czytelniczki - wydają się zwyczajnie nielogiczne, to i tak historia ma w sobie to coś. Przede wszystkim porusza, zmusza do myślenia o życiu - o tym, że nie wiemy, co tak naprawdę czeka nas za kilka dni, miesięcy bądź kilka lat. Historię Peyton Rios czyta się dosyć wolno, choć nie można narzekać na brak akcji, bo akurat wydarzeń jest tu całkiem sporo. Cały czas coś się zmienia, nastolatka poznaje nowych ludzi, co wiąże się z różnego rodzaju relacjami - i tymi dobrymi, i złymi. Peyton jest w stanie zdobyć sympatię czytelnika, jeżeli tylko przemknie on oko na pewne kwestie. Jak wcześniej wspomniałam, jest to nastolatka z charakterem - nie da sobie w kaszę dmuchać i zdarza jej się wybuchać. Jeżeli o mnie chodzi, to lubię tego typu bohaterki powieści. Bohaterowie drugoplanowi są całkiem nieźle wykreowani choć również na zasadzie schematów i kontrastów. Zdecydowanie przypadła mi początkowa lokalizacja powieści, czyli jedna ze szkół sportowych w Waszyngtonie; szkoła w Black Water za bardzo przypominała te wszystkie, które znamy z amerykańskich seriali młodzieżowych. 



Czy książkę polecam? I tak, i nie. Powinna ona trafić do nastolatek, bo choć w tym momencie nie czuję się do końca zadowolona z lektury, to wiem, że gdybym przeczytała tę historię dziesięć lat temu, to zapewne bardzo przypadłaby mi ona do gustu. Tak jak wcześniej wspomniałam, historia posiada to coś, co sprawia, że jednocześnie nie jest w stanie odradzić wam tej książki. 

* lubimy czytać
** materiały wydawcy


Serdecznie dziękuję Butterfly za egzemplarz do recenzji!


czwartek, 20 lutego 2020

282. Wszystko albo nic, M.S. More

Świeżynka z gatunku literatury kobiecej, a także debiut literacki młodej polskiej autorki, ukrywającej się pod intrygującym pseudonimem artystycznym M.S. More. Wszystko albo nic to książka, która kusi zmysłową okładką obiecującą płomienny romans oraz lawinę gwałtownych uczuć. Idealna lektura na luty, który mi przede wszystkim kojarzy się z walentynkami! Jednak jak zapewne doskonale wiecie - z tymi debiutami to tak różnie bywa. Zwłaszcza jeżeli chodzi o literaturę kobiecą. 

M.S. More to stworzony na potrzeby aplikacji Wattpad pseudonim artystyczny Magdaleny Łopąg, studentki pedagogiki, której serce lata temu skradły romanse zagranicznych autorek. Pisze od kilku lat, od niedawna dzieli się swoimi utworami w internecie. Uwielbia wsłuchiwać się w słowa piosenek, które często są dla niej źródłem natchnienia podczas pisania — jej ulubionym wykonawcą jest raper Filipek. Kocha zwierzęta, zwłaszcza swoją kotkę Pyzię, która jest jej oczkiem w głowie.  *

Natalie ma bogatego ojca, przyjaciółkę Gen, która poszłaby za nią w ogień, i krąg znajomych, z którymi spędza czas na zabawie, plotkach i wygłupach. Na pozór: nastolatka jakich wiele. Co prawda niedawno rozstała się ze swoim chłopakiem Aaronem, ale na horyzoncie pojawił się właśnie tajemniczy brunet Blaise. Natalie jeszcze nie wie, czy Blaise bardziej ją irytuje, czy fascynuje... Bo intryguje na pewno. Wydaje się, że dziewczyna przeżyje wkrótce płomienny romans. Jednak życiowe ścieżki nie zawsze biegną prosto, a powierzchowne sądy nie w każdym przypadku okazują się trafne... **

Nie pamiętam, kiedy ostatni raz sięgnęłam po powieść z gatunku literatury kobiecej i choć nie jestem fanką tego typu książek, to muszę przyznać, że w ostatnim czasie nabrałam ogromnej ochoty na historie z gorącym romansem w roli głównej! Jeżeli chodzi o ten gatunek, moją niezaprzeczalną faworytką jest Whitney G., której każda romantyczna opowieść skradła cząstkę serca, a zwłaszcza Thirty Day Boyfriend. Sięgając po Wszystko albo nic, miałam cichą nadzieję, że M.S. More okaże się moją polską Whitney G. - jednak debiut ten, choć lekki i całkiem przyjemny w odbiorze, posiada też kilka wad, które trochę dały mi w kość podczas lektury. 


Wszystko albo nic to lekka, niezobowiązująca lektura, która sprawdzi się po ciężkim dniu w pracy bądź nużących wykładach na uczelni. Co prawda, nie jest to literatura górnolotna - raczej zwykłe babskie czytadło, jednak i tak spędziłam przy tej książce dobre chwile. Autorka posługuje się prostym językiem, przy którym czytelnik może wyłączyć umysł i pozwolić sobie na pełen relaks. Historia została przedstawiona z perspektywy głównej bohaterki, osiemnastoletniej Natalie Rosley, z jednorazowym przeskokiem na męskiego głównego bohatera, czyli Blaise'a Dallasa. Wartka akcja, silny magnetyzm między kluczowymi postaciami i nieprzewidywalność ich zachowań zdecydowanie opowiadają się po stronie debiutu M.S. More. Natalie to charakterna bohaterka nie dająca sobie w kaszę dmuchać, z kolei Blaise to czarujący, pewny siebie bohater, który wie czego chce i nie cofnie się przed niczym, aby to zdobyć - jednocześnie skrywa brudną tajemnicę. 

Lekkość historii i niezaprzeczalna charyzma bohaterów połączona z relacją love-hate wciągają odbiorcę w spiralę gwałtownych uczuć, zabawnych sytuacji, potyczek słownych i uroków młodości. A jednak - Wszystko albo nic nie jest książką idealną. W trakcie lektury dosyć często czułam irytację, którą budziła we mnie Natalie Rosley, co chwilę marudząca jak jej źle w roli beztroskiej córki miliardera, jednocześnie leżąc w wannie i nie przejmując się niczym poważnym. Ponadto jej reakcje były stanowczo przesadzone, a powody do robienia dram naciągnięte jak guma w majtkach Tess Holliday - i choć bohaterka nie chciała być rozpieszczoną latoroślą bogacza, a córką hydraulika, to właśnie w takiej roli sprawdzała się znakomicie: pyskata, marudna, zabijająca czas błahostkami i imprezami, oraz niedająca czytelnikowi żadnego powodu, by uważał, że stać ją na coś więcej. W dodatku Natalie miała tendencję do nadużywania takich słów jak dupek i głupek, co również szybko przestało mnie bawić, a zaczęło działać na nerwy. Właściwie niezbyt polubiłam jej osobę, choć miewała lepsze momenty, w których mogłam powiedzieć, że... czuję do niej sympatię, ale jej kolejne zachowania szybko deptały te pozytywne uczucia, dlatego mogę napisać, że Natalie Rosley w roli narratorki niezbyt dobrze się spełniła, ale też nie zupełnie najgorzej. Jeżeli chodzi o długość rozdziałów oraz dynamikę akcji jestem bardzo na tak. Czy poirytowana, czy zaintrygowana, na nudę marudzić nie mogłam. Choć... zakończenie okazało się dosyć przewidywalne. 


Podsumowując, Wszystko albo nic to dobry sposób na relaks i niezły debiut z gatunku literatury kobiecej, jednak autorka musi popracować nad kreacją bohaterów, tak aby mieli w sobie coś więcej niż ładne buźki i niezłe teksty. Resztę oceniam pozytywnie. Miło było przenieść się do świata, w którym rządzi młodość i beztroska, jednak pojawiają się również tajemnice i smutki dnia codziennego. Natalie i Blaise to nieidealna para, przez co ich relacja jest jedyna w swoim rodzaju - pełna przepychanek, ale również chemii, dzikiej pasji oraz uczuć - jednocześnie niechcianych i silnych. Nie ukrywam, że do autorki, która miała początki na Wattpadzie podeszłam ze sporą ostrożnością, a zostałam całkiem pozytywnie zaskoczona. Błyskawiczna lektura, przy której można odpłynąć w świat bohaterów - jednak do książki warto podejść z przymrużeniem oka. 

* materiały wydawcy
** materiały wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Editio Red! 


środa, 23 października 2019

258. Więź, Anna Lewicka

Cudowna zimowa sceneria. Bieszczady w środku mroźnej zimy. Kilometry nieprzebytego lasu, cisza przerywana odgłosami dzikiej zwierzyny i dwójka zupełnie obcych ludzi uwięziona w okolicy pełnej historii, legend, zabobonów i lokalnych guseł. Więź Anny Lewickiej to rozpoczęcie magicznej trylogii, która potrafi jednocześnie zachwycić i... nieco rozczarować. 

Anna Lewicka to kobieta – orkiestra: pisarka, księgowa, żona i matka dwójki dzieci. Z całej duszy feministka. Pochodzi z Łodzi, ale mieszka w Warszawie – złamała swoje serce na pół i oddała po równo każdemu z tych miast. Hoduje ziarna kefirowe i uprawia miętę balkonową, a w wolnych chwilach, kiedy akurat nie pisze – szyje i projektuje ubrania (drugim okiem oglądając Netflixa). Uwielbia też spotykać się z grupą wieloletnich przyjaciół na wspólne rozgrywanie sesji RPG i planszówki. Książki od zawsze stanowiły nieodłączną część jej życia, a przez ostatnie lata także i sfery zawodowej – jako tłumacz przełożyła z języka angielskiego kilkanaście tytułów. Od dziecka z fascynacją zanurzała się w lekturach mitologii, baśni i legend z całego świata, a później również w osobliwych kreacjach pisarzy fantastycznych, aż w końcu sama zaczęła tworzyć w głowie własne światy i opowieści. *

Korzystając z zimowej przerwy międzysemestralnej, Alicja, warszawska studentka, postanawia wybrać się w Bieszczady. Zupełnie nie spodziewa się jednak dramatycznej zmiany pogody i przez swoją lekkomyślność ulega poważnemu wypadkowi. Zostaje szczęśliwie uratowana przez mieszkającego samotnie w okolicy Wiktora, mającego za towarzysza jedynie wielkiego, szarego wilczarza. Uwięzieni przez wielodniową śnieżycę Alicja i Wiktor zaczynają zbliżać się do siebie i zauważać, że choć wydają się pochodzić z kompletnie różnych światów, to jednak łączy ich o wiele więcej, niż którekolwiek z nich mogło przypuszczać. Chociaż zaczyna się między nimi rodzić uczucie, starają się z nim walczyć, ponieważ każde z nich nosi w sobie tajemnicę i dziedzictwo, mogące okazać się zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem. **


Więź to pierwszy tom Trylogii Mocy i Szału, która wyszła spod pióra Anny Lewickiej, początkującej polskiej pisarki. Autorka przedstawia czytelnikowi dwójkę intrygujących bohaterów, Alicję i Wiktora, których ścieżki połączył nieprzewidywalny los - i to w naprawdę wyjątkowy sposób.  Nieprzewidywalny, oryginalny i zdecydowanie romantyczny. Początkowo obcy sobie ludzie, szybko stają się kochankami a więź, która powstaje pomiędzy parą staje się początkiem, ale i fundamentem niesamowitej historii. Anna Lewicka tworzy postaci z krwi i kości - pełnych nieprzewidywalnych uczuć i trudnych do okiełznania emocji. Poznajemy ich przede wszystkim jako ludzi, dopiero później jako... istoty obdarzone nadprzyrodzonymi zdolnościami. Tym razem czytelnik ma okazję zmierzyć się z elementami mitologii nordyckiej, gdyż autorka postanowiła uczynić z głównego bohatera berserka. Berserk to legendarny, nieznający strachu nordycki wojownik - coś w rodzaju  Wikinga. Opiekun zwierząt, którego zwykle utożsamiano z niedźwiedziem lub wilkiem. Mnie taki motyw niezwykle się spodobał, ponieważ bardzo lubię wykorzystanie mitologii w literaturze (a w dodatku uwielbiam serial Wikingowie). W tym roku głównie sięgałam po książki, w których pojawiała się nasza mitologia słowiańska, a więc nordycka to miła odmiana - zwłaszcza, że nie przypominam sobie, bym wcześniej czytała coś związanego właśnie z mitologią nordycką. Warto jednak zaznaczyć, że w Więzi mamy tylko elementy tejże mitologii, także nie spodziewajcie się wiele. Wiktor to niejedyna istota paranormalna, gdyż Alicja również posiada wyjątkowe zdolności. Na szczęście wykorzystuje je w dobrych celach. Co więcej - w powieści pojawia się motyw przeklętego jeziora, które nie dość, że wypluwa różne dziwne rzeczy, to jeszcze pochłania ludzi. A to wszystko pośrodku bieszczadzkiej puszczy. 

,,Jeden dzień smutku i załamania bardzo łatwo przekształcał się w tydzień, potem w miesiąc, a wreszcie w całe lata żałosnego, nędznego życia''.

Ogólnie rzecz biorąc, pierwszy tom trylogii Anny Lewickiej wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Koncept bardzo mi się spodobał - mroźna zima, bieszczadzki las i dwójka ludzi, którzy gwałtownie się w sobie zakochują. Trochę magii, tajemnicy i mrocznych zjawisk paranormalnych. Jednakże mam mały zarzut, co do warsztatu pisarskiego autorki. Lewicka ma tendencje do niepotrzebnego rozciągania fabuły poprzez zarzucanie czytelnika informacjami dotyczącymi życia bohaterów. Wiadomości te często są zbyt długie lub zwyczajnie zbędne, a co więcej - mają negatywny wpływ na dynamikę akcji. Zwłaszcza pod koniec powieści zaczęło dawać mi się to we znaki - szczególnie gdy doszło do tego powtarzanie wydarzeń, tyle że z perspektywy innego bohatera. Niestety jest to coś, za czym nie przepadam i co wyjątkowo mnie nudzi. Lubię narrację dwutorową, ale pod warunkiem płynnej akcji. Tu zostało to mocno zaburzone. 


Podsumowując, Więź to obiecujące rozpoczęcie trylogii, które dobrze mi się czytało - z wyjątkiem przydługich i zbędnych fragmentów. Na miejscu autorki popracowałabym nad dynamiką akcji, ponieważ jest to najsłabszy punkt jej warsztatu. Nie powiem, że nie mogę się doczekać kolejnej części, ale jestem jej całkiem ciekawa - a że drugi i trzeci tom trylogii mam już u siebie, to wkrótce zabieram się za Szał, a później Moc. A o moich wrażeniach oczywiście Was poinformuję. Stay tuned!

* materiały wydawcy
** materiały wydawcy


Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Jaguar!


sobota, 31 sierpnia 2019

249. Czekałam na Ciebie, Magdalena Krauze

Sympatyczny debiut w sferze literatury obyczajowej wiele obiecujący czytelnikom. To dopiero początek kariery pisarskiej Magdaleny Krauze, jednak o tej Pani może być naprawdę głośno. Jedno jest pewne: współczesnym autorką literatury obyczajowej rośnie konkurencja! 

Magdalena Krauze to polska autorka, pasjonatka literatury obyczajowej. Mieszka na Opolszczyźnie ze swoim mężem oraz córką. Zadebiutowała w 2019 roku w czerwcu ze swoją powieścią “Czekałam na ciebie”. Przygodę z pisaniem rozpoczęła jeszcze w szkole podstawowej, jednak dopiero teraz postanowiła zaryzykować i oddać w ręce czytelników swoją debiutancką powieść. Zodiakalny lew, pełen energii, optymizmu i dowcipu, który we wszystko, co robi, angażuje się bez reszty. *

Paulina prowadzi spokojne, powolne życie bez większych szaleństw. W domu otoczona jest wspaniałymi, kochającymi rodzicami. Dziewczyna ma ogromne szczęście, ponieważ od wielu lat przyjaźni się z Malwiną. Łączą je bardzo bliskie relacje. Traktują się wręcz jak siostry. Pewnego dnia Paulina przychodzi do redakcji, w której pracuje jako zastępca dyrektora. Na miejscu dowiaduje się, że będzie miała nowego szefa. Kim jest mężczyzna? Czy wpłynie na uczucia Pauliny? Okazuje się, że w drzwiach biura pojawia się wyjątkowy przystojny gość! Paulina zauważa w nim swoją młodzieńczą miłość... **

Debiutancka powieść Magdaleny Krauze jest jedną z tych, które można spokojnie przeczytać za jednym posiedzeniem. Jest ona napisana lekkim piórem i mocno okraszona humorem - nieco kąśliwym i bardzo kobiecym. Autorka przedstawia czytelnikom - a raczej czytelniczkom, gdyż jest to książka skierowana głównie do Pań - silną bohaterkę, która mocno stąpa po ziemi, spełnia się zawodowo i śmiało idzie do przodu. Paulina Jabłońska to zastępczyni redaktora naczelnego magazynu Afrodyta. Choć ma już dwadzieścia osiem lat uważa, że nie potrzebuje miłości. Wszystko się zmienia, gdy na drodze kobiety staje licealna miłość. Jabłońska nie jest jedyną osobą z powieści, o której warto wspomnieć. Kolejną ciekawą bohaterką jest Malwina, najlepsza przyjaciółka Pauliny. Obie panie tworzą świetny debiut, któremu nawet cztery butelki wina nie są straszne. Rozmowy toczące się pomiędzy paniami potrafią naprawdę rozbawić, a błyskotliwe uwagi dotyczące mężczyzn i związków trafiają prosto w punkt. 


Bardzo spodobał mi się sposób, w jakim autorka tworzy uczucie pomiędzy bohaterami. Stopniowo, krok po kroku, z niewinnego flirtu rodzi się coś znacznie większego. Para właściwie obcych sobie ludzi odkrywa swoje prawdziwe oblicza pełne słabostek i wad, ale i piękna, niedostępnego dla innych osób. Magdalenie Krauze udaje się stworzyć uczucie, które czytelnik jest w stanie poczuć w trakcie lektury. Czekałam na Ciebie to ciepła i sympatyczna historia z humorem. Idealny pomysł na książkowy prezent walentynkowy, a nawet świąteczny - dla przyjaciółki bądź drugiej połówki. Choć nie jest to lektura, która na długo zapada w pamięci, a raczej lekkie czytadło, to można przy niej spędzić bardzo miło czas. Obowiązkowo z kieliszkiem czerwonego wina!

,,Zamarliśmy na chwilę, z kieliszkami w dłoniach, patrząc na siebie przez najdłuższą minutę świata.''

Choć całość oceniam na plus, to muszę wspomnieć o pewnym elemencie, który mnie bardzo irytuje w romansach i pojawił się również i w tym, a mianowicie w pewnym momencie fabuła powieści za bardzo skupiła się na relacji Pauliny i Igora - tak jakby cały świat i wszyscy ludzie dookoła przestali istnieć. Igor, niczym Liam z Chłopak, który zakradał się do mnie przez okno (lub też Chłopak, który wyskoczył mi z lodówki) Kirsty Moseley, był wszędzie. W pracy, pod blokiem, pod drzwiami, w telefonie. Zaczęłam odczuwać swego rodzaju przesyt tą relacją. Brakowało mi zabawnych, babskich pogadanek, a dosyć miałam romantycznego szczebiotania. Na szczęście autorka w odpowiednim momencie przystopowała, co uratowało całą książkę. Mocne zakończenie powieści ewidentnie wskazuje na to, że czytelnik może oczekiwać wybuchowej kontynuacji. Ta historia jeszcze nie dobiegła końca i coś czuję, że Magdalena Krauze bardzo nas zaskoczy dalszymi losami bohaterów. 


Autorka postawiła na narrację pierwszoosobową, dzięki której doskonale poznajemy Paulinę Jabłońską - nie tylko jako ambitną dziennikarką, ale przede wszystkim romantyczkę i realistkę. Co prawda, jest to dosyć nietypowe połączenie, ale w przypadku tej historii idealnie się sprawiło. Początkowo nie do końca rozumiałam jej reakcję na Igora, lecz gdy odkryłam ich szkolną historię, zachowanie bohaterki stało się logiczne. Myślę, że sama przyjęłabym bardzo podobną postawę, co Paulina. 

Jak wiecie, jestem fanką fantastyki, ale i czasami zdarzy mi się sięgnąć po coś z literatury obyczajowej. Tę historię przeczytałam naprawdę w bardzo szybkim tempie, dzięki wciągającej fabule, lekkiemu językowi i sympatycznym bohaterom. To idealna pozycja na wieczór po ciężkim dniu. Można odpocząć i trochę się pouśmiechać! 

* materiały wydawcy
** materiały wydawcy


Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Jaguar!

wtorek, 28 maja 2019

229. Hold you close; Melanie Harlow, Corinne Michaels

Nowość literacka od wydawnictwa NieZwykłego. Hold you close to książka, której byłam ogromnie ciekawa, a zmysłowa okładka rozbudziła we mnie pewne oczekiwania - jednakże czy treść powieści duetu Harlow i Michaels je spełniła? Cóż... z tymi oczekiwaniami to jest tak różnie. Właściwie po dziś dzień nie wiadomo, na co one komu. 

Melanie Harlow to amerykańska pisarka, która uwielbia szpilki, wytrawne martini oraz swoje opowieści, w które wplata pikantne wątki. Mieszka niedaleko Detroit. Autorka serii Happy Crazy Love, After We Fall, One and Only. 

Corinne Michaels również pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Jej twórczość jest bardziej znana polskim czytelnikom. Autorka poczytnych romansów, m.in. Consolation Duet oraz serii Wróć do mnie. Jej debiutancka powieść ukazała się w 2014 roku. 

Ian Chase złamał mi serce, kiedy miałam siedemnaście lat. Kolejne osiemnaście lat mojego życia spędziłam, nienawidząc go. Ułatwia mi to jego bezczelny wyraz twarzy oraz fakt, że prowadzi życie playboya. Nie mogę tego nie zauważać, ponieważ mieszka obok mnie. Za każdym razem, gdy widzę, jak wychodzi z basenu – niemal nagi i nieprawdopodobnie seksowny – czuję, że gotuje się we mnie krew.Zawsze uwielbiałam go nienawidzić. Nigdy nie planowałam, że będę go potrzebowała. 

London Parish jest najlepszą przyjaciółką mojej młodszej siostry, ale nie powstrzymało mnie to przed zakochaniem się w niej. Mamy za sobą skomplikowaną przeszłość. Wszystko, co nas łączy, to fakt, że jesteśmy rodzicami chrzestnymi trójki uroczych dzieci mojej siostry. Lecz nasze życie zmienia się za sprawą tragicznego wydarzenia. Teraz staramy się wychowywać dzieci, które kochamy, pogodzić się z niewyobrażalną stratą oraz zwalczyć rodzące się między nami pożądanie. Moje życie wywróciło się do góry nogami, więc ostatnią rzeczą, jakiej potrzebuję, jest ożywianie dawnych uczuć. Nieważne, jak mocno bym ją trzymał, i tak nigdy nie będę mógł jej zatrzymać. *


Zanim przysiadłam do lektury powieści Hold you close popełniam karygodny błąd - pozwoliłam sobie na postawienie tej historii mentalnej poprzeczki, zbudowanej na niezwykle pozytywnych opiniach na temat dylogii Michaels Consolation Duet, która ukazała się na rynku nakładem wydawnictwa Szósty Zmysł. O historii Natalie i Liama było naprawdę głośno - i to w pozytywnym znaczeniu. Co rusz natrafiałam na recenzje opiewające książki Corinne. Nie ukrywam również, że okładka Hold you close bardzo mi się spodobała - zmysłowa, romantyczna, pełna uczuć. Dlatego nic dziwnego, że spodziewałam się czegoś zupełnie... innego, niżeli znalazłam wewnątrz. 

Hold you close to historia o tym, jak perfekcjonistka pokochała idiotę. Niestety główny bohater - jak zapewne już się domyśliliście - kompletnie nie przypadł mi do gustu. Ian Chase miał zachowanie i teksty szesnastolatka, który wkracza w etap dojrzewania zarówno emocjonalnego, jak i seksualnego (Możesz oszczędzić mi tych melodramatów). Jego niedojrzałe i pseudozabawne zachowanie zamieniło historię z ogromnym potencjałem w książkę, którą szybko się czyta, ale również i szybko zapomina. (Rób co chcesz. Znajdę sobie jakąś nianię czy coś). Z jednej strony jest to lekka, niezobowiązująca lektura, przy której spokojnie można wysłać umysł na Bahamy, z drugiej jednak spodziewałam się czegoś... odwrotnego! Spodziewałam się mocnej, wzruszającej i dającej do myślenia historii na poziomie It ends with us Colleen Hoover, lub Tam, dokąd zmierzamy B. N. Toler. Spodziewałam się? Nie, właściwie to takiej oczekiwałam! (No, chyba powinnaś. Z nami koniec; równie dobrze możesz zawiadomić innych o tym fakcie.)

Sytuacja bohaterów oraz główna bohaterka ratuję tę powieść, jednak w pewnym momencie London swym zachowaniem zniża się do poziomu Iana (podobno idiotyzm jest zaraźliwy), daje się wciągnąć w tą dziecinną relacje o podłożu love-hate. Bardzo ubolewam nad tym, że cały ten wątek z dziećmi został zepchnięty na drugi plan. Początkowo zapowiadało się na historię w stylu filmu Och, życie z Katherine Heigl w roli głównej. Niestety autorki poszły w stronę romansu wymieszanego z pikanterią. Zaskoczyło mnie to, ale i rozczarowało. 


Nie mogę powiedzieć, że Hold you close było książką złą - po prostu oczekiwałam od tej historii czegoś zupełnie innego. JA poprowadziłabym tę historię inaczej - co nie oznacza, że TY będziesz niezadowolony/a z takiego rozwoju akcji. W moim przypadku bardzo dużo namieszały oczekiwania. Jednakże w dalszym ciągu najsłabszym elementem powieści duetu Harlow i Michaels jest kreacja głównego bohatera. Powiedzmy po prostu, że Ian Chase nie jestem facetem w moim guście. 

* materiały wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe! 

niedziela, 19 maja 2019

227. Jak krople w oceanie, Ava Dellaira

Druga książka autorki bestsellerowej powieści Kochani, dlaczego się poddaliście?. Poruszająca, refleksyjna, wymagająca zaangażowania ze strony czytelnika. Przyznam, że okładka książki Jak krople w oceanie już w mailu od wydawnictwa niesamowicie mnie zauroczyła - jednakże egzemplarz fizyczny prezentuje się o niebo lepiej. Błękit, delikatna zieleń oraz turkus przyozdobiony eleganckimi złoceniami budzą pozytywne emocje, uspokajają i zachęcają do sięgnięcia po lekturę. Nic więc dziwnego, że gdy tylko znalazłam tę powieść w paczce, od razu po nią sięgnęłam. 

Ava Dellaira urodziła się w Los Angeles i wychowała w Albuquerque (Nowy Meksyk). Pisze w łóżku, sąsiedzkim barze kawowym, a nawet w garderobie. Kiedy nie pisze i nie myśli o pisaniu, uwielbia spędzać czas na plaży. Prócz tego kocha czytać, chodzić po górach, gotować, oglądać telewizję i uprawiać jogę. Autorka Kochani, dlaczego się poddaliście?. Powieść Jak krople w oceanie jest jej drugim dziełem.

Siedemnastoletnia Angie widzi w swojej matce przede wszystkim ciężko pracującą, zamkniętą w sobie samotną kobietę. Zupełnie jakby zapomniała, że Marilyn też była kiedyś młoda… Kiedy Marilyn miała siedemnaście lat zakochała się w Jamesie, który został ojcem jej dziecka. Angie nigdy jednak nie zdążyła go poznać. Wie tylko, że zmarł zanim się urodziła. Gdy przypadkiem trafia na ślad brata Jamesa, w jej sercu rodzi się nadzieja: a co jeśli ojciec nadal żyje? Angie, w tajemnicy przed matką, wyrusza w podróż do Los Angeles, by wreszcie poznać prawdę o sobie i swojej rodzinie. *

,,Złe doświadczenia nie mogą być wymówką dla bezczynności."

Gdy sięgałam po tę książkę, liczyłam na raczej lekką i szybką lekturę, przy której spędzę maksymalnie dwa dni. Jednakże w ostatnim czasie w moim życiu dzieje się naprawdę bardzo wiele, co niestety skutkuje brakiem czasu wolnego. Lektura powieści Jak krople w oceanie przeciągnęła się zatem niemalże na cały tydzień, a historia bohaterów przyniosła mi... wytchnienie. Po całym dniu walki z czasem udało mi się zrelaksować, na chwilkę odciąć od rzeczywistości. A uwierzcie mi, że bardzo tego potrzebowałam. 

Akcja powieści toczy się bardzo wolno - w przypadku niemalże każdej innej książki stanowiłoby to wadę, jednak nie tutaj. Ava Dellaira mocno skupia się na warstwie psychologicznej swoich postaci. Autorka włożyła naprawdę sporo pracy w ich kreację, przechodząc od ogółu do najmniejszego detalu ich osobowości. Otrzymujemy zatem pełnokrwistych bohaterów, których odkrywamy z każdą kolejną stroną. Gdy czytelnik dociera do końca powieści, towarzyszy mu swego rodzaju pustka - smutek, ponieważ trzeba się pożegnać. Przypomina to rozstanie z dobrym przyjacielem. Osobą, którą świetnie znamy i doskonale rozumiemy. 


Ava Dellaira stworzyła dwie niesamowite i złożone bohaterki, których dzieli - dosłownie i w przenośni - siedemnaście lat. Marylin to nastolatka stojąca u wrót dorosłości. Dziewczyna marzy, aby swoje życie związać z fotografią, jednakże jej matka pragnie dla niej innego życia, lepszego, idealnego. Sylvie nie dostrzega, że Marylin nie podziela jej marzeń, nie chce być aktorką, ani modelką. Sylvie manipuluje córką, wpycha ją do idealnego, lecz tak naprawdę toksycznego świata. Nic więc dziwnego, że Marylin zaczyna jej się powoli wymykać - prosto w objęcia Jamesa, chłopaka który mieszka piętro niżej. Angie to zagubiona czarnoskóra nastolatka poszukująca swojej prawdziwej tożsamości. Odkąd pamięta zawsze była tylko ona i jej mama, do której nie jest kompletnie podobna. Angie dorastała w miłości, akceptacji i wsparciu, jednakże sama ma ogromne problemy z wyrażaniem uczuć oraz samej siebie. Nastolatka właściwie nie ma pojęcia kim tak naprawdę jest. Wyrusza więc w podróż, w której pragnie odnaleźć swoje prawdziwe pochodzenie.  

Jak krople w oceanie to historia, która budzi w czytelniku wiele silnych emocji. Choć czyta się wolno, to z zaangażowaniem, ciekawością i drżącym sercem. Naprawdę rzadko zdarza mi się płakać przy książce (uroniłam łzę przy Hopeless, It ends with us Colleen Hoover, z kolei przy Dziewczynie z pomarańczami Gaardera oraz Tam, dokąd zmierzamy B. N. Toler zalewałam się łzami), jednak pod koniec nie potrafiłam się powstrzymać od łez. Początkowo mogłoby się wydawać, że druga powieść Avy Dellairy jest zwyczajnie nuda, jednakże warto przewracać kolejne strony, poznawać losy Marylin i Angie - zakończenie w pełni wynagradza cierpliwość czytelnika, a całokształt prezentuje się cudownie. 


Dwie osie czasowe, dwie bohaterki - przeszłość i przyszłość. Miłość i strata, rodzina, własna tożsamość. Ava Dellaira porusza niełatwą tematykę, która budzi w czytelniku refleksje na temat własnej osoby, życia, czy podjętych decyzji. Podążając śladami bohaterów, odkrywamy rodzinny sekret, tragedię, która wstrząsa i doprowadza do łez. Pióro Avy Dellairy zrobiło na mnie piorunujące wrażenie - niesamowicie obrazowe i czarujące. Niejednokrotnie przeniosło mnie w zupełnie inne miejsce. Jak krople w oceanie to jedna z tych powieści, która wywołuje uśmiech na twarzy i przynosi łzy. Czytelnik ma okazję poczuć słowo pisane całym sobą. I to jest właśnie magia literatury. 

* materiały wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Jaguar!

czwartek, 9 maja 2019

224. Bez żalu, Mia Sheridan

Mia Sheridan po raz trzeci powraca na moje skromne czytelnicze progi wraz ze swoją najnowszą powieścią Bez żalu. Dwie poprzednio przeczytane przeze mnie książki tej pani wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie - sprawiły, że po jej twórczość sięgam chętnie i wiem, że czeka na mnie udana lektura. Jak było z Bez Żalu? Czy nowość od wydawnictwa Edipresse swym poziomem dogania poprzednie bestsellery amerykańskiej autorki?

Mia Sheridan to bestsellerowa amerykańska pisarka powieści z gatunku romans. Na polskim rynku mamy szeroki wybór jej książek, m.in.: Bez słów, Bez uczuć, Bez winy, Bez szans, Bez lęku, dwa tomy serii A Sign of Love. Sheridan zdobyła tytuł bestsellerowej autorki New York Timesa, USA Today oraz a Wall Street Journal. Wraz z mężem mieszka w Ohio. Mają czworo dzieci na ziemi i jedno w niebie. Bez pożegnania to pierwsza powieść autorki, jaką przeczytałam. 

W chwili gdy jedenastoletnia Jessica Creswell poznaje niewiele od niej starszego Callena Hayesa, wie, że jest on jej upragnionym, zranionym księciem. Niedługo potem zawiązuje się między nimi serdeczna przyjaźń, oboje stają się dla siebie wytchnieniem od trosk rodzinnych, a wagon kolejowy, w którym się spotykają – bezpiecznym, magicznym schronieniem, ucieczką od świata. Jest tak do dnia, w którym Callen ją całuje… a następnie znika bez słowa z jej życia. Wiele lat później on zostaje sławnym kompozytorem, ona tłumaczką z języka starofrancuskiego. Będąc we Francji, niespodziewanie na siebie wpadają. Akurat wtedy, gdy Callen przeżywa kryzys twórczy. Nikt nie wie, że jego muzyka tkwi uwięziona głęboko w nim, strzeżona przez wewnętrzne demony. I że jest tylko jedna osoba, która może pomóc mu odnaleźć natchnienie i uporać się z upiorami z przeszłości – Jessica. *


Mia Sheridan jest autorką, której wyobraźnie oraz pióro szczerze sobie cenię. Amerykanka tworzy niebanalne, wzruszające oraz poruszające do głębi historie zwyczajnych ludzi. Bohaterem jej książki może być tak naprawdę każdy - nawet ty, czy ja. I właśnie ta zwyczajność sprawia, że twórczość tej amerykańskiej autorki sama w sobie wcale zwyczajną nie jest. Jest autentyczna, życiowa aż do bólu. Głównymi bohaterami powieści Bez Żalu są Jessica Creswell, ułożona i ambitna tłumaczka języka starofrancuskiego, oraz młody kompozytor-dekadent Callen Hayes. Mężczyzna blokadę twórczą likwiduje fizycznym i psychicznym otępieniem. Co może łączyć tak odmienną dwójkę bohaterów? Już śpieszę wam z odpowiedzią - kilkanaście magicznych chwil z dzieciństwa, które na stałe zapisały się w ich pamięci. Niestety życie rozdzieliło ich ścieżki do czasu, aż na scenę weszło przeznaczenie. Sheridan bezbłędnie splata na nowo losy Jessie i Callena, przenosząc czytelnika do Francji - państwa, które kojarzy się z miłością, zatem historia zostaje obsypana sporą dawką romantyzmu. Ogromnie przypadł mi poboczny wątek związany z Dziewicą Orleańską, czyli Joanną D'Arc. Był to element, którego kompletnie się nie spodziewałam, a przyznam, że starożytne pisma wciągnęły mnie tak mocno, że historia głównych bohaterów przez pewien moment była dla mnie drugoplanowa. Dodanie do współczesnej opowieści wątków historycznych było bardzo dobrym pomysłem, gdyż zdecydowanie rozbudziło to we mnie ciekawość, a całości dodało tajemniczości, swego rodzaju suspensu.  


,,Czasami miłość potrzebuje tylko odrobimy bliskości, żeby rozkwitnąć.''


Bez Żalu to książka, która wzbudziła moje zainteresowanie już od pierwszych stron. Historia bohaterów z każdym rozdziałem nabierała coraz to wyraźniejszych kształtów i coraz mocniej zagłębiała się w moim sercu. Było słodko, uroczo, ale również wzruszająco. Wspomnienia, niespodziewane spotkania oraz drugie szansy. Mia Sheridan jak zwykle trafnie oddała nieprzewidywalność życia oraz to, jak wielkie znaczenie na nasze życie może mieć choćby jedna decyzja. Nie brak tutaj również chemii, pasji, czystego pożądania - jednakże ma ono charakter nie tyle fizyczny, co i psychiczny. Bohaterowie chcą poczuć miłość, akceptację, bezpieczeństwo, i właśnie to znajdują tylko i wyłącznie w swoich ramionach. W tej powieści pożądanie bezsprzecznie wiąże się z miłością, prawdziwym i gorącym uczuciem. Beż Żalu jest trzecią książką Mii Sheridan, jaką przeczytałam i śmiało mogę powiedzieć, że amerykańska autorka uwielbia pisać o niebanalnej, lecz prawdziwej miłości - i robi to znakomicie. Jednocześnie uświadamia, że miłość to nie tylko całusy i miłe chwile, ale przede wszystkim wspólne mierzenie się z rzeczywistością, wzajemna pomoc, akceptacja, szacunek i wsparcie. 


Dwutorowa narracja pozwala czytelnikowi poznać zarówno punkt widzenia Jessie, jak i Callena. Zdecydowanie dużo bardziej przypadły mi do gustu rozdziały prowadzone z perspektywy Creswell - cóż, nie jest to nic dziwnego, bowiem to właśnie w nich znajdowały się starożytne pisma, których fragmenty poznawaliśmy wraz z rozwojem fabuły. Co więcej, Jessie to świetnie skonstruowana i nietypowa bohaterka literacka, która na tle innych bohaterek przeczytanych przeze mnie powieści Mii Sheridan, wypadła najlepiej. 

Kolejny raz dałam się oczarować tej autorce. Bez Żalu to bardzo dobra powieść, która wprawi was w romantyczny nastrój - jednakże spodziewajcie się słodko-gorzkiej historii z przesłaniem. 

* opis wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Edipresse Książki!
 

poniedziałek, 1 kwietnia 2019

217. LOVE Line II, Nina Reichter

Do niedawna, gdy widziałam nazwisko autorki dylogii LOVE Line ogarniała mnie ogromna i niewytłumaczalna awersja. Nie chciałam czytać książek Niny Reichter, już na wstępie bezpodstawnie stwierdziłam, że jej twórczość nie jest dla mnie. Pewnie kiepska. Pewnie denna. Pewnie nie taka. Jednakże po jakimś czasie postanowiłam przekonać się na własnej skórze, czy niechęć ma jakiekolwiek podstawy. Po lekturze pierwszego tomu moje zdanie na temat pióra  autorki diametralnie się zmieniło, bo Reichter pisze mądrze, ładnie i z sensem. I to naprawdę głębokim. Pierwsza część pozostawiła mnie z pewnym przesytem - jak zaznaczyłam w recenzji LOVE Line odniosłam wrażenie, że autorka na siłę rozwlekła pierwszą część, co nie zmieniło faktu, że powieść bardzo mi się spodobała. Sięgnięcie po kontynuację było obowiązkiem, koniecznością, aby w pełni poznać losy bohaterów. Jak odebrałam kontynuację historii Beth i Matthew? Czy okazała się być lepsza, czy może dosięgnęła ją klątwa drugiego tomu?

Nina Reichter jest polską pisarką, od lat mieszkającą poza granicami swojej ojczyzny. Dzięki trzytomowej, bestsellerowej serii powieściowej zatytułowanej Ostatnia spowiedź autorka ta znalazła się w zaszczytnym gronie najbardziej poczytnych twórców literatury młodzieżowej i kobiecej w Polsce. Nina Reichter pochodzi z Polski, jednak już od lat wraz ze swoim mężem mieszka w Niemczech. Z wykształcenia jest prawniczką, natomiast pisarstwo określa mianem swego zawodu, a nie pasji – jak sama autorka mawia, lubi ukończone dzieła, lecz nie sam proces twórczy. *

Bethany McCallum chciałaby, aby jej życie znowu stało się normalne, ale czy to możliwe, skoro jej ukochany, Matthem Hansen, za kilka miesięcy bierze ślub z córką magnata medialnego, były mąż chce powrotu, a w dodatku nowa praca w Newsweeku zaczyna się od szantażu, za którego sprawą Bethany i Matt są zmuszeni współpracować ściślej niż kiedykolwiek wcześniej? Czy zawodowa relacja będzie funkcjonować, skoro oboje zdają sobie sprawę z napięcia, jakie pojawia się między nimi? I czy profesjonalizm wystarczy, aby zachowali dystans? Gdy tajemnice z przeszłości wyjdą na jaw, może się okazać, że stare grzechy mają długie cienie. Czy za ich sprawą miłość... zyska niespodziewanego sojusznika? **


Bardzo się cieszę, że długo nie zwlekałam z lekturą drugiego tomu historii dziennikarki Bethany McCallum oraz psychologa specjalizującego się w sprawach sercowych, Matthewa Hansena. Prawie pięćset stronicowa pierwsza część co prawda nieco mnie wymęczyła, jednakże po krótkiej przerwie nabrałam ogromnej ochoty na dalsze losy bohaterów. W mojej pamięci wszystko było świeże, także tym bardziej było mi znacznie łatwiej wkroczyć w Nowy Jork nakreślony piórem Niny Reichter. Właściwie przed chwilą zakończyłam lekturę LOVE Line II i mogę z ręką na sercu napisać, że drugą część czytało mi się o wiele lepiej od pierwszej. Autorka zrezygnowała z rozwlekania fabuły na siłę, zdecydowanie postawiła na wartką akcję i silne emocje. Relacja Beth i Matta jest skomplikowana, pełna niedopowiedzeń, bólu i żalu. Każdy ruch czy decyzja coraz bardziej ich od siebie oddala, a najmniejsza próba poprawienia napiętych stosunków kończy się fiaskiem, pozostawiając bohaterów w bolesnym otępieniu. Szczęśliwe zakończenie niestety jest wątpliwe. 

,,(...) im mniej posiadasz, ty mniej się boisz - a przez to stajesz się wolny."

Nieszczęśliwa miłość, niechciane zobowiązania, zniszczone marzenia. LOVE Line opowiada historię bohaterów o wielu twarzach - niestety najczęściej prezentują one oblicza przytłoczone brutalną rzeczywistością niemającą nic wspólnego z marzeniami. W tej rzeczywistości pragnienia przegrywają z powinnościami. Główni bohaterowie dźwigają na swych barkach ciężar odpowiedzialności za czyjeś życie - za czyjeś szczęście. Zdają sobie sprawę, że ich decyzje wpłyną nie tylko na nich, przez co toczą prawdziwą walkę głęboko wewnątrz siebie. A w tej walce egoizm przegrywa. 

Dopiero w drugiej części czytelnik tak naprawdę poznaje bohaterów. W pierwszej części Nina Reichter stworzyła w umyśle odbiorcy pewien zarys, sylwety bohaterów, które zostały wypełnione w kontynuacji. Dużo tu szarości i smutnych barw, które przytłaczają, zmuszają do refleksji i wysunięcia brutalnego wniosku - dorosłość potrafi być okropna. 


Reichter poświęciła większą uwagę bohaterom drugoplanowym - a w szczególności Bree Watson i Robertowi Forleyowi, co korzystnie wpłynęło na całość historii. Wątek Bree był świetnie poprowadzony. Zaskakujący, wciągający i niejednoznaczny. Bree to silna, ale i bezwzględna kobieta wyznająca zasadę makiawelizmu po trupach do celu. Wpływowa, władcza, przebiegła. Samozwańcza królowa walcząca o miłość intrygą i kłamstwem. Jednak nie tędy droga. Z kolei Roberta dopadła karma - w końcu przyszło mu wypić piwo, które sam naważył. Rozwinięcie historii Beth i Roberta również okazało się być inteligentnym zagraniem ze strony autorki, ukazującym niejednoznaczność związków międzyludzkich. 

LOVE Line II to kontynuacja, która w moich oczach przebiła pierwszą część. Lektura pierwszego tomu w porównaniu z tym wyjątkowo ciężko mi szła. Drugą część wręcz połknęłam, czując swego rodzaju niedosyt - chciałam więcej! Z kolei przy LOVE Line czułam przesyt. W dalszym ciągu jest to piękna, inteligentna i wyjątkowo dojrzała historia skomplikowanych relacji międzyludzkich, zmagań z rzeczywistością i własnym sercem. Warto docenić również piękny styl autorki, umiejętność przelania emocji na papier, a także wnikliwą obserwację zarówno otaczającej nas rzeczywistości, jak i warstwy psychologicznej bohaterów. W tle już nie tylko Nowy Jork, ale również gorące Los Angeles. Sentymentalizm, delikatność i nostalgia w jednym. 

* merlin.pl
** opis wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Novae Res!



piątek, 29 marca 2019

216. Cena pocałunku, Linda Kage

Wiosną najchętniej sięgam po lekkie historie z romansem w roli głównej - jest to idealna pora na tego typu powieści. W powietrzu wręcz czuć miłość, dlatego nie zwlekałam długo z lekturą nowości od wydawnictwa NieZwykłego. Zwłaszcza, że poprzednia książka, którą czytałam (Ciernie Nowego Orleanu Macieja Lewandowskiego) była zupełnym przeciwieństwem lekkiej lektury. Cena pocałunku jeżeli chodzi o wspomnianą już przeze mnie lekkość, to strzał w dziesiątkę - jednak jak powieść Lindy Kage prezentuje się pod innymi względami? 

Linda Kage tworzy romantyczne historie zarówno dla młodzieży, jak i dorosłych – od obyczajowych po fantastyczne. Pisze lekkim piórem, zależy jej przede wszystkim na tym, aby dostarczyć czytelnikom rozrywki i niezapomnianych emocji. *

Nie obchodzi mnie, co mówi moja kuzynka; nie jestem królową niemożliwych związków. To, że mój ostatni chłopak próbował mnie zabić i zostawił mi bliznę na szyi, a potem zmusił do przeprowadzki na drugi koniec kraju i legalnej zmiany nazwiska na Reese Randall, nie znaczy wcale… Okej, kogo ja próbuję oszukać? Jak na świeżo upieczoną studentkę college’u, mam okropne doświadczenia z facetami. Nic dziwnego, że miłość to ostatnia rzecz, o jakiej myślę, gdy w moim życiu pojawia się Mason Lowe. Ale trudno zignorować chemię między nami. Nasza więź przeczy logice. A on jest po prostu diabelsko przystojny. W jego towarzystwie bardziej niż kiedykolwiek czuję, że żyję. Lubię się nawet z nim sprzeczać. Mógłby być moją bratnią duszą… gdyby nie jeden mały problem. Jest żigolakiem. Ja to mam szczęście do chłopaków. **


Cena pocałunku to pierwszy tom wielotomowego cyklu Forbidden Men (następne części: To Professor, with Love; Be My Hero, With Every Heartbeat, A Perfect Ten, Worth It, The Girl's Got Secrets, Priceless, Consolation Prize, The Price of Mason). 

Główną bohaterką powieści jest Teresa, która przez toksyczną znajomość musiała zmienić nazwisko i opuścić rodzinne strony. Od tego momentu jest powszechnie znana jako Reese Randall. Już pierwszego dnia w Waterford County Community College jej uwagę zwraca niejaki Mason Lowe.  Niestety za chłopakiem ciągnie się zła sława - ponoć jest żigolakiem; chłopcem, który zaspokaja żądze znudzonych swymi nadzianymi i wysoko postawionymi mężami kuguarzyc. Reese to totalna gaduła obdarzona magnetyczną osobowością - jej towarzystwo to czysta przyjemność. Czytelnik bardzo szybko przekonuje się, że ma do czynienia z główną bohaterką oraz narratorką, mającą tysiąc myśli na sekundę a jej usta nigdy się nie zamykają. To zabawna, pozytywna i zakręcona dziewczyna, która nawet po traumatycznych przeżyciach potrafi czerpać z życia garściami. Jej energia szybko udziela się czytelnikowi - już po kilku stronach powieści Lindy Kage czułam, jak moje endorfiny budzą się z zimowego snu. Było mi lekko i przyjemnie, a karty historii Reese i Masona wręcz same się przewracały. 

Bohaterowie wykreowani przez Lindę Kage są niezwykle barwni, sympatyczni i autentyczni. Autorka zwyczajne, codzienne sytuacje doprawia sporą dawką humoru, ciepła i uroku, przez co książkę czyta się z błogim uśmiechem na twarzy. Dodatkowo wątek przeszłości głównej bohaterki  oraz sytuacji Masona intryguje i dodaje całości dramatyzmu, a także mocnego przekazu. Cena pocałunku to powieść idealna na spokojny wieczór z kieliszkiem wina. Relaks i oderwanie od rzeczywistości gwarantowane. 


Cena pocałunku to w sporej mierze historia słodkiej, młodzieńczej miłości.  Autorka stopniowo buduje relacje pomiędzy nastolatkami, dzięki czemu czytelnik bez problemu może dostrzec nić porozumienia, która z biegiem czasu zmienia się w prawdziwą więź. Znajomi, przyjaciele, kochankowie. Miłość, emocjonalne wsparcie, namiętność, akceptacja. Niestety romantyczny obraz burzy brutalna i nieobliczalna rzeczywistość. Bohaterowie muszą walczyć nie tylko o związek, ale również o samych siebie. Przed Reese i Masonem stoi wróg o wielu obliczach - rówieśników wytykających ich palcami, przeszłości, która nieprzerwanie daje o sobie znać; obowiązku zapewnienia rodzinie dostatecznego bytu, nawet ceną własnej godności.  

Jest lekko i przez większość książki zabawnie, co jednak wcale nie świadczy o banalności tej historii. Choć Cena pocałunku idealnie wpasowuje się w literaturę młodzieżową z miłością w roli głównej, to czytelnik ma do czynienia z zupełnie innym wymiarem romansu. Jeszcze nie czytałam powieści, w której zetknęłabym się z tematem... kuguarzyc, milfów i ich ofiar, także pod względem fabularnym pierwszy tom cyklu Forbidden Men w moim mniemaniu wypada naprawdę dobrze.  Styl autorki również wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Jest luźny, swobodny i przyjemny w odbiorze.  Właściwie tylko najbardziej pikantna scena miłosna nie przypadła mi tutaj do gustu. Niemniej jednak łatwo zatracić się w tej historii i szczerze polubić bohaterów. Powieść Lindy Kage rozgrzewa serce, bawi i porusza do głębi. 

* opis wydawcy
** opis wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu NieZwykłe! 


piątek, 22 marca 2019

213. Płynąc ku przeznaczeniu, Weronika Tomala

Bardzo chętnie sięgam po debiuty różnorakie - zwłaszcza te w gatunku fantastyki, ale i obyczajówek, czy romansów wcale się nie boję. Zazwyczaj trafiam na dobre debiuty, w których trudno dostrzec raczej niewielkie doświadczenie autora, jednakże czasem zdarzą się i te gorsze. Jak było w przypadku pierwszej powieści naszej koleżanki z blogosfery - Weroniki? Zobaczmy.  

Weronika Tomala - początkująca pisarka, zapalona blogerka. Z wykształcenia nauczycielka angielskiego, na co dzień żona i mama. * Płynąc ku przeznaczeniu to jej debiutancka powieść. 

Skromna studentka, Dominika, wyjeżdża na pierwsze, zagraniczne wakacje. Hiszpania do której jedzie z serdecznymi przyjaciółkami, zmieni jej życie na zawsze. To właśnie tam poznaje pracującego w hotelu, polskiego ratownika.  Dawid przyjechał do Calelli w celach zarobkowych. Nie pierwszy już i nie ostatni raz. Oczekujący od losu spontanicznych przygód nie planuje miłości, bo wiedziony doświadczeniem boi się kochać. Pewny siebie, opryskliwy, egoistyczny. Czy to tylko pozory? **

,,Kiedy w grę wchodzi miłość, rozum ucieka, jak gdyby nagle przestraszył się serca."


Jako że jestem sroką okładkową pozwolę sobie na wstępie zwrócić uwagę na wydanie debiutanckiej powieści Weroniki Tomali. Powieść Płynąc ku przeznaczeniu niezmiernie przypadła mi do gustu pod względem oprawy graficznej - klasyczna czcionka, użyte fotografie oraz kolorystyka zgrabnie się ze sobą zgrywają, tworząc spójną i estetyczną całość. Jednakże jako szanująca się sroka okładkowa wiem, że nie wszystko złoto, co się świeci. Ładna oprawa graficzna wcale nie musi oznaczać, że zawartość książki będzie równie ładna. 


Już w pierwszym rozdziale na pierwszy plan wysuwa się styl autorki. Jest to element - a właściwie fundament, do którego nie mogłabym się przyczepić. Weronika Tomala jak na początkującą autorkę, posługuje się niezwykle zgrabnym i lekkim piórem. Tworzy trafne i inteligentne porównania, chętnie sięga po różnorakie środki stylistyczne. Ewidentnie dostrzec tu można zmysł estetyki i plastyczność wszelakich opisów - czy to miejsca akcji, czy stanów emocjonalnych bohaterów. Jednakże fabuła oraz kreacja bohaterów to już inna bajka. Zacznijmy od głównej bohaterki - Dominiki Linkler. Skromna i nieśmiała studentka, która pod wpływem impulsu i chęci przeżycia czegoś nowego, decyduje się na wakacyjny wyjazd do Hiszpanii wraz z dwójką przyjaciółek - Wiktorią i Kasią. Dominika ewidentnie odstaje od swoich koleżanek - jest rozważna, ostrożna i raczej niechętnie podchodzi do jakichkolwiek atrakcji. A przynajmniej taka miała być, ponieważ analizując zachowania Dominiki z łatwością można dostrzec niekonsekwencje, sporą rozbieżność pomiędzy tym, jak główna bohaterka została nam przedstawiona, a jaka okazała się być. Dominika ucieka przed czynami, na które większość z nas zdobyłaby się (i to nawet z uśmiechem na twarzy), tylko po to, by po chwili wejść w paszczę lwa. Poza tym, która z was (pytam dziewczyny o zdrowych zmysłach) stwierdziła, że kocha jakiegoś chłopaka po jednym dniu znajomości - i to w dodatku mało intensywnej i raczej nieprzyjemnej? Przyjaciółki i towarzyszki wakacyjne Dominiki, niestety również nie wkradły się w moje łaski. Były płytkie i lekkomyślne. Gwałtowny wątek romantyczny także nie trafił w moje serce. Wszystko działo się stanowczo zbyt szybko, przez co nie było to ani trochę wiarygodne, czy ujmujące. Rozumiem, że autorkę w pewien sposób ograniczał termin wakacji Dominiki, Wiktorii i Kasi, jednak nie zmienia to efektu, jaki uzyskaliśmy, czyli... miłości wyssanej z palca. 

Do pewnego momentu debiutancka powieść Weroniki Tomali zapowiadała się bardzo obiecująco. Zgrabne pióro, gorąca Hiszpania w tle, niemy zwiastun intensywnego romansu rodem z kinowej komedii romantycznej z inteligentnym przesłaniem. Niestety gdzieś po drodze wdarły się tu kiepskie sceny z disneyowskich musicali młodzieżowych oraz pseudo-dramatyzm polskich telenoweli, czyli w każdym odcinku, w przypadku książki: rozdziale koniecznie musi się zdarzyć coś dużego. To właśnie dramaty są wyznacznikiem i motorem napędowym fabuły. Jest ich po prostu za dużo. Po dwustu stronach byłam zmęczona i zirytowana - zwłaszcza główną bohaterką.


 W ostatecznym rozrachunku muszę napisać, że powieść Płynąc ku przeznaczeniu Weroniki Tomali nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia, przez co jest mi właściwie... przykro, ponieważ bardzo chciałam wychwalić ten debiut, lecz gdybym to zrobiła, nie byłoby to zgodne z moimi osobistymi odczuciami, a chyba nie na tym to polega, czyż nie? Nie da się jednak ukryć, że w piórze autorki drzemie potencjał, który szkoda byłoby nie wykorzystać. Niech zatem moja recenzja będzie swego rodzaju radą, że więcej wcale nie znaczy lepiej, oraz przestrogą - że bardzo łatwo przedobrzyć w akcji, czy emocjach, które autor stara się wywołać w czytelniku. 

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu dla.czemu!

środa, 13 marca 2019

210. LOVE Line, Nina Reichter

Przed twórczością Niny Reichter zapierałam się rękami i nogami. Raz za czas zdarza mi się pałać do jakiejś książki, serii bądź autora silną i niewytłumaczalną w racjonalny sposób awersją. Było tak z Johnem Greenem i właśnie z autorką serii Ostatnia spowiedź oraz Love line. Jednakże gdy wydawnictwo Novae Res zaproponowało mi zrecenzowanie najnowszej serii Reichter, postanowiłam się przełamać i dać jej szansę. 

Nina Reichter jest polską pisarką, od lat mieszkającą poza granicami swojej ojczyzny. Dzięki trzytomowej, bestsellerowej serii powieściowej zatytułowanej Ostatnia spowiedź autorka ta znalazła się w zaszczytnym gronie najbardziej poczytnych twórców literatury młodzieżowej i kobiecej w Polsce. Nina Reichter pochodzi z Polski, jednak już od lat wraz ze swoim mężem mieszka w Niemczech. Z wykształcenia jest prawniczką, natomiast pisarstwo określa mianem swego zawodu, a nie pasji – jak sama autorka mawia, lubi ukończone dzieła, lecz nie sam proces twórczy. *

Matthew Hansen - przystojny młody psycholog - doradza kobietom, jak zbudować satysfakcjonujący je związek i nie pozwolić sobą manipulować. Jest twórcą popularnej internetowej audycji LOVE Line, a jego charyzma i celne rady przyciągają miliony słuchaczek. Zrządzeniem losu spotyka Bethany McCallum, będącą w trakcie rozwodu dziennikarkę luksusowego magazynu dla kobiet. Otrzymuje ona zlecenie napisania artykułu obnażającego metody stosowane przez hermetyczną grupę tak zwanych pick-up artists, czyli trenerów podrywu. Nieetycznych manipulantów, którzy szkolą mężczyzn, jak zaciągnąć kobiety do łóżka. Ich drogi krzyżują się przy stoliku pewnej bardzo nietypowej restauracji. Wzajemne przyciąganie sprawia, że Matt postanawia zbliżyć się do Bethany. Aby to zrobić, będzie musiał podzielić się z nią swoją wiedzą. Tymczasem napięcie między nimi staje się coraz silniejsze. Ale oboje coś ukrywają. **


Na polskim, jak i zagranicznym rynku wydawniczym co miesiąc przybywa ogromna ilość książek z gatunki literatury obyczajowej. W tym gatunku trudno się wyróżnić, napisać coś naprawdę wyjątkowego i odkrywczego, jednakże już w samym opisie książki można zauważyć, że pomysł Niny Reichter banalnym nazwać nie można. Ale koncept konceptem, a realizacja to już zupełnie inna sprawa. Już po kilku rozdziałach LOVE Line okazało się być książką niezwykle inteligentną - zaskakującą swoją głębią i nietuzinkowymi bohaterami. Powieść w pełni angażuje czytelnika  - wymaga myślenia i empatii. Zazwyczaj gdy czytamy książki polskich autorów, których akcja osadzona jest za granicą (w przypadku LOVE Line są to Stany Zjednoczone), przypomina to teatralną dekorację - z zewnątrz całkiem ładna, ale wewnątrz pusta. Jednakże Nina Reichter naprawdę przyłożyła się do przedstawienia miejsca akcji, czyli Nowego Jorku. Autorce udało się oddać specyficzny klimat tego pięknego miasta, dzięki czemu czytelnik mentalnie przenosi się do wielkiego jabłka. 

,,To, ile komuś dajesz, powinno być odbiciem tego, ile on daje tobie. A nie tego, jak bardzo chcesz z nim być."

Ciężko zdefiniować styl Niny Reichter. Nie jest on lekki, ani też ciężki. Umiejscowiłabym go gdzieś po środku. LOVE Line nie należy do tych książek, po które należy sięgnąć po całym dniu ciężkiej pracy w celu odprężenia się i zapomnienia o problemach życia codziennego, ponieważ jej lektura wymaga zaangażowania i pełnego skupienia. Nieraz, gdy moje myśli wędrowały gdzieś w bok, zwyczajnie gubiłam się w fabule lub dialogach. Przyznam, że pod koniec książki czułam się zmęczona tą historią. Pierwszy tom liczy sobie blisko pięćset stron - i według mnie jest to za dużo. W trakcie lektury nie dostrzegłam tego tak wyraźnie, jak po, ale Nina Reichter niepotrzebnie rozwlekła tę historię. Czterysta stron spokojnie by tu wystarczyło, a nawet nieco mniej. Większą część książki czytałam z ogromnym zainteresowaniem, jednakże końcówka pierwszego tomu była nieco mdła, nawet pomimo emocjonujących wydarzeń, będących głównym punktem drugiego tomu. Niemniej jednak jest to historia, która wwierca się w umysł czytelnika i prędko go nie opuści. To jedna z tych książek, których treść pozostaje w pamięci. LOVE Line to ambitna powieść poruszająca niebanalną problematykę. 

Bardzo spodobała mi się kreacja głównych bohaterów oraz wielkomiejski klimat. Bethany to zagubiona młoda kobieta, która właśnie rozwodzi się z mężem. Przeżyła zawód życiowy i miłosny. Życie wcale nie wygląda jak z bajki, a książę przyprawił jej rogi z inną księżniczką. Jej życie odmienia tajemniczy Matthew, psycholog prowadzący audycję internetową LOVE Line, w której doradza kobietom w sprawach sercowych. Matthew wydaje się być idealny, jednakże jak każdy człowiek, ma swoje tajemnice. 


,,Wiesz, co kiedyś usłyszałem? Że znacznie łatwiej jest udawać miłość, gdy jej nie ma... niż ukryć, że kogoś kochasz, gdy tak jest."

Dzięki Reichter odkryłam subkulturę, o której kilka dni temu nie miałam zielonego pojęcia. PUA (Pick-up artist) to trenerzy podrywu, artyści uwodzenia, którzy pomagają mężczyznom w zdobyciu atencji płci przeciwnej. To zamknięty krąg, hermetyczne grono z wyraźnie wytyczoną hierarchią. PUA zdobywają coraz większą popularność na całym świecie, także strzeżcie się kobietki! Subkultura ta posiada swój własny slang, a w dodatku organizowane są kursy i zjazdy. 


Klimatem ta powieść przypomina film Między słowami ze Scarlett Johansson w roli głównej. Pełno tu przemilczeń, niedopowiedzeń; wyraźnie czuć delikatny i niemy sentymentalizm oraz zagubienie pomieszane z rozczarowaniem głównych bohaterów. Negatywne emocje i rozterki codzienności nie opuszczają Beth i Matthewa - a ciemne chmury ustępują słońcu, tylko gdy są razem. Jednak czy będzie dane im być razem?

* merlin.pl
** opis wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Novae Res!