Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 czerwca 2020

301. Ostatnia walka, Rachel E. Carter


Finałowy tom popularnej serii fantasy, która rozkochała mnie już od pierwszego tomu. Ostatnia walka to zaskakująco mocne zakończenie losów Ryiah, młodej magini, która wspięła się na sam szczyt swych możliwości, po to, aby upaść z hukiem - czy to wszystko było tego warte?

Rachel E. Carter to amerykańska autorka, której cykl fantasy Czarny mag osiągnął status bestsellera według USA Today. Wpływ na twórczość Carter miały: J.K. Rowling (Harry Potter), Meg Cabot (Pośredniczka, Pamiętniki księżniczki), Taheren Mafi (Dotyk Julii), L.J. Smith (Pamiętniki wampirów), Tamora Pierce (Krąg magii, Kroniki Tortallu) oraz Jane Austen (Duma i uprzedzenie, Perswazje). Amerykańska pisarka wielbi kawę, którą kolekcjonuje i ma słabość do czarnych charakterów w literaturze, a szczególnie pana Darcy'ego. Pierwsza część serii Czarny mag w Polsce miała premierę 13 września 2018 roku - natomiast za granicą jest dostępna już całość, w skąd której wchodzą: Non-heir (tzw. 0,5), First Year, Apprentice, Candidate, Last Stand. Polskie tytuły serii to: Pierwszy rok, Adeptka, Kandydatka oraz Ostatnia walka. 

On jest Czarnym Magiem, a ona zdrajczynią. Świat Ryiah runął, gdy odkryła niecne plany króla Blayne'a. Teraz musi zdradzić wszystko, co kocha, aby uchronić królestwo przed wojną. Rozdarta między miłością a obowiązkiem, sercem a rozsądkiem Ry podejmuje się niebezpiecznej misji. Ma pomóc rebeliantom i przekonać przedstawicieli królestwa Pythus, aby zerwali pakt ze skorumpowanym królem Jeraru, jednocześnie oszukując najpotężniejszego maga w królestwie, a zarazem swojego męża. Wcześniej czy później będzie musiała stanąć do walki. *


Recenzja ta stanowi nie tylko moją ocenę ostatniego tomu serii Czarny mag autorstwa Rachel E. Carter, ale także całości przygód młodej magini Ry i mrocznego księcia Darrena. Pierwszy tom przeczytałam w 2018 roku i śmiało mogę stwierdzić, że była to miłość od pierwszego przeczytania. Autorka oczarowana mnie kreacją świata przedstawionego, bohaterami, fabułą a także swoim warsztatem literackim. W 2019 roku przeczytałam drugi (Adeptka) i trzeci (Kandydatka) tom, które wywarły na mnie równie pozytywne wrażenie. Ostatnia walka choć utrzymana w tej samej konwencji, bardzo różni się od poprzednich tomów - przede wszystkim natłokiem krytycznych wydarzeń, które burzą wszystko, na co nasi bohaterowie pracowali na przestrzeni całej serii. Wszystko okazuje się być potwornym kłamstwem, niszczącym rzeczywistość, którą znamy. 

,,Byłam magiem i dziewczyną, nikim więcej. Wszystko inne to nieprawda.''

Rachel E. Carter jest brutalna, bezwzględna, ale jednocześnie... cudowna. Seria Czarny Mag jest jedną z tych, które przeniosły mnie na wiele godzin do innego świata i wielokrotnie zaparły dech w piersi. Jak dla mnie jest to idealna fantastyka młodzieżowa - pełna wartkiej akcji, zakazanej miłości, wstrząsających decyzji, piękna przyjaźni - która spokojnie przypadnie do gustu również starszemu czytelnikowi. Ostatnia walka to mocne zakończenie serii, które na długo zapadnie w pamięci czytelników. Szczerze mówiąc, nie sądziłam, że autorka odważy się na tak drastyczny rozwój wydarzeń - zdecydowanie nie jest to zakończenie z cyklu i żyli długo i szczęśliwie. Za dużo tu krzywdy, bólu, łez, ciężkich słów i podłych czynów, po doświadczeniu których niemożliwym jest wrócić do tego, co było przed. Ale zawsze można się starać, próbować, mieć nadzieję...


Jeżeli jesteście przed lekturą ostatniego tomu, to przygotujcie się na mocne emocje i łamiące serce sytuacje. Z kolei osoby, które przeczytały już Ostatnią walkę zgodzą się ze mną, że to była prawdziwa jazda bez trzymanki. Pozostało mi czekać na nowelkę Non-heir, będącą dodatkiem do serii i ciekawym dopełnieniem całości. POLECAM - zarówno całą serię, jak i każdy tom z osobna. 

* materiały wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Uroboros!
 

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

294. Złote miasto, Michał Gołkowski

Kontynuacja losów Zahreda - przeklętego boga, którego skazano na wieczne odradzanie się na nowo. Czytelnik opuszcza granice Rundis, gdzie miała miejsce akcja wcześniejszej części, czyli Świątyni na bagnach i wyrusza  w podróż z legendarnymi skandynawskimi wojownikami - Wikingami. Pośród nich swe miejsce odnaleźli Zahred i Mira. 

Michał Gołkowski to zodiakalnie, patologiczny Wodnik z roku Stanu Wojennego. Wbrew pozorom samotnik, mizantrop i introwertyk. Z wykształcenia lingwista, z zamiłowania historyk wojskowości, z zawodu na co dzień tłumacz kabinowy angielsko-polsko-rosyjski. Obecnie stalker. Czarnobylem zafascynowany, odkąd tylko dowiedział się, po co brał wiosną ’86 ten niedobry proszek w kapsułkach z opłatka. Swoje związki ze Wschodem i stosunek do słowiańskości określa jako typowy love-hate relationship. Od zawsze rozerwany pomiędzy Skansenem w Łowiczu a Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie, osiadł w końcu pod lasem niedaleko Sochaczewa. *

Trzy wężowe łodzie pełne wojowników z mroźnej, niegościnnej północy suną przez nurty wielkich rzek, aby dotrzeć ku słonecznym, piaszczystym brzegom południa. Złote miasto, powtarzają wszyscy szeptem! To tam, nad wodami mitycznego morza po drugiej stronie świata, wznosi się potężny gród, w którym z pewnością mieszkają bogowie. Ale ponad dachami Złotego Miasta gromadzą się ciemne chmury. Inne imperium, o wiele młodsze i bardziej głodne chwały, ostrzy sobie zęby, mogące bez trudu skruszyć wiekowe mury. Zbliża się oblężenie tak wielkie, że o podobnym nawet pieśniarze nie śmieli marzyć. Od wschodu nadciąga burza, a wraz z nią bitwa, która odmienić może losy całego świata. Przez skowyt wichru w olinowaniu, w trzasku przecinającej niebo błyskawicy i huku przetaczającego się ponad spienionymi falami gromu, słychać tylko jedno imię. Zahred. **


Pierwszą część trylogii Bramy ze złota czytałam w listopadzie zeszłego roku. Książka ta wywarła na mnie mieszane wrażenie - zdecydowanie była to pozycja mająca ogromny potencjał, a pomysł autora pozostawił pełne pole do popisu w kwestii kontynuacji przygód Zahreda. W pierwszej części bohater ten przypominał marionetkę w rękach ludzi niżeli boga, czy głównego bohatera. Operował wydarzeniami, lecz nie był ich wykonawcą. W Złotym mieście Zahred zdecydowanie staje się siłą sprawczą - głosem i rozkazem ludzi, którzy bardzo szybko stają mu się całkowicie podlegli. Bóg napotyka na swej drodze skandynawskich wojowników, z którymi wyrusza w podróż do Złotego Miasta - Miklagardu, legendarnego grodu ociekającego bogactwem i wszelkimi dobrami, o których wikingowie mogą tylko pomarzyć. Skuszeni wizją zdobycia dóbr doczesnych wojownicy postanawiają powierzyć swój los nieznanemu człowiekowi, który wzbudza w nich szacunek, ale i strach wymieszany z tlącym się brakiem zaufania. Czy Zahred okaże się ich zgubą? 

,,Odwaga to ciągła obecność strachu i robienie tego, co trzeba, wbrew niemu. Odwaga to siła, aby pokonać samego siebie!"


Rozpoczynając lekturę drugiej części trylogii, ogromnie się ucieszyłam ponownie spotykając Mirę, bohaterkę którą poznałam we wcześniejszej części. Już wtedy córka wodza plemienia zamieszkującego Rundis wzbudziła we mnie pozytywne emocje. Mira przypomina barbarzyńską superbohaterkę, która buntuje się przeciwko tradycyjnej roli kobiety, ograniczającej się do bycia matką, żoną i gospodynią domową, całkowicie podległą swemu mężowi. Lubię silne bohaterki, które trzymają się swoich zasad i nie dają sobie pomiatać, a Mira jest jedną z nich. Nic dziwnego, że bez problemu odnalazła się ona wśród wikingów, słynących z tego, iż na polu bitwy, jak i w życiu codziennych kobieta stawała obok mężczyzny - nie za nim. 

Po raz kolejny Michał Gołkowski zrobił na mnie wrażenie miejscem akcji oraz czasem, w której zostały osadzone wydarzenia. Jestem ogromną fanką serialu Wikingowie, więc miło było wyruszyć z nimi w niebezpieczną podróż niemalże w nieznane. Autor w ciekawy sposób odtworzył zwyczaje i tradycje skandynawskich wojowników, oraz potrafi tworzyć intrygujące i plastyczne opisy przyrody, a także dynamiczne sceny walki, którym nie brak realistyczności. Niestety nie polubiłam się z głównym bohaterem. Zahred to dziwna postać - według mnie stanowczo przerysowana. W dodatku Gołkowski w przypadku kreacji przeklętego boga okazał się nieco niekonsekwentny. Bohater łamał własne zasady . Nie potrafiłam zrozumieć uczuć, jakimi darzyła go Mira.  


Szczęk oręża to nieodłączny element fabuły. Złote miasto wręcz ocieka od scen walk - nic dziwnego, w końcu pojawiają się tu wikingowie znani z porywczej natury, przypominającej bardziej bestię niżeli człowieka.  Drugi tom spodobał mi się bardziej niż pierwszy, jednak mam wrażenie, że nie do końca są to moje klimaty - fantastykę uwielbiam, problem tylko, że chyba niekoniecznie w takim wydaniu. 

* lubimy czytać
** materiały wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Fabryka Słów



poniedziałek, 6 kwietnia 2020

293. Fałszywy Pieśniarz, Martyna Raduchowska

Mroczna kontynuacja Szamanki od umarlaków oraz Demona Luster. Martyna Raduchowska, jedna z moich ulubionych polskich pisarek, powraca z dalszymi przygodami Idy Brzezińskiej. Wrocławska twórczyni zdobyła mnie przede wszystkim swą cyberpunkowym kryminałem Łzy Mai, lecz do jej serii fantasy wróciłam z utęsknieniem. 

Martyna Raduchowska urodziła się w 1987 roku we Wrocławiu, z którym jest związana również sercem. Aktualnie mieszka w Warszawie. Ukończyła psychologię i kryminologię na Uniwersytecie Aberystwyth, neurobiologię poznawczą na Uniwersytecie York oraz psychologię śledczą - Uniwersystet SWPS. Z zamiłowaniem profiluje osoby zaginione i sprawców zbrodni, oraz zgłębia tajniki ludzkiego mózgu. W literackim świecie porusza się w sferze fantastyki. Napisała kilka opowiadań, powieści urban fantasy: Szamanka od umarlaków (2011), Demon Luster (2014) oraz cyberpunkowy kryminał Łzy Mai (2015), za który otrzymała Nagrodę Literacką Kwazar. Pisze i pracuje jako scenarzystka w studiu CD PROJEKT RED.

Ekipa śledcza Wydziału Opętań i Nawiedzeń wkracza do ogrodu Kusiciela, aby odkryć ostatni element układanki. Ekshumacja zwłok nieznanego mężczyzny daje początek serii tragicznych wydarzeń. We Wrocławiu dochodzi do przerażających samobójstw, mroczna przeszłość Kruchego powraca, by upomnieć się o jego duszę, Ida zaś przekonuje się, że dar szamanki od umarlaków w niepowołanych rękach grozi katastrofą, a życzenia potrafią być niebezpieczne szczególnie wtedy, gdy się spełniają… **


Fałszywy pieśniarz to piąta książka Martyny Raduchowskiej, po którą sięgnęłam od 2018 roku, gdy to w moje łapki trafiła pierwsza część losów Idy Brzezińskiej, Szamanka od umarlaków. Już wtedy autorka kompletnie oczarowała mnie swoim elastycznym i swobodnym piórem, a także pomysłowością, która do teraz zaskakuje mnie co rozdział. Do dziś nie jestem w stanie uwierzyć, że otwarcie historii Idy było debiutem literackiej wrocławskiej pisarki. Demon Luster okazał się być kontynuacją ponurą, pełną demonów i innych strachów, jednak występujący tam kryminalny wątek fantasy bardzo przypadł mi do gustu. Od czasu lektury tych dwóch książek minęły prawie... dwa lata i choć nieco wybiłam się z tej historii, to i tak po trzeci tom sięgnęłam z ogromną przyjemnością. Są miejsca, do których człowiek wraca z radością - i jednym z nich jest właśnie bezgraniczna wyobraźnia Martyny Raduchowskiej. Już sama okładka wiele mówi nam o klimacie książki. Mroczna, przytłaczająca negatywnymi emocjami, które wręcz wylewają się z Idy, a nawet wywołująca miejscami gęsią skórkę - a zwłaszcza scena z małymi stópkami (ci, którzy tę lekturę mają już za sobą, będą doskonale ją pamiętać). Muszę przyznać, że zaskoczył mnie kierunek, który obrała Martyna Raduchowska - z pozornie lekkiej i zabawnej historii medium, które wcale nie chce być medium, a w dodatku jest czarną owcą w magicznej rodzinie, stworzyła coś... co nie możemy określić już słowem zabawny, bo trzeciemu tomowi stanowczo daleko do zabawnego i frywolnego dzieła. 

,,Czy kogoś, kto czyni dobrze tylko dlatego, że ma nóż na gardle można nazwać dobrym człowiekiem?
- Obawiam się, że zaczęliśmy filozofować.
- I to- o zgrozo- bez alkoholu''.

Pracownicy Wydziału Opętań i Nawiedzeń (w skrócie WON) w dalszym ciągu kontynuują niełatwe śledztwo w sprawie tajemniczego Demona Luster, niejakiego Marka Karewicza - znanego również jako Karev lub Kusiciel. Antagonista, którego poznaliśmy w poprzednim tomie, nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, a jego przeszłość w dalszym ciągu stanowi klucz do rozwiązania czegoś znacznie większego. Mężczyzna skutecznie utrudnia śledztwo i wcale nie ma zamiaru współpracować z Idą, Kruchym, Rudą, czy resztą ekipy śledczej. Idzie jednak udaje się zdobyć kolejny klucz do jego wspomnień - wspomnień, które przytłaczają swą ponurością. 

W trzeciej części przygód Idy Brzezińskiej zaskoczyła mnie nie tyle co zmiana klimatu na jeszcze mroczniejszy niż w poprzednim tomie, co niezwykły progres w obrębie warsztatu literackiego Martyny Raduchowskiej. To, że wrocławianka potrafi pisać cudownie wiem nie od dziś (Łzy Mai, czy Spektrum to przecudownie napisane książki), jednak i tak Fałszywy Pieśniarz kompletnie otumanił mnie właśnie na poziomie językowym. Autorka czaruje słowem, bawi się językiem polskim, w proste zdania wplata idealną porcję środków stylistycznych i wychodzi jej to doskonale. Niestety w tej części bohaterowie drugoplanowi - oprócz Idy i Kruchego, których relacja pogłębia się i komplikuje jednocześnie - schodzą na drugi plan. Mało tu Tekli, Pecha, Gryzaka, czy innych postaci, które do tej pory ubarwiały lekturę. Treść odnosi się do poprzednich tomów, tak więc przeczytanie tej książki bez znajomości wcześniejszych części, nie wchodzi w grę. Wpierw zachęcam do przeczytania Szamanki od umarlaków, następnie Demona Luster, a dopiero później Fałszywego Pieśniarza. 


Na kontynuację przygód Idy Brzezińskiej niektórzy czytelnicy musieli czekać aż pięć lat - ja na szczęście niecałe dwa. Fałszywy Pieśniarz najprawdopodobniej jest zakończeniem tej historii, choć jak dobrze wiemy, różnie to bywa. Może autorce będzie równie trudno rozstać się z bohaterami i magiczną Polską? Mam taką nadzieję, bo smutno będzie nam bez Idy, Kruchego, Pecha, Gryzaka, Tekli i całej reszty barwnych bohaterów. 

* materiały wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Uroboros!
 



wtorek, 31 marca 2020

292. Instytut, K.C. Archer

Debiutancka powieść zagranicznej autorki ukrywającej się pod pseudonimem artystycznym. Instytut to tegoroczna nowość wydana przez jedno z moich ulubionych wydawnictw - Uroboros. Jako fanka zjawisk paranormalnych, a także literatury z wątkami nie z tego świata, nie mogłabym przejść obojętnie obok tej książki - zwłaszcza, że już sama okładka fascynuje i obiecuje udaną lekturę. Czy dałam się zwieść grafikowi? 

K.C. Archer to autorka ukrywająca się pod pseudonimem. Instytut (2018) jest jej pierwszą książką i jednocześnie pierwszym tomem serii. * Aktualnie na rynku zagranicznym jest już dostępna druga część nosząca tytuł The Astral Traveler's Daughter. 

Teddy Cannon nie jest typową dwudziestokilkuletnią kobietą. Owszem, jest zaradna, bystra i pokręcona. Ale potrafi też z niesamowitą precyzją czytać ludzi. Nie zdaje sobie jednak sprawy, że jest prawdziwym medium. Kiedy seria złych decyzji prowadzi Teddy do wpadki z policją, interweniuje tajemniczy nieznajomy. Zaprasza ją do złożenia podania do instytutu dla mediów, placówki ukrytej u wybrzeży San Francisco, gdzie studenci są szkoleni niczym pracownicy Delta Force: uczelnia ta jest konkurencyjna, bezwzględna i ściśle tajna. Studenci uczą się tam telepatii, telekinezy, umiejętności śledczych i taktyki SWAT. A jeśli przetrwają szkolenie, kontynuują służbę na najwyższych szczeblach władzy, wykorzystując swoje umiejętności do ochrony Ameryki i świata. *


Sięgając po tę książkę, nie można pozbyć się wrażenia, że gdzieś już spotkaliśmy się z podobną historią. Paranormalne umiejętności, ludzie traktujący siebie samych jak wyrzutków społecznych,  instytut naukowy pomagający im okiełznać swe zdolności; tajemnicze badania, w które zamieszane jest wojsko oraz rząd państwa. Czy ktoś z Was już znalazł pierwowzór? Gdy tylko przeczytałam kilka początkowych rozdziałów już wiedziałam, z czym Instytut K.C. Archer tak bardzo mi się kojarzy... z historią grupy mutantów znanych z komiksów, a także filmów - X-Men. Jednak ze względu na to, że uwielbiam mutantów i stosunkowo niedawno oglądałam wszystkie części filmów, jest to zdecydowanie pozytywne skojarzenie. Główną bohaterką debiutu K.C Archer jest niejaka Theodora Delaney Cannon znana jako Teddy. Dwudziestoczteroletnia dziewczyna wychowana w Las Vegas uwielbia hazard, a jej ulubionym miejscem jest kasyno. Teddy jest naprawdę dobra w karty, a zdecydowanie ma na to wpływ jej nad wyraz rozwinięta spostrzegawczość, dzięki której dziewczyna jest w stanie przewidzieć decyzje i sytuację graczy na podstawie ich zachowania, gestów a także mimiki. Niespodziewane spotkanie z nieznajomym mężczyzną zupełnie zmienia jej życie oraz otwiera oczy na pewne sprawy... a zwłaszcza na samą siebie. Theodora dołącza do Instytutu Whitfield, gdzie spotyka ludzi podobnych do siebie, a także odkrywa wstrząsającą fakty ze swojej przeszłości. Za pomocą morderczych treningów fizycznych i umysłowych zdobywa wiedzę i umiejętności, dzięki którym w przyszłości będzie w stanie wykonać zadania specjalne na najwyższych szczeblach władzy państwowej, a także światowej. Mówiąc jaśniej, absolwenci Instytutu Whitfield są szkoleni do wyższych celów. 

„Jeśli nie pasujesz do społeczeństwa, wśród nich się odnajdziesz...”

Instytut jest jedną z tych książek, które czyta się błyskawicznie. Strony właściwie przewracają się same - jednakże warto zaznaczyć, że to nie rwąca akcja odpowiada za taki stan rzeczy, lecz wyraziste pióro autorki, które trafi w gusta większości czytelników. K.C. Archer skupia się na konkretach, nie odpływa w warstwę uczuciową czy emocjonalną bohaterów - jednak przy tym nie pozbawia swych postaci namiętności. Autorka w intrygujący sposób tłumaczy działanie paranormalnych umiejętności. W Instytucie Whitfield rodzą się przyjaźnie, a także coś więcej - co niekoniecznie pomoże studentom skupić się na nauce i ćwiczeniach. Teddy warstwa po warstwie rozbiera swe tajemnicze umiejętności, stopniowo odkrywając prawdę o sobie i swojej rodzinie, a także swoich przyjaciołach. Niestety nie każda prawda jest ładna i właściwie do samego końca pierwszego tomu nie wiadomo, kto jest dobry, a kto zły.


Druga połowa książki zdecydowanie jest lepsza niż pierwsza, także warto dać szansę tej książce i przekonać się na własnej skórze, czy debiutująca autorka zrobiła na was pozytywne wrażenie, oraz czy zdecydujecie się na lekturę drugiego tomu, który mam nadzieję, jeszcze w tym roku do nas trafi. Instytut kusi okładką i fabułą przypominającą X-Menów. Mnie książka zdecydowanie kupiła. 

* materiały wydawcy
** materiały wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Uroboros!
 


środa, 18 marca 2020

288. Uwięziona królowa, Kristen Ciccarelli

Drugi tom serii Iskari, której pierwsza część pod koniec lutego podbiła moje serce! Ostatni Namsara to historia, która przeniosła mnie w zupełnie inny świat - wypełniony pradawnymi opowieściami oraz potężnymi i dzikimi smokami. Kristen Ciccarelli kompletnie mnie zaskoczyła swym pomysłem i najprościej mówiąc: całkowicie zachwyciła. Uwięziona królowa to kontynuacja losów królestwa rodem z Księgi tysiąca i jednej nocy, jednak to co autorka przygotowała dla czytelników tym razem, zapewne po raz kolejny zadziwi niejednego odbiorcę. 

Kristen Ciccarelli dorastała na Półwyspie Niagara na południowym Ontario w Kanadzie na plantacji winogrona należącej do jej dziadka. Zanim stała się bestsellerową autorką, pracowała w piekarni, była baristką, księgarką i zajmowała się wyrobem ceramiki. * Jej debiutancka powieść Ostatni Namsara została przetłumaczona na dwanaście języków. 

Żyły kiedyś dwie siostry, które łączyła tak silna więź, że nic nigdy nie mogło ich rozdzielić. Roa i Essie nazywały to nicią. Zajmowały się magią – aż Essie straciła życie w straszliwym wypadku i jej dusza została uwięziona w tym świecie. Sprawcą jej śmierci był Dax, dziedzic tronu Firgaardu. Roa poprzysięgła znienawidzić go po kres. Jednak osiem lat później Dax wrócił, by błagać ją o pomoc. Zamierzał zdetronizować swego okrutnego ojca, który dla ludu Roi był bezlitosnym ciemiężycielem. **

Sięgając po pierwszy tom serii Iskari wiedziałam, że przepadnę - i jak zapewne się domyślacie, przepadłam kompletnie i całkowicie w historii tak niesamowitej i oryginalnej, że zamykając Uwięzioną królową miałam ochotę raz jeszcze przeczytać tę książkę. Ostatni Namsara wprowadził czytelnika w orientalny świat, w którym rzeczywistość bohaterów przeplata się z pradawnymi opowieściami  mającymi w sobie więcej życia, niż niejeden z nas. Silni bohaterowie łamiący stereotypy, majestatyczne smoki, zakazane uczucia, intrygi i walka o władzę to główne cechy trylogii. 


Tom pierwszy diametralnie różni się od tomu drugiego - nie oznacza to jednak, że Uwięziona królowa w jakikolwiek sposób ustępuje swej poprzedniczce. Kontynuacja losów bohaterów zachwyca równie mocno co Ostatni Namsara, a pod niektórymi względami nawet i przysłania pierwszą część. Asha, pogromczyni smoków i harda księżniczka łamiąca powszechne stereotypy ustępuje miejsca Roi - krzewowiance, córce Domu Pieśni, która poślubiając Daksa, brata Ashy, staje się królową znienawidzonego przez krzewowian Firgaardu. Z kolei tajemniczy Torwin, służący a także kochanek Ashy, ustępuje miejsca Daksowi. Główni bohaterowie Ostatniego Namsary stają się zaledwie bohaterami epizodycznymi, choć czytając tę historię nie sposób o nich nie myśleć. Ich duch utrzymuje się na kartach historii nawet pomimo tego, iż ich imiona padają niesamowicie rzadko. Kristen Ciccarelli snuje enigmatyczną historię dwóch sióstr, jednocześnie przedstawiając teraźniejsze losy jednej z nich. Roa, choć pozornie bezbronna i delikatna, okazuje się bohaterką równie charyzmatyczną i silną co Asha. Działa w inny sposób, prezentuje nieco inne wartości, a jednak pod niektórymi względami jest bardzo podobna do legendarnej pogromczyni smoków. Dax również zaskakuje czytelnika swoim prawdziwym obliczem - czaruje chłopięcym urokiem, a także swą tajemniczością. 

,,Prawdziwa miłość jest jak najmocniejsza stal. To głownia miecza, którą można roztopić, można zmienić jej kształt uderzeniem młota, ale złamać ją to zadanie, którego nikt nie jest w stanie wykonać. Nawet Śmierć''. 


Uwięziona Królowa prezentuje losy bohaterów łączące się bezpośrednio z poprzednim tomem. Dowiadujemy się, co następuje po rewolcie a także uwolnieniu Ashy - czytelnik, a także Dax i Roa muszą odnaleźć się w świecie, gdzie nic nie jest jasne i oczywiste. Firgaard wypełniony jest zdrajcami, kłamcami i osobami, które tylko czekają na okazję, by zaatakować i obalić parę królewską. Wątek Tkaczki Niebios i jej noża, który rozpoczyna tom, zastępuje ukochany przeze mnie motyw smoków - te niestety na moment musza się oddalić, ustąpić miejsca innym historią, jednak zapewniam was, że wrócą równie majestatyczne i potężne, co w Ostatnim Namsarze. 


Choć początkowo czułam się nieco zdezorientowana kierunkiem, jaki obrała Kristen Ciccarelli, to i tak Uwięzona królowa podbiła moje serce równie mocno co wcześniejszy tom. Historia nie straciła swego uroku, a nowi główni bohaterowie okazują się równie ciekawi, co wcześniejsza kluczowa para. Styl autorki jest... cudowny. Ciccarelli czaruje słowem, opowieściami, klimatem, tajemniczością i pomysłowością. Wprawnie miesza wątki, zaskakuje akcją, a także zakończeniem. Nie pozostało mi nic innego, jak czekać na polskie wydanie trzeciej części, czyli The Sky Weaver. Czytajcie, bo naprawdę warto! 

* materiały wydawcy
** materiały wydawcy


Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu IUVI!
 

czwartek, 12 marca 2020

287. Nocturna, Maya Motayne

Fantastyczna nowość, na którą nie mogłam się doczekać! Nocturna to genialnie wydany debiut amerykańskiej pisarki Mayi Motayne. W okładce powieści wprost można się zakochać - zdecydowanie jest to jedna z najpiękniej wydanych książek, jakie wpadły w moje łapki. Uwagę przyciąga również enigmatyczny tytuł, nasuwający na myśl coś mrocznego. Jednak czy treść debiutu jest równie magiczna co jego atuty zewnętrzne?  

Maya Motayne zdecydowała, że będzie pisarką, kiedy skończyła czwarty rok życia i od tej pory pisze bez przerwy. Mieszka w Nowym Jorku, gdzie realizuje swoje dwie największe pasje: głaskanie jak największej liczby psów i kupowanie nowych torebek (wybiera takie, w których zmieści się jak najwięcej książek). Nocturna to jej debiut literacki. *

Alfie, młodziutki następca tronu królestwa Catallan, wraca do domu z imperium Englass, gdzie poświęcił się studiom nad czarną magią. Jest ogarnięty obsesją uratowania starszego brata – ofiary zakazanych praktyk. Nikt już nie wierzy, że królewicza Deza da się przywrócić do żywych z otchłani, i tylko Alfie obiecuje sobie nie spocząć, póki nie odnajdzie sposobu na odwrócenie klątwy. Zmuszony przez rodziców do powrotu i przyjęcia królewskich obowiązków, chłopak może liczyć na wsparcie dawnej nauczycielki, Palomy, oraz ekscentrycznego przyjaciela, Luki. Mimo to pierwsze przyjęcie w nowej roli kończy się tragicznie, a Alfie zmuszony jest ratować Lukę przed śmiercią, wypuszczając na świat potężną magię ciemności. Co gorsza, mimowolnym świadkiem tej sytuacji staje się Finn, złodziejka dysponująca naturalnym talentem do zmiennokształtności. **


Maya Motayne zaprasza czytelnika do barwnego, pełnego energii i magii świata inspirowanego Ameryką Łacińską. San Cristobal to latynoskie królestwo będącego głównym miejscem akcji.  To właśnie w nim poznajemy głównych bohaterów cyklu - księcia Alfiego oraz złodziejkę Finn Voy, którzy zapoznają się w niecodziennych i niezbyt przyjemnych okolicznościach. Ich spotkanie staje się początkiem ekscytującej przygody wymagającej od pary bohaterów odwagi, pomysłowości, a także siły - tej fizycznej, jak i magicznej. Finn Voy i książę Alfehr to duet bohaterów zbudowany na kontraście: książę i złodziejka, biedota i arystokracja, łagodność i waleczność. Początkowo wydaje się, iż ich współpraca nie ma żadnego sensu - zbyt dużo jest złośliwości i niechęci pomiędzy tą dwójką, lecz wraz z rozwojem nieprzewidywalnych wydarzeń i koniecznością połączenia sił znajdą wspólny język i zaczynają współgrać. Rozwój tej relacji śledzi się niezwykle miło. Nie brak tu również ciekawych bohaterów drugoplanowych, a także antagonistów i sił zła, które toczą bój między sobą. 

Uniwersum stworzone przez autorkę zbudowane zostało na magii, która jest wszechobecna i ogólnodostępna. Każdy ma w sobie mniejszą bądź większą jej część, a niektórzy szczęśliwcy są posiadaczami niezwykle osobistej, potężnej i organicznej magii propio. Magia ta u każdego przejawia się w inny sposób i wyposaża posiadacza w specjalne, a także intymne umiejętności bazujące na jego wcześniejszych doświadczeniach i pragnieniach. Propio powstaje samoistnie - nie można jej wywołać w żaden sposób. Co ciekawe - aby rozpoznać posiadacza tego rodzaju magii zwykle wystarczy spojrzeć na jego cień - jest on ruchomy i zdaje się żyć własnym życiem, jednak co poniektórzy nauczyli się go kontrolować, aby nie zdradzać swych umiejętności. Propio Finn polega na tym, iż potrafi ona dosłownie ukraść komuś tożsamość poprzez przejęcie wyglądu zewnętrznego dowolnej osoby. Taka zdolność idealnie sprawdza się w przestępczym fachu Finn, lecz przede wszystkim pozwala jej uciec od mrocznej przeszłości. Finn Voy swoją twarz zakryła grubą warstwą cudzych tożsamości, a każda kolejna coraz mocniej zaciera w jej pamięci prawdziwe oblicze. Książę Alfie potrafi zdemaskować magię innych osób - widzi jej kolory; a za pomocą wielu lat nauki pod czujnym okiem Palomy opanował tak zwaną magię gabinetową. Przyszły następca tronu od zawsze interesował się zaklęciami, jednak to te mroczne intrygowały go najmocniej. 


Fani gatunku docenią barwne uniwersum stworzone przez Mayę Motayne, a także ciekawie i niejednoznacznie wykreowanych bohaterów, którym tak samo jak nam - nie brak wad. Na pochwałę również zasługuje system magii, który już na początku historii wzbudził moje zainteresowanie oraz uznanie. Spodobała mi się ogólnodostępność magii - Magia Para Todos; a także oryginalne umiejętności specjalne. Wątek z ruchomym cieniem nasunął mi na myśl cień Piotrusia Pana i obudził miłe wspomnienia.  Nie da się jednak ukryć, że Nocturna nie jest debiutem idealnym. Miejscami miałam wrażenie, że nie uczestniczę w przygodach bohaterów, lecz spoglądam na nich przez grube szkło. Jednak mimo to dostrzegam tu ogromny potencjał i jestem ogromnie ciekawa Oculty, czyli kontynuacji losów księcia i złodziejki. Styl autorki jak na debiut na dobrym poziomie - Motayne pisze ładnie, zgrabnie i lekko. 

* materiały wydawcy
** materiały wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Jaguar!

poniedziałek, 24 lutego 2020

283. Ostatni Namsara, Kristen Ciccarelli

Ostatni Namsara to pierwszy tom trylogii Iskari oraz kolejna perełka z gatunku fantastyki, na którą udało mi się trafić. Co więcej, książka ta jest debiutem Kristen Ciccarelli, a uwierzcie mi, że gdybym nie znalazła tej informacji na stronie autorki, to zwyczajnie bym w to nie uwierzyła. Ostatni Namsara to historia pełna baśni, smoków, a także brutalnych i zaskakujących zwrotów akcji. W tle gorące piaski pustyni i klimat rodem z Baśni tysiąca i jednej nocy

Kristen Ciccarelli dorastała na Półwyspie Niagara na południowym Ontario w Kanadzie na plantacji winogrona należącej do jej dziadka. Zanim stała się bestsellerową autorką, pracowała w piekarni, była baristką, księgarką i zajmowała się wyrobem ceramiki. * Jej debiutancka powieść Ostatni Namsara została przetłumaczona na dwanaście języków. 

Na początku był Namsara – zrodzony z nieba i ducha – który wszędzie, gdzie się pojawił, przynosił miłość i śmiech. Lecz gdzie jest światło, tam musi być ciemność. Dlatego była też Iskari – zrodzona z krwi i blasku księżyca. Niszczycielka. Przynosząca śmierć. Oto legendy, na których wychowała się Asha, córka króla Firgaardu. Opowiadano je szeptem, a ona słuchała z zapartym tchem, zafascynowana zakazanymi bohaterami z przeszłości. Jednak dopiero kiedy sama stała się najbardziej zaciekłym, budzącym postrach pogromcą smoków, przyjęła rolę następnej iskari – samotny los, który sprawił, że Asha czuła się jak broń w cudzych rękach, a nie dziewczyna. Asha walczy ze smokami i przynosi ich głowy królowi, lecz żadne z tych trofeów nie jest w stanie jej uwolnić od więzów obowiązku: ślubu z okrutnym komendantem, człowiekiem, który zna prawdę o jej naturze. Gdy Asha dostaje szansę uwolnienia się w zamian za zabicie najpotężniejszego smoka w Firgaardzie, odkrywa, że stare opowieści mają w sobie więcej prawdy, niż mogła się spodziewać. **


Ostatni Namsara to książka, która na polskim rynku wydawniczym pojawiła się w 2018 roku i właściwie od tamtego momentu miałam ją w głowie. Głównie z dwóch powodów: cudowna okładka oraz fabu ła, która zwyczajnie nie mogłaby mi się nie spodobać. Magiczne, ale zakazane opowieści, smoki i ich zabójczyni, przeklęci kochankowie oraz klimat rodem z Baśni tysiąca i jednej nocy, wypełniony fabularnymi twistami niczym Ember in the Ashes Saby Tahir. Egzemplarz otrzymałam od wydawnictwa zaledwie tydzień temu i wprost nie mogłam się powstrzymać od sięgnięcia po tę opowieść - i wiecie co? Był to strzał w dziesiątkę. Już po przeczytaniu pierwszego rozdziału wiedziałam, że będzie to jedna z książek mojego życia. W fantastyce zaczytuję się od dawna i czasami ciężko mnie zadziwić, lecz Ostatni Namsara zaskoczył mnie oryginalnością fabuły, jak i kreacją głównej bohaterki. Co prawda wątek miłosny nie był wyjątkowo wyszukany, jednak stopniowo budowane relacje dodały mu autentyczności, a sposób przedstawienia ich sprawił, iż uczucie to smakowało niczym prawdziwy zakazany owoc. 

Asha to silna i nieposkromiona bohaterka, ukochana córka króla, która niegdyś zesłała na swe królestwo śmierć - teraz musi odkupić swe winy i przynieść swemu ojcu głowę najstarszego i najpotężniejszego smoka. Jest znana jako Iskari, czyli ta, która przynosi śmierć i zniszczenie. A jej los wydaje się być przesądzony. Asha jest księżniczką, która w niczym nie przypomina tych z bajek. Harda, dzika, silna w słowie i czynie, bezlitosna, a także oszpecona. Jednak nawet pomimo niełatwego charakteru i swej bezkompromisowości bez problemu zaskarbia sobie sympatię czytelnika. Iskari nie jest jedyną ciekawą bohaterką. Moją uwagę przykuł także brat głównej bohaterki Dax, jej kuzynka Saphira, a także Jarek - komendant, a także czarny charakter, który wzbudzał we mnie podobne odczucia co Joffrey w Grze o Tron.

Jednym z najbardziej zaskakujących elementów debiutanckiej powieści Kristen Ciccarelli jest fakt, iż to, co czytelnik dowiaduje się na początku książki okazuje się... wielkim, brudnym kłamstwem. Autorka zupełnie w nie-debiutanckim stylu nie patyczkuje się z odbiorcą. Ciccarelli jest brutalna niczym świat, który wykreowała - i chyba właśnie dlatego tak mocno przepadłam w tej historii. Ponieważ nie wiadomo, co się wydarzy w każdym kolejnym rozdziale oraz kto doczeka zakończenia. Przewidywalność to coś, czego czytelnik tu nie doświadczy. Akcja powieści toczy się w królestwie Firgaardu, które powstało na fundamentach opowieści, lecz wraz z biegiem czasu zostały one surowo zakazane przez władców. Firgaard został założony przez Elormę, Pierwszego Namsarę, który przyniósł święty płomień z pustyni. 


Ostatni Namsara to historia, która sama w sobie posiada wiele historii. Kristen Ciccarelli stworzyła świat z bogatą oraz barwną mitologią, a także umieściła w nim potężne i majestatyczne smoki uwielbiające opowieści. Króluje tu dychotomiczny podział bohaterów na dobrych i złych, i jednocześnie nie brakuje postaci, które skrywają swoje prawdziwe oblicze. Ciccarelli w magiczny sposób kreśli swoją opowieść - czaruje i kusi czytelnika, niczym Asha smoki. Autorka operuje plastycznym i dynamicznym piórem. Moje pierwsze spotkanie z jej twórczością uznaję za wyjątkowo udane i już zacieram rączki na Uwięzioną królową - a tymczasem odkładam Ostatniego Namsarę na wyjątkowe miejsce w mojej biblioteczce. Fantastyczna!

* materiały wydawcy
** materiały wydawcy


Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu IUVI!


poniedziałek, 17 lutego 2020

281. Złodzieje snów, Maggie Stiefvater

Kontynuacja Króla Kruków, czyli młodzieżowego bestsellera fantasy. Złodzieje snów to druga część czterotomowego The Raven Cycle, która bezpośrednio łączy się z poprzednim tomem, także zanim zabierzecie się za tę książkę, koniecznie przeczytajcie Króla Kruków. Seria autorstwa Maggie Stiefvater jest jedną z tych, które chciałam przeczytać od bardzo, bardzo dawna, a w trakcie oczekiwania na spotkanie z bohaterami, w moim umyśle powstał swego rodzaju obraz ich historii, jednak autorka kompletnie mnie zaskoczyła. The Raven Cycle nie jest tym, czego oczekiwałam - jednak wcale nie jest to wadą serii, gdyż zdecydowanie należy ona do tych zaskakujących i nieodkładalnych.

Maggie Stiefvater to amerykańska pisarka i artystka, absolwentka historii. Śpiewała na weselach, pracowała jako redaktor techniczny, instruktorka kaligrafii, kelnerka. Teraz, jak sama mówi, w dzień jest zawodową pisarką, a w nocy – artystką. Sama tworzy ilustracje do zwiastunów swoich książek, a razem z siostrą komponuje do nich muzykę. W Polsce ukazało się kilka jej powieści, m.in. trylogia Drżenie (Drżenie, NiepokójUkojenie) i cykl Król Kruków (Król Kruków, Złodzieje snów, Wiedźma z lustra, Przebudzenie króla). Mieszka w Virginii z mężem i dwójką dzieci. *

Ronan Lynch wciąż głębiej zapada się w swoich snach, które stają się coraz bardziej realne i coraz mocniej wkraczają w jego życie na jawie. Teraz, gdy przebudziła się linia mocy dookoła Cabeswater, nic już nie będzie takie samo. Tymczasem pewien tajemniczy Szary Mężczyzna szuka artefaktu, który pozwoliłby kraść przedmioty ze snów, i przypuszcza, że Ronan go ma. Czy czwórka przyjaciół – Ronan, Gansey, Blue i Adam – poradzi sobie z tym, co szykuje dla nich los, i czy w końcu uda im się znaleźć legendarnego Króla Kruków – Glendowera? Stawką jest wielka moc i ktoś musi być gotów, by jej użyć. **


Wielkie poszukiwania legendarnego Glendowera trwają nadal. Blue, Gansey, Adam i Ronan są zdeterminowani, by go odnaleźć - zwłaszcza Gansey, dla którego walijski władca stał się czystą, słodką obsesją. W Złodziejach snów autorka w dużej mierze skupia się na postaci Ronana Lyncha, jednego z czołowych bohaterów, niegrzecznego chłopca, który od czasu śmierci ojca znajduje się na równi pochyłej prowadzącej do najmroczniejszych obszarów swojej duszy. W pierwszym tomie postać środkowego brata Lynch niezbyt przypadła mi do gustu. Ronan to trudny, mroczny i skomplikowany bohater, który najpierw budzi w czytelniku negatywne emocje, a dopiero później coś w rodzaju tolerancji, która dopiero w drugim tomie zamienia się w sympatię oraz zrozumienie. Po przeczytaniu kontynuacji Króla Kruków, jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co Maggie Stiefvater zrobiła z tą postacią - przyznam, że przerosło to moje oczekiwania i przykuło do książki na dobre kilka godzin. Ronan Lynch to jeden z głównych powodów, dzięki którym mogę powiedzieć, że Złodzieje snów to naprawdę porządna kontynuacja serii z ogromnym potencjałem. W tej części jego postać zdecydowanie wysuwa się na pierwszy plan - we wcześniejszym tomie główne skrzypce grali Blue Sargent i Adam Parrish. Tu, choć wciąż obecni, słusznie ustępują miejsca temu zniszczonemu chłopakowi o skłonnościach autodestrukcyjnych - wypełnionemu beznadziejnością i uciekającemu w mroczny świat snów. 

,,Jeśli nigdy nie widziało się gwiazd, świeczki wystarczały''.

Akcja powieści coraz bardziej się komplikuje. Pojawiają się nowe poszlaki, zaczarowane artefakty, a także bohaterowie - złowrodzy, tajemniczy, mniej lub bardziej realni, a niektórzy zupełnie nie z tego świata. Wydarzenia z przeszłości majaczą w tle, w słowach jasnowidzących, dodając całości suspensu, magicznej aury, a także tajemnicy. 

Drugi tom zdecydowanie utwierdza czytelnika w przekonaniu, że seria ta jest dedykowana dla inteligentnego i aktywnego odbiorcy, który potrafi czytać pomiędzy wersami. Już sam język autorki nie można nazwać młodzieżowym, choć seria właśnie do fantastyki młodzieżowej należy, gdyż obfituje on w niedopowiedzenia, alegorie i liczne środki stylistyczne. Nie brak tu również odniesień do wydarzeń historycznych - właściwie cała fabuła została ugruntowana na historii. Glendower to Owain Glyndŵr, walijski książę pochodzący z królewskiego rodu Jorwerthów, spadkobierca książąt Powys, najpotężniejszy magnat Walii. Zapewne w tym miejscu znikają fakty, lecz i tak seria stanowi ciekawą wariację fantastycznych losów legendarnego księcia.  


Maggie Stiefvater w ciekawy sposób kontynuuje losy bohaterów. Barwnie rozbudowuje ich historię oraz sprytnie łączy poszczególne wątki w całość. Złodzieje snów to mroczna kontynuacja wciągająca czytelnika w umysł Ronana Lyncha wypełniony koszmarami, które zdążyły przeniknąć do rzeczywistości. Autorka zaskoczyła mnie pomysłem bezpośrednio związanym z tytułem części - jak dla mnie, fenomenalne posunięcie, dzięki któremu cała seria wiele zyskała.  W kolejce ustawiają się następne części, czyli Wiedźma z lustra oraz zakończenie historii Przebudzenie króla. 

* lubimy czytać
** materiały wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Uroboros!
 

sobota, 1 lutego 2020

278. Moc, Anna Lewicka

Finałowy tom Trylogii Mocy i Szału autorstwa Anny Lewickiej. Książki tej nieco się obawiałam po kiepskiej części drugiej noszącej tytuł Szał. Przygody Igi Olszańskiej doprawdy doprowadziły mnie do szału, a od kompulsywnego przewracania oczami omal nie nabawiłam się zeza, a uwierzcie, że krótkowzroczność całkowicie mi wystarczy. Środkowej siostry Olszańskiej kompletnie nie polubiłam (przyznam, że po upływie czasu nie lubię jej jeszcze bardziej), tak samo jak głównego męskiego bohatera, czyli Alexa, będącego jej charakterologicznym odpowiednikiem. Na szczęście trzecia i ostatnia część skupia się na losach najstarszej siostry - niejakiej Sówki, czyli Aleksandry, o której już słyszeliśmy co nieco w poprzednich tomach. Czy ostatni tom Moc uratuje Trylogię Mocy i Szału? 

Anna Lewicka to kobieta – orkiestra: pisarka, księgowa, żona i matka dwójki dzieci. Z całej duszy feministka. Pochodzi z Łodzi, ale mieszka w Warszawie – złamała swoje serce na pół i oddała po równo każdemu z tych miast. Hoduje ziarna kefirowe i uprawia miętę balkonową, a w wolnych chwilach, kiedy akurat nie pisze – szyje i projektuje ubrania (drugim okiem oglądając Netflixa). Uwielbia też spotykać się z grupą wieloletnich przyjaciół na wspólne rozgrywanie sesji RPG i planszówki. Książki od zawsze stanowiły nieodłączną część jej życia, a przez ostatnie lata także i sfery zawodowej – jako tłumacz przełożyła z języka angielskiego kilkanaście tytułów. Od dziecka z fascynacją zanurzała się w lekturach mitologii, baśni i legend z całego świata, a później również w osobliwych kreacjach pisarzy fantastycznych, aż w końcu sama zaczęła tworzyć w głowie własne światy i opowieści. *

W ZWIĄZKU Z TYM, IŻ JEST TO TRZECI TOM TRYLOGII, MOGĄ POJAWIĆ SIĘ NAWIĄZANIA DO POPRZEDNICH TOMÓW, A CO ZA TYM IDZIE - SPOILERY. 

Złowieszczy cień zapada nad rodziną sióstr Olszańskich. Po tajemniczym zniknięciu Igi, jej najstarsza siostra, Sówka, postanawia wziąć sprawy we własne ręce i dowiedzieć się, jakie siły stoją za ostatnimi wydarzeniami. W tych poszukiwaniach pomaga jej Gustav, którego poczucie odpowiedzialności również nakazuje mu zadbać o bezpieczeństwo swoich najbliższych. Nie wiedzą jednak, że w tym samym czasie wiedźma szykuje swoją pułapkę… Idąc śladami wiedźmy, Sówka i Gustav przebywają drogę przez jesienne Bieszczady po zimną, pełną wichrów Islandię, i niezauważenie zbliżają się do siebie, połączeni wspólnym celem. Czy na tej wulkanicznej wyspie znajdą odpowiedzi na swoje pytania? Czy zdążą ocalić rodzinę, zanim okaże się za późno? **


Trylogia Mocy i Szału to historia trzech sióstr Olszańskich z magią oraz siłami nadprzyrodzonymi w tle. Pierwszym tomem trylogii Anny Lewickiej jest Więź, po który sięgnęłam w październiku 2019 roku. Skupiał się on na losach Alicji Olszańskiej, warszawskiej studentki, która podczas zimowej przerwy postanawia wybrać się w Bieszczady. Poznaje tam Wiktora oraz trafia na trop magicznej, ale i niebezpiecznej tajemnicy przeklętego jeziora. Wydarzenie to rozpoczyna szereg niespodziewanych zdarzeń, które drastycznie wpłyną na życie Alicji, Wiktora, a także dwóch starszych sióstr dziewczyny i przyjaciół mężczyzny. Więź czaruje zimowym klimatem i romantyczną historią. Z kolei druga część prezentuje losy Igi - środkowej, rozrywkowej i odważnej siostry Olszańskiej. Jej historia jest bezpośrednio związana z poprzednim tomem, jednak zostaje przedstawiona w nieco inny sposób. Nie znajdziemy tu romantycznego klimatu Więzi, lecz emocjonujący rollercoaster, który mi osobiście do gustu nie przypadł. Jak dla mnie był przesadzony i infantylny. W Mocy autorka wraca do korzeni. Już po pierwszym rozdziale wiedziałam, że książkę będzie mi się czytało o wiele lepiej niżeli Szał. Po pierwsze i najważniejsze - zmiana głównej bohaterki; po drugie - powrócił magiczno-romantyczny klimat rodem z pierwszego tomu. Po trzecie - Iga zaginęła, więc do pewnego momentu nie będę musiała znosić jej zachowania. W poprzednich tomach postać niejakiej Sówki przewijała się gdzieś w tle - już z samych komentarzy i spostrzeżeń młodszych sióstr można było wywnioskować, że Aleksandra Olszańska to poważna i nieco snobistyczna osoba, nienawidząca berserków. Często zastanawiałam się, skąd wzięła się ta nienawiść? Jakie wydarzenie zaważyło na jej niechęci do nich? Jednak moją główną zagwozdką było, kim jest ta przeklęta wiedźma?

Trzeci tom na tle Szału wypada... rewelacyjnie. Historia Sówki od samego początku przypadła mi do gustu. Z łatwością polubiłam jej osobę - w pewien sposób zrozumiałam, ponieważ jej zachowanie we wcześniejszych tomach nie było dla mnie do końca jasne. Jej osobowość w dużej mierze ukształtowały wydarzenia z dzieciństwa - w młodym wieku spadła na nią ogromna odpowiedzialność, która odebrała jej przywilej bycia beztroską nastolatką. Poz tym, Moc zawiera o wiele więcej elementów fantastycznych, za co jestem ogromnie wdzięczna autorce, bowiem już przy okazji wcześniejszym części wspominałam, że wątek paranormalny tej historii posiada ogromny potencjał, który do tej pory nie został wykorzystany nawet w połowie. Czytelnik w końcu ma okazję zmierzyć się z istotą, która nawiedzała przeklęte jezioro - kolejny plus przyznaję za sposób przedstawienia niejakiej Tunridy, która otwiera ostatni tom trylogii i co jakiś czas odkrywa przed odbiorcą swoją historię, motywy oraz myśli. To potężna i skomplikowana istota, którą będę pozytywnie wspominać - chociaż jest ona ciemnym charakterem. W tym momencie nie mogłabym nie wspomnieć o Gustavie - który podobnie jak Alicja z Wiktorem oraz Iga z Alexem, zostaje połączony z Aleksandrą. To dosyć przewidywalne, ale jednocześnie pozytywne rozwiązanie. Gustava polubiłam już jako bohatera epizodycznego, a jako głównego - jeszcze bardziej. Wraz z bohaterami podróżujemy w różne miejsca, podążając śladem Tunridy. W tle dojrzały, subtelny wątek miłosny. 


Wydawnictwo oraz autorka w ciekawy sposób potraktowali oprawę oraz wnętrze książki. Każdy rozdział rozpoczyna następująca litera z islandzkiego alfabetu runicznego (młodszy futhark islandzki). Anna Lewicka postanowiła przetłumaczyć runy na potrzeby historii - tłumaczenia są przypisane głównie do rozdziałów pisanych z perspektywy Tunridy. Jak zapewne się domyślacie - zakończenie trylogii oceniam jak najbardziej na plus. Cieszę się, że autorce udało się wybrnąć z kiepskiego tomu drugiego. Dostrzegłam również (kolejną) poprawę w jej stylu. Co prawda, wciąż znajduje się tutaj sporo zbędnej treści, ale na pewno jest lepiej. Lewicka nie spoczęła na laurach - rozwija swoje umiejętności pisarskie, a skłonność do rozdmuchiwania treści może jest wpisana w charakter jej pióra. Jednym się spodoba, innym nie.  Ja zdecydowanie znajduję się w tej  drugiej grupie. Nie lubię być zasypywana opisami życia codziennego bohaterów. Wolę akcję i konkret. Jednak po kolejne książki autorki sięgnę. Jest potencjał.

* materiały wydawcy
** materiały wydawcy


Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Jaguar!

środa, 29 stycznia 2020

277. Król Kruków, Maggie Stiefvater

Król Kruków to pierwszy tom serii, którą chciałam przeczytać od bardzo dawna. Niemalże co chwilę napotykam się na kolejną pozytywną recenzję którejś z części The Raven Cycle. Wystarczy wpisać tytuł serii w wyszukiwarkę, by przekonać się, że ma ona sporą rzeszę fanów oraz nieźle rozbudowaną bazę twórczości czytelników związanej z historią stworzoną przez Maggie Stiefvater. Autorka ta ma na koncie sporo bardzo udanych i dobrze przyjętych książek, więc obok tej serii nie mogłam przejść obojętnie. Zresztą... spójrzcie tylko na tę okładkę! 

Maggie Stiefvater to amerykańska pisarka i artystka, absolwentka historii. Śpiewała na weselach, pracowała jako redaktor techniczny, instruktorka kaligrafii, kelnerka. Teraz, jak sama mówi, w dzień jest zawodową pisarką, a w nocy – artystką. Sama tworzy ilustracje do zwiastunów swoich książek, a razem z siostrą komponuje do nich muzykę. W Polsce ukazało się kilka jej powieści, m.in. trylogia Drżenie (Drżenie, Niepokój, Ukojenie) i cykl Król Kruków (Król Kruków, Złodzieje snów, Wiedźma z lustra, Przebudzenie króla). Mieszka w Virginii z mężem i dwójką dzieci. *

Jedna dziewczyna i trzech chłopaków. Blue pochodzi z rodziny wróżek, jest medium do kontaktów ze światem zmarłych. Gansey, Adam i Ronan, trzej przyjaciele w elitarnej szkoły dla chłopców, obsesyjnie poszukują tajemniczych linii mocy legendarnego Króla Kruków - Glendowera. Z ich powodu pozornie ciche i spokojne miasteczko staje się scenerią niezwykłych wydarzeń. Gdy razem z Blue trafią do magicznego lasu, gdzie czas płata figle, nic już nie będzie takie samo... Przerażające tajemnice, mroczne rytuały, stare przepowiednie, wizje, duchy, ofiary, a to dopiero początek tej historii... **


Na serię Maggie Stiefvater czaiłam się od dosyć dawna - każda kolejna pozytywna recenzja wzbudzała we mnie jeszcze większą chęć poznania losów bohaterów. Właściwie jeszcze przed lekturą wiedziałam, że książki niesamowicie mi się spodobają. Uwielbiam magię, zagadki i niełatwych bohaterów, a The Raven Cycle zawiera w sobie to wszystko w idealnych proporcjach. I choć jest to seria młodzieżowa, to porusza także trudne tematy - między innymi przemoc domową. 

Król Kruków to pierwsza część czterotomowej serii, która bardzo mnie zaskoczyła, ponieważ spodziewałam się po tej książce czegoś zupełnie innego - i zanim wysnujecie błędne wnioski, pragnę zaznaczyć, że historia Blue Sargent oraz trójki chłopaków z elitarnej szkoły Aglionby bardzo przypadła mi do gustu. Sądziłam, że będzie to typowa fantastyka młodzieżowa, jednak zarówno dojrzałe pióro autorki, jak i wielowarstwowa, skomplikowana kreacja bohaterów odbiegają od wielu książek i serii z tego gatunku, które przeczytałam - a uwierzcie mi, że jest tego sporo. 

,,Krzyczą tylko ludzie, którzy mają zbyt ubogie słownictwo, żeby szeptać''.

Maggie Stiefvater poprzez narrację trzecioosobową snuje historię jednej dziewczyny i trójki chłopaków, lecz niech nie zmylą was pozory, gdyż w książce nie znajdziecie trójkąta miłosnego. Główną bohaterką jest Blue Sargent wywodząca się z rodziny wróżek, jednak dziewczyna sama wróżką nie jest. Jest za to swego rodzaju wzmacniaczem mocy. Dzięki niej wizje są wyraźniejsze, a słowa umarłych głośniejsze. To typ outsiderki i indywidualistki. Gansey pragnie odnaleźć Glendowera - legendarnego walijskiego króla, który zaginął dawno, dawno temu. Chłopak ma obsesję na punkcie dawno zapomnianej legendy oraz linii mocy, które śledzi od dawna - ponoć jedna z nich przepływa przez Henriette, miasteczko będące miejscem akcji historii. Ronan Lynch (bad boy) po śmierci swojego ukochanego ojca Nialla walczy z najgorszą wersją siebie. Z kolei Adam Parrish stara się jak może, by stać się najlepszą wersją siebie i uwolnić się od toksycznego ojca. Jest jeszcze Noah przypominający promyk słońca w pochmurny dzień. Nastolatkowie wspólnie postanawiają spełnić marzenie jednego z nich - dokonać czegoś równie niemożliwego, co magicznego. 


Dawno nie zdarzyło mi się trafić na książkę, o której tyle bym myślała już po przeczytaniu jej. Król Kruków zarówno w trakcie, jak i po lekturze zawładnął moimi myślami. Wróżki, duchy, legendy, zaczarowany las, przeklęci kochankowie i uśpiony król. Maggie Stiefvater w magiczny sposób łączy wszystkie te elementy, tworząc historię jedyną w swoim rodzaju. W powieści nie brak zagadek, które czytelnik częściowo będzie musiał sam rozwiązać - bądź czym prędzej sięgnąć po kontynuację. Choć Król Kruków bardzo mi się spodobał, to muszę przyznać, że przez niemalże połowę książki nie do końca wiedziałam co się dzieje. Wynikało to z ilości bohaterów - samych głównych postaci jest dosyć sporo, bo cztery plus jeszcze więcej drugoplanowych - oraz akcji przypominającej swego rodzaju wir, który wciąga czytelnika bez reszty. Każdy z bohaterów jest zupełnie inny i każdy z nich posiada swoją indywidualną historię. Jest też sporo postaci drugoplanowych, które na pewno nieźle namieszają w kolejnych częściach serii. W pierwszym tomie dużo dowiadujemy się o Adamie Parrishu, który w tym momencie jest moim ulubionym bohaterem. Adam to marzyciel, ale i człowiek czynu, który postanawia wyłącznie własnymi rękami zbudować lepsze jutro. Ambitny, dumny, zdeterminowany i zdolny do poświęceń. Jako jedyny z uczniów Aglionby pochodzi z biednej i patologicznej rodziny, a miejsce w elitarnej szkole zawdzięcza tylko i wyłącznie sobie. Pomimo stanu portfela Adam jest o wiele bogatszy od swoich rówieśników, gdyż posiada twardy kodeks moralny oraz kieruje się wartościami zdobytymi przez ciężką pracę.  

Król Kruków to rozpoczęcie, które wiele obiecuje - oczarowuje i wręcz zmusza czytelnika do sięgnięcia po drugi tom, czyli Złodziei snów. Po przeczytaniu pierwszej części jestem ogromnie ciekawa dalszych losów bohaterów. Zwłaszcza po emocjonującym, ale i zagadkowym zakończeniu. 

* lubimy czytać
** materiały wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Uroboros!
 


poniedziałek, 6 stycznia 2020

272. Siła niższa, Marta Kisiel

Kontynuacja nietuzinkowych i zdecydowanie nietypowych przygód Konrada Romańczuka oraz dożywotników Lichotki. Siła niższa to przedostatnia książka, którą przeczytałam w minionym roku. Pełna oryginalnych bohaterów wykraczających poza ramy normalności, kipiąca specyficznym humorem autorki, a także wartką i nieprzewidywalną akcją. Marta Kisiel wie, jak rozbawić czytelnika i wyrwać go z szarej rzeczywistości, jednak jej twórczość jest jedną z tych, którą albo się kocha, albo nie trawi. Choć ja książki Marty Kisiel bardzo lubię, to wiem, że zdanie na ich temat jest dosyć mocno podzielone. Cóż... prawda jest taka, że zanim sięgnie się po którąś z książek tej pani, trzeba wrzucić na luz i przestać traktować wszystko tak poważnie - gwarantowana poprawa samopoczucia! 

Marta Kisiel-Małecka (ur. 18 października 1982 we Wrocławiu) – polska pisarka fantasy, z wykształcenia polonistka. Zadebiutowała opowiadaniem Rozmowa dyskwalifikacyjna na łamach internetowego magazynu literackiego „Fahrenheit” (nr 53/2006). W 2010 roku wydawnictwo Fabryka Słów opublikowało jej pierwszą książkę Dożywocie, należącą do serii „Asy Polskiej Fantastyki”. Trzykrotnie została nominowana do Nagrody Zajdla – powieści Nomen omen (2015), Siła niższa (2016) oraz opowiadanie Szaławiła, za które otrzymała nagrodę w 2018 roku. Fani autorki określają ją słowem ałtorka. * 

Czy warto było odziedziczyć Lichotkę? Ten stary dom w gotyckim stylu, zamieszkały przez ferajnę niecodziennych postaci: naiwnego anioła, rozmiłowanego w gotowaniu morskiego potwora, widmo romantycznego poety, cztery utopce, kotkę o bardzo ostrych pazurach oraz dziwnego królika? Z pewnością można w takim towarzystwie przeżyć niejedną przygodę, o czym początkujący pisarz przekonuje się na własnej skórze? Konrada Romańczuka męczy codzienna rutyna. Za to niczym nowym nie są już dla niego nadprzyrodzone zjawiska. Mimo wszystko zaskakuje go fakt, iż nie jest on jedynym posiadaczem anioła stróża. **

,,Bo w bamboszkach nie sposób być niemiłym. A kiedy ty jesteś miły dla innych, to inni są mili dla ciebie. Tak działa ten świat. Alleluja''.

Z twórczością Marty Kisiel po raz pierwszy miałam okazję zetknąć się w 2018 roku. Od tego czasu w miarę regularnie sięgam po jej powieści, cykle, a także opowiadania. O dziwo, wrocławska autorka w dłuższej, jak i krótszej formie radzi sobie nadzwyczaj dobrze, a swój sukces zawdzięcza niewątpliwie oryginalności historii, którymi częstuje swoich czytelników. To odważna i nowatorska autorka, która nie boi się nieco zamieszać, powywracać język polski do góry nogami i sprawić, że czytelnik buchnie śmiechem w niezbyt dobrym momencie. 


Siła niższa to drugi tom cyklu Dożywocie, w którym poznajemy Konrada Romańczuka, urocze Licho, mistrza patelni Krakena, a także szereg innych barwnych postaci. Pierwszy tom noszący taki sam tytuł jak cały cykl, czytałam w lecie 2019, a podczas lektury bawiłam się wprost wybornie. Z kolei trzeci tom, już nieco inny ze względu na zmianę głównych bohaterów, czytałam w marcu minionego roku. Oczy uroczne zauroczyły mnie nie na żarty i do dzisiaj książka ta stanowi moją ulubioną Marty Kisiel, a także jedną z najlepszych przeczytanych w 2019 roku. Jak widać, cykl przeczytałam nieco na opak (najpierw trzeci, potem pierwszy i drugi tom), ale nie miało to negatywnego wpływu na moje odczucia. Z lekturą Siły niższej nieco zwlekałam, jednak dobrze się stało, że sięgnęłam po tę pocieszną książkę w okresie Świąt Bożego Narodzenia, ponieważ ten czas dla mnie i mojej rodziny co roku oznacza ciężką pracę. Uwierzcie mi, że druga część cyklu Dożywocie przyniosła mi sporą psychiczną ulgę i pozwoliła ukoić skołatane nerwy, za co jestem ogromnie wdzięczna ałtorce (celowy błąd) oraz wydawnictwu. Poza tym, zima wcale nie jest złym czasem na przeczytanie tej książki, gdyż część akcji Siły niższej ma miejsce właśnie podczas Świąt Bożego Narodzenia. 

W fabule odnalazłam się bez żadnego problemu, jednak Marta Kisiel nie byłaby sobą, gdyby nie dodała jeszcze większej ilości elementów fantastycznych oraz dziwacznych, irytująco-intrygujących bohaterów (mowa tu oczywiście o Tsadkielu oraz wikingu z okładki) potrafiących wywołać uśmiech praktycznie u każdej osoby. Jak zwykle urocze Licho dodawało całości ogromnej dawki słodkości wymieszanej z naiwnością charakterystyczną dla wieku dziecięcego, a opryskliwe utopce dwukrotnie popełniły zamach na moją osobę, wywołując we mnie niespodziewany atak śmiechu w momencie, gdy piłam herbatę. Niestety (a może i stety) zabrakło tu Szczęsnego, depresyjnego poety widma, a także seryjnego samobójcy, za to mamy bandę Niemców i Camillę w nieco innej odsłonie. Jak widać - w książce naprawdę sporo się dzieje, autorka bawi się słowem, co można dostrzec już w ciekawym tytule, eksperymentuje z formą, stawia na wyrazistość obrazów oraz żywy, autentyczny dialog. 


Siła niższa to godna kontynuacja udanego Dożywocia, przy której wspaniale się bawiłam. Odpoczęłam, wyluzowałam i trochę popracowałam nad zmarszczkami. To ciepła historia pełna magicznych bohaterów, których połączyła dosyć nietypowa przyjaźń oraz szereg mniej lub bardziej dziwnych sytuacji. Cykl Marty Kisiel to pozycja uniwersalna, która trafi zarówno do młodszego, jak i starszego czytelnika. Nie brak tu również mądrych treści, których należy wypatrywać między wersami. Nie zmienia to jednak faktu, że główne skrzypce gra tutaj specyficzny humor autorki, który kompletnie podbił moje serce. Jeżeli chodzi o twórczość tej pani, to ja jestem zawsze na tak! 

* materiały wydawcy
** materiały wydawcy

Za egzemplarz serdecznie dziękuję Wydawnictwu Uroboros!