Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

środa, 25 czerwca 2014

3. Między Niebem a Ziemią, James F. Twyman

tytuł oryginalny: The Barn Dance autor: James F. Twyman rok wydania: 2010 liczba stron: 244  wydawnictwo: Illuminatio


         „Między Niebem a Ziemią”  to autentyczna opowieść będąca zapisem doświadczeń samego autora - Jamesa F. Twymana, którego była żona Linda została brutalnie zamordowana w jej własnym mieszkaniu, podczas gdy on spędzał święta z ich córką w Minneapolis w Oregonie. To było moje pierwsze spotkanie z tym autorem, jednak czy było pozytywne? Przekonajmy się!            
         Książkę zaczęłam czytać dzień przed drugą częścią (tym razem praktyczną) egzaminu i pomimo presji ciągle zerkałam i czytałam po kilka stron. Historia Jamesa naprawdę do mnie trafiła - choć czasami gubiłam się i sama już nie byłam pewna, co jest prawdą, a co nie, to i tak z fascynacją przemierzałam kolejne kartki. Przyłapałam się również na wpatrywaniu się w zdjęcie rodziny Twymanów, które wydawnictwo umieściło na skrzydełku. Chcąc sprawdzić ową autentyczność historii opowiedzianej w książce, przeszukałam skrawek Internetu i znalazłam informację na temat faktycznego morderstwa Lindy Twyman - tak jak pisało w książce, została ona zamordowana w jej mieszkaniu w Evanston.               
         Podczas lektury „Między Niebem a Ziemią”  dostrzegłam jak ogromną tragedię potrafią wyrządzić nam całkiem obcy ludzie - ludzie, z którymi nie mamy żadnej styczności, którym nic nie zrobiliśmy, którzy nie zastanowią się co będzie przeżywać rodzina tej osoby. W Angeli znalazłam cząstkę siebie - tak samo jak ona mam prawie dwadzieścia lat i w sytuacji kryzysowej doznaję paraliżu emocjonalnego, lub jak ładnie określił to autor: emocjonalną śpiączkę, zanik uczuć. Właśnie to jej postawa uderzyła mnie najmocniej. Potrafiłam postawić się na jej miejscu. Zaczęłam zadawać sobie pytania a co gdyby to mojej mamie ktoś zrobił coś tak okropnego? Jakbym się zachowała, gdybym się o tym dowiedziała, jakbym funkcjonowała? Pewnie tak samo jak Angela Twyman, bo zachowała się zupełnie naturalnie. Nie zanosiła się teatralnymi łzami, nie rozpaczała na każdym kroku. Była po prostu smutna, a ów smutek był tak wielki, że wsiąknął w jej mięśnie - a przede wszystkim w serce, wywołując wcześniej wspomnianą emocjonalną śpiączkę. James i Angela przeżyli prawdziwe piekło składające się z tęsknoty, niezrozumienia i zagubienia. Pomimo rozwodu Jamesa i Lindę łączyło silne, dojrzałe, bo dwudziestoletnie uczucie, którego nie zdążyli uformować.               
          „Między Niebem a Ziemią” jest swoistą spowiedzią autora, który przyznaje przed samym sobą oraz już zmarłą żoną, że popełnił błąd, doprowadził ich małżeństwo do rozpadu, czego do dziś żałuje. Choć historia przez niego została mocno zakropiona elementami fantastyki, to i tak wydaje się zupełnie rzeczywista (do pewnego momentu, ale o tym zaraz). James F. Twyman stworzył świat, w którym nic nigdy tak naprawdę nie umiera - rzeczywistość, w której można zawisnąć pomiędzy dwoma światami, jednocześnie nie należąc do żadnego z nich, tak jak się nam wydaje. Niestety! Autor w pewnym momencie zaczyna… brzydko mówiąc, fanzolić. Fantastyka przerosła rzeczywistość powieści, przez co zgubiła ona tą autentyczność. Kilka razy zadałam sobie pytanie, co James F. Twyman brał podczas pisania tej książki? Rozumiem. Chciał pokazać jak ważne jest przebaczenie, by móc odzyskać spokój - przede wszystkim własnej - duszy. Jednak co za dużo, to niezdrowo. Miejscami książka była właśnie niezdrowa, a wypowiedzi głównego bohatera zbyt sztywne - jakby wygłaszał poemat na temat pokoju na świecie i mocy miłości do bliźnich. Wątpię, by człowiek, któremu zamordowano brutalnie żonę powiedział do morderców coś w stylu  „kocham i wybaczam”. Sama postać Lindy, początkowo zwykłej kobiety (gdzie zwykłość rozumiem jako bycie człowiekiem, którym targają uczucia - niekoniecznie dobre i zgodne z dekalogiem) nagle zostaje tak cholernie wyidealizowana, że aż mam jej dosyć. To chyba największy minus tej książki. Nie zmienia to jednak faktu, że książkę czytało mi się naprawdę dobrze i zajęło mi to dwa dni. Była to miła, lekka lektura - można nawet ją nazwać swego rodzaju odmóżdżaczem. Historia Jamesa, Lindy i Angeli na pewno jest wstrząsająca. Pomimo elementów fantastyki mamy tu do czynienia z prawdziwym morderstwem, rzeczywistą tragedią jaka dotknęła rodzinę Twymanów. No i miłość. Co byśmy bez niej zrobili? Miłość jaką główny bohater darzy swoją byłą żonę jest co najmniej wzruszająca, ale właściwie nie wiem, czy faktycznie James darzył Lindę takim uczuciem cały czas, i czy to aby nie śmierć kobiety wywołała tak nagły skok miłości. Jednak, któż to wie? Chyba tylko sam autor. Spodobało mi się to, iż tytuł utworu (oczywiście oryginalny, The Barn Dance) coś znaczył. Nie był tak o wybrany - jak w większości powieści. Od początku lektury ciekawiła mnie jego symbolika i w końcu się doczekałam znaczenia. Niestety sam motyw tej wiejskiej zabawy wydał mi się niestety banalny i do gustu mi nie przypadł. Przyznaję, że na początku książka ogromnie mi się podobała, jednak w pewnym momencie miarka się przebrała i bach. Już nie było tak fajnie. A szkoda, bo widać, że autor ma potencjał.  
         Tak jak pisałam na początku, było to moje pierwsze spotkanie z tym autorem i właściwie oceniam je nijako. Ani dobrze, ani źle. Może i sięgnęłabym po kolejną jego książkę, tyle że „Między Niebem a Ziemią” wydaje się być jedynym jego dziełem, które mogłoby mnie w jakimś stopniu zainteresować. Nie jestem pewna, czy mogę wam polecić tę książkę z czystym sumieniem, jednak warto sprawdzić samemu. Może komuś przypadnie bardziej do gustu i odnajdzie w lekturze znacznie więcej ode mnie.

Książce przyznaję 4/10


„Między Niebem a Ziemią” miałam możliwość przeczytać dzięki Wydawnictwu Illuminatio.



a tymczasem zabijcie mnie, bo znowu coś kupiłam:


ktoś czytał Czas Żniw? Jak wrażenia?